Chcąc oderwać się od Ziemi i poszybować w Kosmos konieczne jest przejście przez atmosferę ziemską. Jest ona otoczeniem planety o warstwie około 2000km. To nietypowa, o różnorakich właściwościach fizycznych warstwa, powłoka gazowa. W atmosferze warstwa zwiększonej ilości cząstek ozonu tworzy warstwę ozonową. Warstwa ozonowa stanowi ochronę przed promieniowaniem ultrafioletowym, szkodliwym dla żywych organizmów na Ziemi. Przerzedzenie się warstwy, zmniejszenie stężenia cząstek ozonu w stratosferze nazywa się dziurą ozonową.
Kategoria: Artykuł
Inne aktualności
Aktualności
Zobacz inne obszary naszych działań
Odnawialne źródła energii
Oparliśmy działanie naszej gospodarki na paliwach kopalnych – ropie, węglu i gazie, dających nam ponad 80 procent energii. Tymczasem łatwe złoża ropy, węgla i gazu już w dużym stopniu wyczerpaliśmy. Po to, aby utrzymać i zasilać obecny system, coraz szybciej i bez oglądania się na koszty uboczne sięgamy po coraz trudniejsze złoża – po ropę w Arktyce, piaski roponośne czy gaz łupkowy. Koszty finansowe i środowiskowe pozyskiwania paliw kopalnych są coraz wyższe. Marcin Popkiewicz w swoim artykule analizuje sytuację energetyczną Polski i świata omawiając wady i zalety dostępnych odnawialnych źródeł energii.
Inne aktualności
Aktualności
Zobacz inne obszary naszych działań
Kwiaty Kenii
„Prawie każdy z nas kto jadł fasolę lub truskawki eksportowane z Kenii do Europy, kupił kenijskie róże, kupił wodę z jeziora Naivasha” David Harper, Uniwersytet w Leicester, Wielka Brytania1
Jezioro Naivasha to płytkie jezioro o powierzchni ok. 140 km 2, leżące 80 km od stolicy Kenii, Nairobi, w południowej części Wielkiego Rowu Afrykańskiego. Naivasha i obszary nabrzeżne to ekosystem zamieszkiwany przez tysiące gatunków zwierząt. Cechą charakterystyczną jeziora są duże wahania poziomu wody, wynikające między innymi z braku odpływów powierzchniowych. Zmiany te powodują przesunięcia linii brzegowej oraz okresowe niedobory wody. Ma to wpływ na relacje między różnymi użytkownikami jeziora a także kwestie zarządzania zasobami wodnymi oraz terenami leżącymi w sąsiedztwie Naivasha. Dwa najpoważniejsze problemy związane z jeziorem to eksploatacja i zanieczyszczanie wody oraz wynikające z nich napięcia społeczne, oba mające to samo źródło – przemysłową produkcję kwiatów ciętych na eksport.2
Żyzna gleba, przyjazny klimat i dobrej jakości słodka woda z Naivasha od wieków przyciągały ludzi. Tradycyjnie tereny te zamieszkiwane były głównie przez pasterski lud Masajów. Wraz z ekspansją kolonialną teren został przejęty przez europejskich farmerów pod hodowlę bydła oraz plantacje kawy, herbaty, sizalu i roślin przeznaczanych na paszę. Ogromne obszary podmokłe porośnięte papirusem zostały osuszone, papirus wycięty a teren przekształcony pod uprawę. Przez dziesiątki lat, mimo obniżającego się poziomu wód, nikt nie kwestionował sposobu dystrybucji i poziomu zużycia zasobów wody w regionie. Ówczesny kolonialny rząd zainteresowany był głównie maksymalizacją zysków z kolonii. Niepodległość Kenii nie przyniosła pozytywnych zmian w tym zakresie, nowo powstały rząd szukał sposobów na zapewnienie przypływu gotówki potrzebnej na budowę kraju i spłatę zagranicznych zobowiązań i długów. W tym czasie okolice Naivasha, obok dominującej teraz grupy Kenijczyków europejskiego pochodzenia, zasiedlili przedstawiciele grup Luo (rybacy znad Jeziora Wiktorii) oraz Kikuju (rolnicy). Nowi mieszkańcy oznaczali nowe sposoby korzystania z zasobów jeziora. Jednak większość z zapisów prawnych dotyczących gospodarowania zasobami wodnymi przetrwała do końca XX wieku praktycznie w niezmienionej formie, co oznaczało faworyzowanie grupy potomków kolonizatorów.
Rozwój nad jeziorem
Lata osiemdziesiąte zapoczątkowały wiele zmian. W 1982 roku produkcję rozpoczęła elektrownia geotermalna Ken Gen Ol Karia. Dekadę później uruchomiono rurociąg dostarczający wodę z Naivasha do pobliskich miast – Gilgil i Nakuru. Zaraz potem biali plantatorzy, którzy do tej pory uprawiali głównie paszę, rozpoczęli masową produkcję kwiatów ciętych na eksport3. Wspomniane wcześniej warunki naturalne, możliwość zatrudnienia taniej siły roboczej, jak również odległość od międzynarodowego lotniska w Nairobi przeważyły o sukcesie tego przedsięwzięcia. Rozwój przemysłu ogrodniczego postawił ogromne wyzwanie przed najważniejszym ekosystemem regionu jak również władzami Kenii.
Wprowadzenie nowej gałęzi przemysłu oznaczało zmianę w strukturze i liczebności lokalnej populacji oraz strukturze posiadania ziemi. Do mieszkańców regionu dołączyli nowi przedsiębiorcy głównie europejskiego pochodzenia, którzy zaczęli masowo wykupywać lub dzierżawić ziemię pod uprawę kwiatów na eksport. Rozpoczęła się nieograniczona konsumpcja wody z Naivasha wzmacniana rosnącym popytem w Europie.
Dodatkowo do regionu zaczęli napływać ludzie z innych regionów Kenii w poszukiwaniu pracy. Szacuje się, że przy uprawach bezpośrednio zatrudnionych jest od 50,000 do 70,000 pracowników. Pośrednio z rozwoju sektora korzysta ok. półtora miliona ludzi. Chodzi tu o usługi związane z obsługą przemysłu kwiatowego – typu transport i spedycja, finanse, bankowość etc. Praca przy uprawie kwiatów na eksport dla wielu była błogosławieństwem, sposobem na wyrwanie się z upadających wiosek. Powstanie przemysłu zmniejszyło też presję na Nairobi, które jako jedyne duże miasto w kraju oferowało pracę. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że migracja i rozwój okolic Naivasha nie były planowane i nie przebiegały w sposób zrównoważony, co miało ogromne znaczenie zarówno dla środowiska, jak i dla ludzi.
W ciągu 30 lat populacja miasta Naivasha wzrosła z 6900 ludzi w 1969 roku do 32 000 w 1999 roku4. Za gwałtownym wzrostem populacji nie szedł jednak rozwój infrastruktury. Pieniądze z produkcji i handlu trafiały do prywatnych kieszeni właścicieli plantacji, nie przyczyniając się do poprawy warunków socjalnych, polepszenia systemów zarządzania zasobami jeziora Naivasha, czy też wzrostu dobrobytu pracowników. Nielegalne osiedla slumsów w pobliżu miejsc pracy, wycinka drzew prowadząca do erozji gleby i osuszania terenów, brak systemu wodno-sanitarnego oraz zarządzania odpadami odbiło się bezpośrednio na środowisku naturalnym. Liczni mieszkańcy dystryktu korzystali z wód jeziora. Koszty społeczne tego zjawiska, to oprócz braku godnych warunków do życia, brak dostępu do opieki medycznej, czy edukacji.
Rozwój przemysłu kwiatów ciętych na eksport oraz konflikt interesów stosunkowo szybko doprowadziły do degradacji ekosystemu Naivasha i, paradoksalnie, do pogorszenia warunków życia większości ludzi w okolicy, co w konsekwencji oznaczało wzrost napięć. Do wspomnianych powyżej zjawisk dołączył zauważalny gołym okiem spadek wód jeziora, wzrost zanieczyszczeń agrochemikaliami używanymi przy produkcji kwiatów. Specjaliści zajmujący się ochroną środowiska, pasterze i drobni rolnicy wskazywali na bezwzględną eksploatację jeziora i niszczenie ekosystemu, przedstawiciele nowego biznesu powoływali się na fakt, że poziom wód Naivashy historycznie był niższy (lata 50 XX w.) i nie jest on bezpośrednio związany z ich działalnością. Mimo limitów na pobór wody ustalonych przez władze, wiele firm eksploatowało wodę bez pozwolenia lub przekraczając ustalone przez rządowe agencje limity. Sytuację skomplikował dodatkowo fakt, że praktycznie równolegle z działaniami ekologów i rządu, które doprowadziły do ustanowienia ekosystemu jeziora Naivasha obszarem chronionym przez konwencję Ramsar5 w 1995 roku, cięte kwiaty z Kenii stały się głównym towarem eksportowym kraju. Przemysł nieodmiennie notuje 20% wzrost, a dochody z tego tytułu przynoszą ok. 250 milionów dolarów rocznie. Uprawa kwiatów ciętych jest najlepiej rozwijającym się sektorem gospodarki Kenii i jest drugim po herbacie rolnym towarem eksportowym przynoszącym walutę.6 Plantacje kwiatów zajmują obszar ponad 4000 ha. Część z nich jest uprawiana w systemie szklarniowym, część wciąż na otwartym powietrzu, co wymaga większej ilości wody.
Eksport kwiatów ciętych z Kenii w ostatnich latach przebił konkurencję z Kolumbii, Ekwadoru, Izraela, Indii, Chin, Zimbabwe, Zambii. Kenijskie róże stały się hitem w europejskich kwiaciarniach, hipermarketach i na giełdach.7
Obok kwiatów ciętych Kenia eksportuje do nas fasolkę szparagową, fasolę, groch cukrowy, różne gatunki kapusty i roślin strączkowych, ananasy, mango, pomidory, papaje i marakuje. Od 2003 roku Kenia doświadcza stałego wzrostu dochodów z eksportu produktów rolniczych. Rekordowy, 31-procentowy skok w 2003 roku oznacza jednak ogromną presję na zasoby wodne w bardzo krótkim czasie. Kiedy przypominamy sobie obrazy Afryki, jako kontynentu cierpiącego głód i klęski suszy, jakie serwują nam w uproszczonych przekazach media, trudno nam uwierzyć, że aż tyle produktów rolnych w naszych europejskich domach pochodzi z Afryki, a tym bardziej w to, że my zużywamy afrykańską wodę.
Wirtualna woda
W obecnym zglobalizowanym świecie położenie geograficzne mówi nam stosunkowo mało o zużyciu wody w danym kraju. Koncepcja, który trafniej oddaje złożoność kwestii zużycia wody jest koncepcja wirtualnej wody. Pojecie to zostało użyte po raz pierwszy w czysto teoretycznych rozważaniach profesora Johna Anthonego Allana, który zajmował się kwestią zasobów na Bliskim Wschodzie. Cytując CSR info: „Wirtualna woda ma wpływ na globalną politykę i zwłaszcza w regionach ubogich w zasoby wodne. Jego [J.A. Allana] koncepcja przedefiniowała całkowicie dyskurs w polityce wodnej i zarządzaniu zasobami wodnymi”8. Wirtualna woda to woda zawarta w danym produkcie w postaci wody zużytej na każdym etapie produkcji, włączając wodę opadową na terenie, ale też tę która wyparowuje z gleby, wodę potrzebną do nawadniania, wodę zużywaną do utrzymania sprzętu, wodę zanieczyszczoną w wyniku produkcji itp. Jeśli dany kraj eksportuje lub importuje produkty wymagające zużycia lokalnych zasobów wodnych, to tym samym eksportuje/importuje wodę. Ponieważ patrząc na produkt nie widzimy tej zużytej wody, nazywamy ja wirtualną wodą. Woda może więc być traktowana jak surowce – takie jak ropa, której wydobycie na rynki światowe przyniosło fortunę krajom półwyspu arabskiego czy USA – lub jak swego rodzaju waluta. Woda postrzegana w ten sposób może przyczynić się do poprawienia sytuacji ekonomicznej danego kraju, co w obliczu kończących się surowców naturalnych, na których wydobyciu i sprzedaży opiera się większość gospodarek krajów globalnego Południa, oznacza nowe źródło dochodów do budżetu.
Uprawa kwiatów wymaga ogromnych ilości słodkiej wody, zasobu bardzo ważnego ze względu na klimat Kenii oraz problemy ze sprawiedliwą i sprawną jej dystrybucją (brak infrastruktury). Biorąc pod uwagę przedstawione w tym artykule informacje możemy się zastanowić, dlaczego przemysł kwiatowy wciąż rośnie, dlaczego opłaca się eksportować kwiaty z tak daleka, a koszt róży z Kenii jest niższy niż tej wyhodowanej w Polsce czy Holandii, dlaczego rząd Kenii zgadza się na takie rozwiązanie oraz dlaczego wobec świadomości światowego kryzysu wodnego, podejmowane są decyzje o przemysłowej eksploatacji wody w regionach wrażliwych na ich brak.
Większość plantacji kwiatów ciętych znajduje się w rękach Kenijczyków europejskiego pochodzenia, spora część jest w rękach międzynarodowych koncernów (w Kenii w rejonie jeziora Naivasha są to 3 koncerny Oserian, Karaturi i Flamingo Homegrown). Zarówno indywidualni właściciele, jak i koncerny wykorzystują istniejące warunki przyrodnicze, które sprzyjają hodowli kwiatów ciętych oraz infrastrukturę kraju – taką jak drogi, system energetyczny. Poziom potrzebnych inwestycji jest więc dla nich minimalny. Ze względu na silną pozycję – to jedni z nielicznych pracodawców w regionie – hodowcy mogą dyktować warunki pracy – płace są bardzo niskie (od 25 do 32 dolarów miesięcznie za pracę na cały etat). Duża część pracowników nie ma żadnej osłony socjalnej ani medycznej, mimo warunków pracy często zagrażającym zdrowiu (np. opryskiwanie roślin). W kraju, gdzie opieka medyczna i edukacja są pełnopłatne, oznacza to brak środków na leczenie i naukę oraz utrzymanie. Mimo ciężkiej pracy, osoby zatrudnione w przemyśle nie mogą zapewnić sobie realizacji podstawowych potrzeb – takich jak prąd, bieżąca woda czy pożywienie dla rodziny. Od płac nie są odprowadzane żadne składki, ubezpieczenia ani podatki. Tracą więc jednostki, jak również państwo. Do niedawna nagminne były też przypadki molestowania zatrudnionych kobiet przez męskich zwierzchników, zakaz działalności związkowej, zastraszanie pracowników oraz stosowanie środków ochrony roślin w obecności pracowników.
Hodowcy nie musieli przestrzegać norm środowiskowych – uiszczać opłat za eksploatacje, płacić za zatruwanie środowiska czy pobór wody. Woda z naturalnego zbiornika, jakim jest Jezioro Naivasha, jest za darmo – a nawadnianie tradycyjnie prowadzonej plantacji to ogromny koszt. Ilość środków ochrony roślin jest ogromna, co przyczynia się do zwiększenia wydajności z hektara, ale z uwagi na fakt, że nie zawsze jest kontrolowana i normowana, negatywnie wpływa na stan czystości wód.
Kolejny problem związany z produkcją kwiatów to, zdaniem Kenijskiego Ministerstwa Skarbu, unikanie płacenia podatków. Jest to szczególnie nagminne w firmach będących własnością ponadnarodowych korporacji. Stosują one między innymi mechanizm firm zależnych, raportują straty, podwyższają sztucznie koszty uzyskania dochodu w stosunku do zysku, co znacznie obniża ostateczną kwotę od jakiej powinien być odprowadzony podatek. Problem polega na tym, że z prawnego punktu widzenia działania te są legalne. Zdaniem ekonomistów kenijskich, tego typu zachowanie w kraju tak biednym jak Kenia to już nie kwestia prawa ale etyki9. Sprawa była badana już za poprzedniej kadencji jednak walka z korporacjami jest bardzo trudna i kosztowna. Wg szacunków KRA (Kenya Revenue Authority), rocznie na niepłaconych podatkach z eksportu kwiatów ciętych Kenia traci 500 milionów dolarów.10 Za te pieniądze rząd Kenii mógłby wprowadzić wiele usprawnień na rzecz swoich obywateli lub podjąć skuteczną walkę o zachowanie środowiska i przestrzeganie norm. Tak się jednak nie dzieje. Analizy prowadzone przez organizacje walczące o prawa pracownicze lub sprawiedliwego handlu pokazują, że zwiększenie wynagrodzeń, czy też pakietów socjalnych pracowników, normalne płacenie podatków nie zmieniłoby drastycznie dochodów firm produkujących kwiaty. Nie musiałoby też odbywać się to kosztem konsumentów, jak wielokrotnie jest nam wmawiane.
Czy zmiana na lepsze jest możliwa?
Doświadczenie firm, które zdecydowały się na zmianę praktyk, pokazuje również, że dbałość o środowisko, zasoby Naivashy i ludzi, którzy pracują na plantacjach, opłaca się, a całkowite wyeksploatowanie jeziora Naivasha będzie oznaczało koniec ich zysków.
Te pozytywne zmiany stały się faktem dzięki trzem czynnikom: nowym rozwiązaniom prawnym wdrażanym przez rząd Kenijski, coraz większej świadomości konsumentów w Europie i wynikającej z tego swego rodzaju modzie na etyczne i ekologiczne produkty11 oraz coraz częstszym problemom z ilością wody (zwłaszcza w okresach suszy, gdy jezioro nie jest zasilane wodą opadową) oraz jakością po okresach deszczowych (gdy nawozy i środki ochrony roślin są spłukiwane bezpośrednio do jeziora).
Ustawy z 1999 i 2002 roku (odpowiednio: Ustawa o zarządzaniu i koordynacji oraz Ustawa o Wodzie) umożliwiły powstanie Narodowej Agencji ds. Zarządzania Środowiskiem Naturalnym (NEMA) i Agencji Zarządzania Wodą (WMA). Obie instytucje są już operacyjne i wdrażają zintegrowany plan zrównoważonego zarządzania zasobami wodnymi kraju. Słabością systemu jest brak definicji zrównoważonego zużycia wody, co nie zmienia faktu, iż jego wprowadzenie jest istotnym krokiem w dobrą stronę.
Wielu producentów zauważyło, że zachowanie zrównoważonego zarządzania wodami Naivasha leży w ich długofalowym interesie. Wprowadzane są nowe rozwiązania: uprawy hydroponiczne, komputerowe systemy monitorowania wilgoci, bardziej wydajne kroplowe systemy nawadniające, zakładanie naturalnych oczyszczalni, stosowanie biologicznych środków ochrony roślin, zbieranie deszczówki, duża rolę odegrało też przeniesienie upraw pod szklarnie. Wszystko to, by zmniejszyć ślad wodny plantacji. Oczywiście nowinki technologiczne są wprowadzane głównie przez najbogatsze firmy oraz te, którym tylko wprowadzenie zmian może pomóc w utrzymaniu pozycji na światowym rynku. Z drugiej strony „zaoszczędzona” w ten sposób woda jest często ofsetowana przez te same firmy poprzez powiększanie areału upraw. Wiele mniejszych plantacji wciąż jest poza kontrolą i utrzymuje stare praktyki.
Inicjatywa farm
Wiele firm podejmuje jednak inicjatywy mające na celu poprawę sytuacji. Część z nich, zrzeszonych w Kenya Flower Council (KFC)12 – rady producentów kwiatów ciętych, zaczęła wdrażać system audytu i wewnętrznej certyfikacji tzw. „Srebrnych i Złotych standardów”. Certyfikaty są odnawiane co rok tylko po pomyślnym przejściu audytu. Otrzymanie srebrnego certyfikatu łączy się z przestrzeganiem norm takich jak:
- Ochrona zdrowia i bezpieczeństwa pracowników,
- Zapewnienie pakietów socjalnych i godnych warunków pracy uwzględniających między innymi podpisane umowy zawierające opisy stanowisk, stawki, pakiety medyczne, prawo do urlopów w tym urlopu macierzyńskiego, transport pracowników do miejsc pracy
- Prowadzenie szkoleń BHP, pierwszej pomocy , oraz bezpiecznego korzystania z pestycydów dla wszystkich pracowników.
- Przestrzeganie praw pracowniczych z uwzględnieniem prawa do swobodnego zrzeszania się, działanie komitetów d/s równości płci i przeciwdziałania molestowaniu kobiet, zakaz pracy dzieci, istnienie mechanizmów dochodzenia swoich praw przed pracodawcą
- Stosowanie się do międzynarodowych standardów Global GAP z zakresu użycia pestycydów, nawozów oraz produkcji ścieków
- Zarządzanie wodą a także środowiskiem zgodnie z Planem Zarządzania,
- Właściwe prowadzenie dokumentacji zapewniającej przejrzystość transakcji oraz coroczne pozytywne przejście audytu KFC13
KFC zrzesza ok. 60% producentów kwiatów ciętych, z tej grupy proces certyfikacji na tzw. „Srebrny standard” przeszło pomyślnie 46 firm. Wśród nich znajduje się 9 posiadających tzw. „Złoty standard” wymagający jeszcze bardziej restrykcyjnej ochrony ludzi i środowiska. Na program KFC nakłada się znany projekt Sprawiedliwego Handlu. Certyfikat Fair Trade posiadają tylko 3 farmy zrzeszone w KFC.
Największe firmy oraz te certyfikowane przez Organizacje Sprawiedliwego Handlu, takie jak Oserian, Ravine czy Finlay, prowadzą też darmową opiekę medyczną, budują przedszkola i szkoły dla dzieci pracowników, osiedla mieszkaniowe. Stają się pracodawcami odpowiedzialnymi społecznie14 (na wykresie powyżej symbolizowane przez kolor różowy). Trudno jednak określić, ile farm wciąż działa poza normami i systemem ochrony i regulacji – najmniej wiemy o tych, które są poza wszelkimi systemami certyfikacji (na wykresie powyżej symbolizowane przez koło brązowe).
Działania rządu
Do dnia dzisiejszego Ministerstwo Rozwoju i Zarządzania Wodą przeprowadziło szczegółowe badanie zużycia wody przez użytkowników, utrzymuje etatowych hydrologów w Naivasha, którzy stale monitorują poziom wody i popytu nią, szkoli wodną policję, której zadaniem jest zapobieganie nielegalnym poborom wody i zanieczyszczaniu jeziora oraz aktywne wspieranie badań hydrologicznych i środowiskowych oraz techniczna poprawa systemu monitorowania. Nie bez znaczenia jest również świadomość wagi włączenia w działanie zwykłych obywateli, budowanie świadomości wspólnego dobra i odpowiedzialności wśród bardzo niejednorodnej kulturowo i ekonomicznie społeczności rybaków, pasterzy, właścicieli ziemskich, hodowców bydła i pracowników kwiatowych farm.
Przypadek jeziora Naivasha to żywy przykład próby odpowiedzenia sobie na pytanie, jak pogodzić interesy przynoszącego wielomilionowe zyski biznesu z ochroną środowiska, dobrobytem ludzi i rozwojem kraju. Mimo, że we wszystkich tych obszarach jeszcze wiele pozostaje do zrobienia wydaje się, że wspólne wysiłki prywatnych przedsiębiorców, rządu, organizacji pozarządowych i obywateli mogą być skuteczne. Potrzebne jest jednak głębokie rozumienie związków, jakie łącza ludzi na różnych kontynentach, pieniądze i środowisko oraz odważne działanie i zaangażowanie również konsumentów.
Zaangażowanie konsumentów
Część osób postuluje kupno tylko kwiatów z Kenii certyfikowanych jako Sprawiedliwy Handel (są uprawiane ekologicznie, stawki pracowników są wyższe, zysk idzie na wsparcie społeczności, w przypadku Naivasha mogłaby to być konserwacja ekosystemu jeziora). Niektóre sieci oferujące kwiaty z Kenii mają już takie róże, np. Marks i Spencer. Jednak wiele osób uważa, że korzyści z procesu certyfikowania tylko niektórych produktów są oddalone w czasie i niewspółmierne do szkód wyrządzanych przez firmy. Jezioro wysycha w zastraszającym tempie.
Możemy więc jako konsumenci kupować kwiaty produkowane w krajach, o których wiemy, że mają wystarczające zasoby wodne, są produkowane zgodnie z normami ochrony środowiska, z poszanowaniem praw pracowników. Jeśli mamy trudność ze sprawdzeniem takich informacji, możemy kupować kwiaty tylko z polskich hodowli. Polskie kwiaty mogą być droższe, jednak mamy wtedy większą pewność, że za piękny kwiat w wazonie nie płaci wyzyskiwana pracownica lub przyroda.
Możemy tez kupować mniej kwiatów, kwiaty doniczkowe, o które będziemy dbać przez lata lub poszukać innego sposobu wyrażania naszej przyjaźni, wdzięczności lub miłości wobec osób na których nam zależy.
Idealny scenariusz zakładający, że Kenijskie Ministerstwo Skarbu udowadnia na drodze sądowej winę korporacji, a następnie przeznacza pieniądze z podatków na prace nad normami środowiskowymi oraz na egzekwowanie ich przestrzegania, nie jest poza naszym zasięgiem.
Nasza rola w takim scenariuszu sprowadzałaby się do tego, byśmy widząc akcje zachęcające do tworzenia nacisku na korporacje (petycje, kampanie) włączali się w nie.
Innym sposobem może być wspieranie organizacji ekologicznych z Kenii, takich jak np. Green Belt Movement, swoimi datkami. Możemy też poszukać na liście projektów dofinansowanych przez nasz MSZ polskich „zielonych” organizacji, które działają w Kenii na rzecz konserwacji ekosystemów. Jeśli taka organizacja jest organizacją pożytku publicznego, możemy przekazać 1% swojego podatku na jej działanie przy okazji najbliższego rozliczenia podatkowego.
WIĘCEJ INFORMACJI
- http://www.waterfootprint.org/Reports/Report45-WaterFootprint-Flowers-Ke…
- http://allafrica.com/stories/201002222057.html
- http://srodowisko.ekologia.pl/ochrona-srodowiska/Kwiatowy-biznes-Skad-po…
PRZYPISY:
- http://climateandcapitalism.com/?p=5595 David Harper University of Leicester environmentalist, March 28, 2006, Times:
- Żródło mapy: Robert Becht, Eric O. Odada, Lake Naivasha. Experience and lessons learnes brief. 2008.
- KFC podaje lata 60 jako początek plantacji kwiatów ciętych,
- Dane Centralnego Urzędu Statystycznego Kenii.
- Konwencja o obszarach wodno-błotnych mających znaczenie międzynarodowe, zwłaszcza jako środowisko życiowe ptactwa wodnego. Celem porozumienia jest ochrona i utrzymanie w niezmienionym stanie obszarów określanych jako „wodno-błotne”. W czerwcu 2011 roku objęte konwencją ramsarską były 1933 obszary o łącznej powierzchni ponad 189 mln hektarów. Do tej pory podpisało ją 160 krajów, a początkowymi sygnatariuszami w 1971 roku było 18 państw. http://pl.wikipedia.org/wiki/Konwencja_ramsarska
- http://www.fairtrade.org.uk/producers/flowers/finlay_flowers_oserian_rav…
- http://www.kenyarep-jp.com/business/industry/f_index_e.html
- http://www.csrinfo.org/pl/wiadomosci/373-wirtualna-woda-przyznano-stocko…
- http://www.guardian.co.uk/environment/2011/apr/01/kenya-flower-industry-…
- Dla porównania zysk ze sprzedaży kwiatów ciętych w samej tylko Wielkiej Brytanii wynosi 1,5 miliarda funtów. http://www.guardia
Inne aktualności
Aktualności
Zobacz inne obszary naszych działań
Jak mówić o świecie i ludziach w różnych częściach świata?
Poruszanie w szkole tematyki globalnej to duża odpowiedzialność nauczyciela i nauczycielki. W Polsce, tak jak w innych krajach, istnieje wiele stereotypów dotyczących krajów Południa. Zajmując się edukacją globalną, powinniśmy te stereotypy przełamywać, pokazując kontekst, w jakim powstały oraz przyczyny i konsekwencje ich stosowania. U podstaw edukacji globalnej leżą takie wartości jak: godność człowieka, równość, sprawiedliwość i różnorodność. Te same idee przyświecją Celom Zrównoważonego Rozwoju. Bez poszanowania innych, zmniejszania nierówności miedzy ludźmi nie uda się osiągnąć żadnego z Celów. Kodeks informowania o krajach Południa ma pomóc edukatorom i edukatorkom zajmującym się uczeniem o świecie i procesach globalnych w realizowaniu tych wartości w pracy z młodzieżą.
Kodeks odwołuje się do wartości i postaw zawartych w koncepcji edukacji globalnej.
Szacunek wyraża się przede wszystkim w zapewnieniu prawa do prywatności i zachowania godności osób portretowanych. Nie chodzi o to, by unikać trudnych tematów. Ważne jest, żeby mówić o nich rzetelnie.
Odmienność obyczajową czy językową powinno się przedstawiać jako równą rzeczywistości, w której się wychowaliśmy, nawet jeśli jest ona wyraźnie inna.
Solidarność wyraża się w podkreślaniu tego, co nas łączy z innymi ludźmi, w szukaniu podobieństw i możliwości współpracy, a nie w koncentrowaniu się na różnicach.
Sprawiedliwość rozpatrywana jest w Kodeksie w wymiarze globalnym – jako dbałość o zagwarantowanie praw przysługujących jednostkom i społeczeństwom na całym świecie.
Jakimi zasadami się kierować?
- Dokonuj wyboru obrazów i wiadomości z zachowaniem wartości poszanowania równości, solidarności i sprawiedliwości.
- Wykorzystuj obrazy, wiadomości i badania jednostkowych przypadków z pełnym zrozumieniem, uczestnictwem i za zgodą zainteresowanych (lub ich rodziców lub opiekunów).
- Zagwarantuj, by osoby, których sytuację przedstawiasz, miały możliwość opowiedzenia swojej historii osobiście.
- Ustal i zanotuj, czy osoby te zgadzają się na ujawnienie personaliów i twarzy, i zawsze postępuj zgodnie z ich życzeniem.

Strona powstała w ramach projektu „Ścieżki do Celów” współfinansowanego w ramach polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.
Materiał jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Centrum Edukacji Obywatelskiej. Utwór powstał w ramach programu polskiej współpracy rozwojowej realizowanej za pośrednictwem MSZ RP w roku 2019. Zezwala się na do-wolne wykorzystanie utworu, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiada-czach praw oraz o programie polskiej współpracy rozwojowej.
Inne aktualności
Aktualności
Zobacz inne obszary naszych działań
Fakty i mity dotyczące zmiany klimatu
Inne aktualności
Aktualności
Zobacz inne obszary naszych działań
Zielone światło dla zielonej cywilizacji
Tematem tekstu są przemiany cywilizacyjne, jakie czekają nas w przyszłości. Nawiązuję w nim do myśli amerykańskiego ekonomisty i futurologa Jeremy’ego Rifkina, twierdzącego, że rewolucjom w środkach komunikacji towarzyszyły rewolucje w energetyce.
Pierwsza Rewolucja Przemysłowa w XIX w. oparta była na technice druku masowego oraz na gospodarce napędzanej węglem i parą. Druga, w XX w., była skutkiem upowszechnienia elektrycznych narzędzi komunikowania – od telefonu po radio i telewizję – oraz na silniku spalinowym. Trzecia zaczęła się wraz z rozwojem Internetu, nowoczesnej telefonii komórkowej i, zdaniem Rifkina, wymaga energii odnawialnej, rozproszonej w formie sieci zdecentralizowanych, przydomowych wytwórni prądu oraz ciepła. Kryzys finansowy, jakiego doświadcza Europa, związany jest bowiem z wyczerpywaniem się i drożeniem ropy. Przestawienie się na OZE oraz ograniczenie marnotrawstwa energii i zasobów może prowadzić do wyjścia z obecnej sytuacji kryzysu. Wzrost konsumpcji ropy a także innych zasobów kopalnych w Chinach i Indiach, którego skalę przedstawiamy za pomocą przykładu wzrostu motoryzacji jest czynnikiem, który powinien skłonić zachodnie kraje do przemyślenia polityki energetycznej. Energetyka rozproszona rozwija się w państwach, które antycypują zmianę, chcą kreować przyszłe trendy i być liderami nowych technologii. Tutaj pierwsze skrzypce na świecie odrywają Niemcy, ale i kraje Południa takie jak Bangladesz mogą pochwalić się godnymi uwagi osiągnięciami na tym polu. Zbadam w tym kontekście politykę Polski i potencjał naszego kraju do rozwoju OZE, ze szczególnym uwzględnieniem nie wielkich farm wiatrowych, lecz np. przydomowych fotowoltaików. Główna teza tekstu brzmi, że wybór drogi rozwoju energetyki pomiędzy dalszą eksploatacją paliw kopalnych a stopniowym przestawieniem się na OZE to kluczowa decyzja warunkująca przyszłość kraju.
Wydaje nam się często, że jakaś forma bytu społecznego jest zamknięta, gotowa, nienaruszalna, że była od zawsze i na zawsze pozostanie. Wtedy nie ma szans na jakikolwiek ruch. Myślę, że świat jest nieustannym przepływem; ciągle możemy się otwierać na nowe możliwości, wpływać na kształt świata, zmieniać, oddziaływać. Badać, co by było gdyby…
Olga Tokarczuk, „Bluszcz”, nr 1/2012, s. 20
Czy laptopy lubią węgiel?
Jeremy Rifkin, znany amerykański ekonomista i futurolog od lat śledzi globalne trendy przemian cywilizacyjnych i uchwyca ich istotę prezentując je w przystępny sposób. W książce z połowy lat 90. XX wieku pt. „Koniec pracy” głosił, że największym wyzwaniem dla świata będzie zapewnienie zajęcia i sensu życia miliardowi bezrobotnych w skali świata. Postulował byśmy dzielili się pracą, a państwa radykalnie skracały tydzień roboczy, pokazując absurdalność sytuacji, w której miliony ludzi są przepracowane, a miliony cierpią z powodu bezrobocia. W książce „Wiek dostępu” stawiał tezę o dematerializacji gospodarki, w której podstawowym źródłem dochodu jest dostęp do informacji lub usługi, a nie materialny towar i pokazywał konsekwencje tego procesu (zob. np. http://www.kasakobiet.ngo.org.pl/teksty/globalny_fajrant.html). Obecnie Rifkin skupił się na problematyce zależności między cywilizacją a energią. Uczony twierdzi, że kryzys finansowy nie zostanie zażegnany dopóki cała Europa nie przestawi się na nowe, odnawialne, zdecentralizowane, przydomowe źródła energii (WYWIAD: III Rewolucja Przemysłowa receptą na kryzys). Rifkin zaobserwował, że w rozwoju cywilizacji, dokonujące przełomu środki rozwoju komunikacji zasilane były adekwatnym, nowym źródłem energii. Zwiastuje potrzebę wkroczenia w „trzecią rewolucję przemysłową”. „Pierwsza Rewolucja Przemysłowa w XIX w. – oparta była na technice druku masowego oraz na gospodarce napędzanej węglem i parą. Druga, w XX w., była skutkiem upowszechnienia elektrycznych narzędzi komunikowania – od telefonu po radio i telewizję – oraz na silniku spalinowym. Trzecia zaczęła się wraz z komunikacją cyfrową. Internet zmienił świat, oczekiwania ludzi, tempo i skalę przepływu informacji. Ale źródła energii pozostały te same. To wciąż jest węgiel, gaz, ropa. Cały świat gwałtownie upodabnia się do Zachodu, ale tych źródeł energii, na których oparty był nasz rozwój, dla wszystkich nie starczy. Dla kilkuset milionów starczało. Dla kilku miliardów – nie” – tłumaczy Rifkin.
Niedostatek ropy jest związany z szybkim rozwojem przemysłowym Chin i Indii. Kraje te przyjęły materialistyczny, zachodni schemat rozwoju z założeniem, że im więcej się produkuje i konsumuje, tym lepiej się żyje. Rosnąca ilość sprzedawanych samochodów i dóbr przemysłowych zwiększyła uzależnienie tych krajów od ropy naftowej. Cena baryłki ropy na świecie rośnie, gdyż rośnie globalna konkurencja. Chiny od 2009 roku są największym światowym producentem samochodów, z czego większość przeznaczona jest na rynek krajowy – najszybciej rosnący rynek motoryzacyjny na świecie. W latach 2002-2006 corocznie na chińskich drogach przybywał milion nowych samochodów. W 2006 roku pojawiło się już 6 milionów nowych aut, a rok później 8 milionów, w 2010 roku w Chinach sprzedano już prawie 14 milionów nowych samochodów (Przemysł motoryzacyjny w Chinach). Przy założeniu utrzymania się tego trendu, firma McKinsey przewiduje, że w 2030 roku chiński rynek samochodowy wzrośnie 10-krotnie w stosunku do stanu z 2005 roku. Pomimo galopującego wzrostu, w 2008 roku w Chinach było jedynie 37 samochodów na 1000 mieszkańców, podczas gdy w USA 828, a Polsce 493 (Lista krajów według pojazdów na mieszkańca). W takiej sytuacji państwa Północy (rozumiejąc pod tą kategorią paostwa najbardziej zaawansowane w „rozwoju” gospodarczym i skali konsumpcji) nie mają żadnych etycznych, ani politycznych podstaw, aby egzekwować od Chińczyków ograniczenie apetytu na ropę, o ile same radykalnie nie zmienią swego modelu rozwoju. Pozostają dwa sposoby na to, by „uratować” komfort uzależnionych od samochodów i ropy społeczeństw. Pierwszy to samoograniczanie potrzeb oraz marnotrawstwa energii i zasobów, przy czym odpowiedzialność za to nie może spoczywać tylko na barkach obywateli, ale też na instytucjach publicznych. W tej chwili ograniczanie niepotrzebnych start energii i zasobów staje się powoli jednym z priorytetów polityki europejskiej. Parlament Europejski uchwalił rezolucję postulującą ograniczenie zużycia energii w transporcie o 20% do 2020 roku (np. poprzez rzadsze używanie samochodów, systemy dzielenia się samochodami car share, rozwój transportu publicznego). Transport bowiem pożera 26% energii na obszarze Unii Europejskiej. Z kolei 19 stycznia 2012 roku Parlament Europejski podjął rezolucję wzywającą do ograniczenia marnotrawstwa żywności w krajach członkowskich (produkcja i konsumpcja żywności pochłania ok. 1/3 energii). Obecnie w 27 krajach członkowskich traci się 89 mln ton żywności rocznie (ok. 179 kg na jednego mieszkańca rocznie), czyli blisko 50% wytwarzanej żywności. Prognoza na 2020 rok przy założeniu, że żadne działania nie zostaną podjęte to 126 mln ton rocznie czyli 40 procentowy wzrost. Odpowiedzialne za marnotrawienie żywności są gospodarstwa domowe – 42%, producenci w 39%, a dostawcy żywności – 14 (http://www.europarl.europa.eu/news/pl/pressroom/content/20120118IPR35648/html/Parlamentchce-powstrzyma%C4%87-marnotrawienie-%C5%BCywno%C5%9Bci). Według badań zrobionych na użytek Parlamentu, 60% marnotrawstwa dałoby się uniknąć dzięki kupowaniu mniejszej ilości jedzenia na zapas, baczniejszemu sprawdzaniu terminów spożycia.
Ograniczenie marnotrawstwa energii powinno być wspólną sprawą rządów, biznesu i obywateli. Poza instytucjami publicznymi, również niektóre prywatne firmy podejmują działania, by ograniczyć zużycie energii. Zakłady produkcyjne mogą znacząco ograniczyć koszty inwestując w nowe, bardziej energooszczędne technologie. Przykładowo, jeden tylko zakład papierniczy w Kluczach w 2008 roku zaoszczędził na energii około 500 tys. dol w skali roku, nie zmniejszając wcale skali produkcji. Jak wyjaśnia prezes spółki, „te oszczędności są możliwe dzięki inwestycjom w nowe technologie pozwalającym m.in. ograniczyd zużycie ciepła do suszenia bibułki i w nowe napędy silników elektrycznych, które pozwalają regulowad pobór mocy zależnie od obciążenia silnika” (http://biznes.gazetaprawna.pl/wywiady/96115,ograniczenie_zuzycia_energii_pozwala_zachowac_konkurencyjnosc.html).
Drugi sposób na utrzymanie dotychczasowego zachodniego standardu życia to rozwój alternatywnych wobec ropy i paliw kopalnych źródeł energii, czemu przyjrzymy się wkrótce. Pozostaje też trzeci, najprawdopodobniej najrozsądniejszy sposób aplikowania obydwu rozwiązań naraz – ograniczanie marnotrawstwa przy jednoczesnym poszukiwaniu „zielonych” źródeł energii. Sposoby te zestawione są wspólnie w działalności instytucji unijnych. W 2011 roku został powołany specjalny unijny fundusz zajmujący się dofinansowaniem projektów z zakresu „wydajności energetycznej i odnawialnej energii”, European Fund for Investments in Energy Efficiency and Renewable Energy Projects. Unia Europejska przekazała Funduszowi w 2011 roku 146 milionów euro, co jest znaczącą sumą, lecz ciągle znacznie mniejszą niż wydatki na energie nuklearną i wsparcie państw członkowskich dla firm eksploatujących zasoby kopalne. Samo wsparcie państw członkowskich dla badań nad rozwojem energii atomowej od ponad 20 lat utrzymuje się na poziomie około miliarda euro.
Kryzys energetyczny rodzi kryzys finansowy
Kryzys finansowy, zdaniem Rifkina, był prostą odpowiedzią amerykańskiej i europejskiej gospodarki na wzrost cen ropy w 2007 roku, kiedy cena baryłki ropy wyniosła rekordowe 147 dolarów. Jako że cena ropy związana jest z całym łańcuchem dostaw, jej podwyżka pociągnęła za sobą wzrost cen żywności i artykułów konsumpcyjnych ze względu na zwiększenie kosztów transportu czy eksploatacji maszyn rolniczych i przemysłowych. Artykuły konsumpcyjne osiągnęły wówczas poziom cen nieakceptowalny dla masowego konsumenta, podobnie jak to miało miejsce w czasie kryzysu naftowego, osiągnięcia w 1978 roku ówczesnego szczytu wydobycia, od którego przyrost produkcji ropy stał się wolniejszy niż światowy przyrost ludności. Zdaniem International Energy Raport, w 2006 roku światowa gospodarka mogła osiągnąć tzw. peak oil, szczyt produkcyjnych możliwości w zakresie ropy.
Niemcy liderami trzeciej rewolucji przemysłowej?
„Trzecia Rewolucja już trwa – mówi Rifkin – Tylko za wolno się toczy. Internet – nowy środek komunikacji – objął większość ludzkości tworząc nowe potęgi oparte na zintegrowanych możliwościach milionów uczestników. Trzeba tę logikę przenieść do energetyki. Trzeba się pożegnać z wielkimi dostawcami energii opartej na węglu, ropie, uranie, którzy działają w logice epoki masowej stworzonej przez Drugą Rewolucję. Trzecia Rewolucja to bezlik małych źródeł energii z wiatru, słońca, wody, geotermii, pomp ciepła, biomasy. Każdy kraj świata może się dzięki nim stad energetycznie samowystarczalny, jeśli te rozproszone źródła zostaną połączone i będą się uzupełniały w obrębie kontynentalnych sieci”. Obecnie w energetyce coraz częściej mówi się o potrzebie rozwoju zdecentralizowanej sieci „energii rozproszonej” działającej na wzór internetu. Każdy internauta mógłby wytwarzać energię, by zasilić swojego laptopa, za pomocą niewielkich przydomowych urządzeń lub korzystać z takich urządzeń zainstalowanych w bloku. To już się dzieje na naszych oczach. W Niemczech kilka lat temu, za rządów socjaldemokratów i Zielonych, wprowadzano program finansujący zakładanie przydomowych wytwórni prądu i ciepła, opartych na odnawialnych źródłach energii. „Oczywiście program ten można krytykować z perspektywy klasowej – mówi dr Dieter Eissel z Uniwersytetu w Giessen – gdyż dofinansowano klasę średnią, głównie posiadaczy domów, a nie wsparto uboższych pozwalając im korzystać z dobrodziejstw OZE. Sam jednak z niego skorzystałem i zainstalowałem panele fotowoltaiczne, jeden do sieci elektrycznej, drugi do ogrzewania wody, na dodatek wskutek programu subwencji wyszedłem na tym korzystnie finansowo. To niezwykłe uczucie, że moje mieszkanie jest w całości podgrzewane i zaopatrywane w prąd ze słońca”. Niemcy są światowym liderem OZE, zwłaszcza jeśli chodzi o energetykę solarną, w samym 2009 roku niemieckie firmy i konsumenci zainstalowali około 2,500 MW z 5,158 MW zainstalowanych w tym roku w skali świata. W 2008 roku Niemcy produkowały 28% globalnej energii wiatrowej, 48% fotowoltaicznej, 45% paliwa biodiesel.
Póki co, niestety, Unia Europejska nie prowadzi wspólnej polityki energetycznej, a kraje członkowskie zdobywają głównie energię za pomocą umów dwustronnych z krajami spoza UE, co utrudnia przyspieszenie rozwoju innowacji w energetyce. Łącznie, kraje UE importują ponad 60% gazu i ponad 80% Ropy, które wykorzystują. I ten import z roku na rok rośnie. Najwięcej surowców – 85% importu gazu i 50% importu ropy, pochodzi z Rosji, Norwegii i Algierii, (za http://www.europarl.europa.eu/news/pl/headlines/content/20120120STO35894/html/Nowy-element-energetycznej-uk%C5%82adanki). Wspólna polityka w zakresie wytwarzania i importu energii jest na razie, obok oszczędzania energii, jednym z priorytetów unijnej strategii „Energia 2020” i jednocześnie koncepcją będącą przedmiotem obrad Parlamentu Europejskiego, gdzie spotyka się jednak z oporem części sił izolacjonistycznych i konserwatywnych. Dlatego póki co możemy rozpatrywać jedynie politykę poszczególnych krajów członkowskich, Rifkin uznaje, że Niemcy kierując się zdrowym rozsądkiem, a nie romantyzmem, są w tej chwili światowymi liderami „trzeciej rewolucji przemysłowej”. Podzielając podobny pogląd napisałem w ubiegłym roku artykuł poświęcony innowacyjnej polityce Niemiec w zakresie odnawialnych źródeł energii. Opisałem w tym tekście przyjęte w Niemczech rozwiązania, obejmujące m.in. preferencyjne warunki skupowania przesyłu energii od wytwórców OZE, rozwój sieci małych przydomowych wytwórni energii i ciepła, a także ulgi podatkowe dla firm zajmujących się OZE. Według Rifkinia, „za rok Daimler zacznie masową produkcję zielonych samochodów z baterią wodorową, które bez ładowania przejadą 750 km. Na ulicach będą punkty ich ładowania. Siemens i Bosch też są w to zaangażowane. To jest częśd narodowego programu, który sprawi, że za 20 lat Niemcy będą pierwszym krajem mającym za sobą Trzecią Rewolucję Przemysłową”. Inny świat, w którym dalej będą działać samochody, lodówki i komputery bez potrzeby spalania węgla, gazu czy ropy, powstaje tuż za naszą zachodnią granicą. Polska mogłaby uczestniczyć w tych zmianach, zamiast przeznaczać olbrzymie nakłady na budowę elektrowni atomowych, które Niemcy planują zamknąć do 2030 roku. Przestrzegam jednak przed uznaniem, że w tym nowym świecie „wszystko będzie po staremu” i nie trzeba będzie zmieniać naszego stylu życia, każdy będzie miał pełną lodówkę i terenówkę na cztery koła – najpierw ograniczmy marnotrawstwo, a nową energią zasilajmy tylko to, co niezbędne.
Energia rozproszona może być tania
Energetyka rozproszona nie musi oznaczać zawsze niezwykle kosztownych instalacji. Również w krajach Południa pojawia się coraz więcej programów wykorzystania paneli słonecznych czy biogazu. Muhammad Yunus, przedsiębiorca społeczny i laureat Pokojowej Nagrody Nobla z 2006 mówi o sobie, że jest „seryjnym założycielem firm”. Zakłada firmy społeczne, które mają na celu rozwiązanie określonych problemów. Po tym, jak założył Grammen Bank udzielający głównie ubogim kobietom mikrokredytów na rozwój drobnej działalności gospodarczej, utworzył w 1996 roku firmę Grameen Shakti, która miała na celu dostarczenie do ubogich domostw elektryczności i światła za pomocą tanich paneli słonecznych. Solarne lampy zastępują lampy naftowe, które często wywoływały pożary. Na początku firma sprzedawała 5 urządzeń na miesiąc, w 2006 roku osiągnęła sprzedaż rzędu 65 000 urządzeń, obecnie sprzedaje tysiąc urządzeń dziennie. W 2006 r. Grameen Shakti uzyskała wyróżnienie za rozwój energetyki odnawialnej Ashden Award. Przygotowany na te okazję film pokazuje, jak panele słoneczne zapewniają ciepłą herbatę i warunki do pracy w godzinach wieczornych dla tkających kobiet (patrz, http://www.youtube.com/watch?v=6YTNWRgHYqw)
Czy Polska może sobie pozwolić na trzecią rewolucję przemysłową?
Polska Izba Gospodarcza Energii Odnawialnej (PIGEO), zrzeszająca producentów energii odnawialnej w Polsce, szacuje końcowy udział netto energii odnawialnych w wytwarzanej Polsce sieci elektrycznej na około 8%. Inne źródła podają zazwyczaj niższe wartości, gdyż mogą podawać wartość wyliczoną w stosunku do zużytej energii pierwotnej albo w stosunku do końcowego zużycia energii. Istotne jest też, czy wyliczenia dokonujemy w stosunku do wartości brutto (generalnie taka wartość uwzględnia zużycie energii na potrzeby wytwarzania przez wytwórców oraz straty na przesyle i dystrybucji energii) czy też wartości netto (końcowe zużycie przez odbiorców końcowych). Pierwsza polska farma wiatrowa o mocy zainstalowanej 18 MW, do dziś funkcjonująca, została wybudowana w roku 2001 w Cisowie i należy do spółki Energia-Eco. Największa farma znajduje się z kolei w gminie Margonin o mocy 120 MW i jest własnością innej firmy członkowskiej EDP Renewables (źródło: PIGEO). Jednakże potencjał w zakresie rozwoju energetyki odnawialnej w Polsce pozostaje dalece niewykorzystany, co może wynikad z braku rządowego programu rozwoju energetyki odnawialnej i odpowiednich instrumentów polityczno-ekonomicznych pobudzających rozwój.
Według raportu przygotowanego w 2011 roku przez firmę badawczą na zlecenie Greenpeace, „nawet 350 tys. nowych miejsc pracy może powstać w Polsce w sektorze energetyki odnawialnej do roku 2020. To niemalże dwukrotnie więcej niż wynosi obecne zatrudnienie w sektorach górnictwa i wydobycia”. W odróżnieniu od rządowej strategii zmierzającej do utrzymania wydobycia węgla na wysokim poziomie, raport zakłada, że energia z gazu, biomasy i wiatru mogłaby w 2030 r. stanowić około trzech czwartych całkowitego zużycia energii w Polsce (Greenpeace zapowiada 350 tys. miejsc pracy przy OZE). Greenpeace, będąc zwolennikiem przyspieszenia transformacji z gospodarki opartej na energii z paliw kopalnych na „zieloną energię”, podaje przykład ze Śląska. „Kiedyś Śląsk kojarzył się z węglem, jednak dziś jest to kolebka dynamicznie rozwijających się firm, które postawiły na ochronę środowiska i zieloną energię” – mówi Sebastian Musioł z firmy Watt, która w Sosnowcu ulokowała największą fabrykę kolektorów słonecznych w Europie Środkowo Wschodniej (cyt. za Greenpeace). Fabryka uzyskała wsparcie z funduszy unijnych na rozwój OZE. Energia rozproszona mogłaby stanowić ważną cześć tych nowych miejsc pracy.
Zdaniem ekspertów, rozwój energetyki rozproszonej w Polsce przebiega dosyć chaotycznie ze względu na to, że rząd nie uczynił z rozwoju OZE priorytetu polityki energetycznej. Dr Tomasz Siewierski z Politechniki Łódzkiej zwraca uwagę, iż „w Polsce o rozwoju energetyki rozproszonej decydują głównie czynniki ekonomiczne. Najchętniej budowane są źródła o najmniejszych kosztach jednostkowych wytwarzanej energii, które w wypadku OZE przede wszystkim wymagają nakładów inwestycyjnych. Świadomość i preferencje społeczne odgrywają niestety drugorzędną rolę”. Te właśnie czynniki, wraz z systemem taryfowym nie zachęcającym do podnoszenia jakości usług, sprawiły, że w Polsce dynamicznie rozwija się energetyka wiatrowa, instalacje solarne, umiarkowanie minikogeneracja gazowa (systemy skojarzonej produkcji ciepła i prądu) i biogazowa przy niewielkim postępie w rozwoju fotowoltaiki (urządzenia, które przekształcają promieniowanie słoneczne bezpośrednio w elektryczność). Jest to o tyle niepokojące, że fotowoltaika wzbudza najmniej kontrowersji ze względu na swe oddziaływanie na środowiska, dominujące w Polsce farmy wiatrowe są krytykowane ze względu na przypadki zabicia ptaków przez wiatraki i szpecenie krajobrazu. Zdaniem dr Siewierskiego, „Aby uniknąć konfliktów i uprościć procedury, jednostki samorządu terytorialnego powinny mied obowiązek jak najszybszego wprowadzenia w planach zagospodarowania regulacji związanych z możliwością rozwijania generacji rozproszonej”.
Aby rosło zainteresowanie samorządów i władz centralnych rozwojem energetyki rozproszonej, musi nastąpić pewna zmiana mentalna, jaka zaistniała w Japonii, po wybuchu atomowej elektrowni w Fukushimie. Zmianę tę może również, zdaniem dr Siewierskiego, przyspieszyć wzrost ceny energii elektrycznej wytwarzanej w dużych elektrowniach systemowych, spowodowany ograniczeniami emisji gazów cieplarnianych i koniecznością budowy nowych mocy wytwórczych i rozwojem infrastruktury sieciowej. „Jeżeli cena energii na rynku hurtowym wzrośnie w roku 2020 do poziomu 350-400 złotych – zapowiada – liczba osób zainteresowanych własnymi instalacjami zdecydowanie się zwiększy”. Rozwój energetyki rozproszonej utrudnia fakt, że w chwili obecne cena energii elektrycznej ze źródeł kopalnych nie odzwierciedla faktycznych kosztów jej wytwarzania. Część kosztów energii węglowych to przerzucone na całe społeczeństwo i dalsze pokolenia koszta zewnętrzne ich eksploatacji, związane z wpływem wydobycia i spalania węgla na klimat i środowisko. „Jeżeli rzeczywiście chcemy osiągnąć założone cele zrównoważonego rozwoju musimy ponieść konsekwencje w postaci zwiększonego kosztu wytwarzanej energii elektrycznej, a tym samym zmiany konkurencyjności naszego przemysłu w stosunku do krajów, które takich ograniczeń sobie nie nałożyły. Idea zrównoważonego rozwoju nie będzie miała szans powodzenia, jeżeli kryteria swobodnej wymiany handlowej nie zostaną uzależnione od oddziaływania produkcji towarów na środowisko, w tym na zmiany klimatyczne” – zauważa dr Siewierski.
Rozgrywka o kształt jutra toczy się dziś
28 stycznia 2012 odbył się finał Pucharu Polski w siatkówce kobiet. Po zaciętej walce Atom Trefl Sopot musiał uznał wyższość Tauron MKS Dąbrowa Górnicza. Do najlepszych zespołów w siatkówce mężczyzn od lat należą PGE Skra Bełchatów i Jastrzębski Węgiel. W tle rywalizacji sportowej kryje się rywalizacja między dużymi firmami zajmującymi się rozwojem energii w oparciu o zasoby nieodnawialnych źródeł energii, bo do takiej zalicza się też promowana przez PGE energia atomowa oparta na ograniczonych zasobach uranu. Większość polskich firm, które stad na sponsorowanie sportu to kompanie węglowe lub spółki wytwarzające energię elektryczną – w głównej mierze ze źródeł konwencjonalnych. Nie ma silnej drużyny opowiadającej się za energetyką odnawialną, ani silnego stowarzyszenia odpowiedzialnych konsumentów walczącego o nową energię.
Nie przypadkiem Polska jest niestety państwem, które najbardziej hamuje plany Unii Europejskiej dotyczące ograniczenia wydobycia paliw kopalnych. „Już dziś Polska na import ropy wydaje blisko 5% PKB – 60 mld złotych rocznie (a na import gazu kolejne 10 mld) – pisze Marcin Popkiewicz – Inaczej mówiąc, rocznie puszczamy z dymem kasę, odpowiadającą łącznej cenie 10 tysięcy autobusów, kilku tysięcy tramwajów, 100 tysięcy kilometrów asfaltowych ścieżek rowerowych oraz kilku tysięcy kilometrów szybkiej kolei” (Polska NIE dla unijnych planów ograniczenia spalania paliw kopalnianych. Polski rząd stale opóźnia większy program przestawienia gospodarki kraju na zielone tory zakładając, że dopiero jeśli ceny ropy czy gazu osiągną nieakceptowalną społecznie wysokość wdrożymy alternatywy. Popkiewicz zwraca uwagę, że zwlekanie może być kosztowne, gdyż proces budowy zielonej infrastruktury energetycznej może trwać latami – „jak będziemy czekać z tym wdrażaniem, aż ceny ropy wzrosną z obecnych 100 dolarów za baryłkę do powiedzmy 200 lub 400 dolarów za baryłkę, przez co do Rosji wyślemy nie 5%, lecz 10 lub 20% PKB (to ponad połowa całości przychodów budżetu państwa), to nie będzie już nas stad na żadne sensowne inwestycje”. Zadaniem tego eksperta, starając się jak najdłużej podtrzymać eksploatację złóż kopalnych, możemy obudzić się „z ręką w nocniku”, a szybkie przestawienie się na OZE jest w długofalowym interesie Polski. Może temu celowi sprzyjać przebudowa systemu podatkowego, polegająca na wysokim opodatkowaniu cen paliw kopalnych już u źródła – w kopalni, rafinerii, na granicach. System taki wymagałby jednocześnie osłon dla mniej zasobnych obywateli, których podwyżka cen żywności spowodowana wzrostem cen ropy dotknęłaby najdotkliwiej.
Gra toczy się nie tylko o puchar Polski. Paliwa kopalne się wyczerpują, eksperci różnią się jedynie w opiniach czy skończą się zupełnie za 10, 30 czy 50 lat. Wybór drogi rozwoju energetyki to kwestia wyboru przyszłości i kształtu przyszłej cywilizacji. Możemy być liderami przemian, sprzedającymi reszcie świata nowoczesne rozwiązania energetyczne lub dymiącym i niebezpiecznym węglowo-atomowym skansenem zielonej Europy. Jeżeli jako obywatele nie powiemy naszemu rządowi jakiej przyszłości chcemy, będziemy musieli znów uczyć się na błędach.
Inne aktualności
Aktualności