Gorączka złota w Kirgistanie

Kirgistan ma dość złota, aby każdy z jego obywateli żył godnie. Ceny metali szlachetnych rosną, lecz wielu mieszkańców kraju żyje w ubóstwie. Wydobycie złota przynosi olbrzymie zyski, niestety nielicznym.

 

Źródło: Licencja CC BY

Kirgistan była centralnoazjatycka republika ZSRR a od ponad dwudziestu lat niezależne państwo, jest jednym z uboższym krajów obszaru Wspólnoty Niepodległych Państw (WNP). W Kirgistanie prawie 34% mieszkańców kraju żyje poniżej granicy ubóstwa; większość populacji zamieszkuje tereny rolnicze, jednak dochód rolnictwa stanowi tylko nie co ponad 20% PKB. Bawełna, tytoń, wełna i mięso są podstawowymi płodami rolnymi. Głównym towarem eksportowym Kirgistanu jest złoto; ponadto eksportuje się: rtęć, uran oraz niewielką ilość gazu ziemnego i energii elektrycznej. Kraj posiada duży potencjał wodny, który może być wykorzystany do produkcji elektryczności. Jednakże budowa wielkich elektrowni wodnych wymaga dużych nakładów finansowych, jak też budzi sprzeciw niektórych państw regionu (przede wszystkim Uzbekistanu). W początkowym okresie po uzyskaniu niepodległości Kirgistan podążył drogą szybkich przemian rynkowych polecających na gwałtownej liberalizacji rynku przy jednoczesnym ograniczeniu roli państwa (ten rodzaj polityki gospodarczej był rekomendowany krajowi przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) i Bank Światowy (BŚ) i znany jest pod nazwą Konsensusu Waszyngtońskiego).

Kirgistan był pierwszym krajem WNP, który został przyjęty do Światowej Organizacji Handlu. Po szoku związanym z rozpadem gospodarki radzieckiej, od drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych produkcja w kraju zaczęła powoli wzrastać. Jednakże niestabilna sytuacja polityczna – przewroty w 2005 i 2010 związane ze zmianą władzy prezydenckiej oraz konflikt etniczny na południu kraju (2010) bezpośrednio wpłynęły na spadek aktywności gospodarczej oraz przyczyniły się do destabilizacji politycznej. W kraju panuje ogromne bezrobocie i w konsekwencji bardzo duża migracja zarobkowa głównie do Rosji i Kazachstanu.

Złoto na terenie dzisiejszego Kirgistanu znajdowano w czasach starożytnych. W świetle badań archeologicznych znaczną ilość tego kruszcu wydobywano już w VII-IX wieku n.e. Obecnie, w kraju znajduje się ponad 220 mniejszych i większych złotonośnych złóż, z czego cztery mają największe znaczenie: Kumtor, Makmal, Dżherui i Taldy-Bułak. Wkład do budżetu państwa tej branży to prawie 120 milionów dolarów rocznie, co stanowi około 15 procent PKB Kirgistanu oraz 40% całego eksportu (dane z 2010 roku). Zasoby złota w Kirgistanie oceniane są na 2 149 ton, co daje krajowi trzecie miejsce na obszarze post-radzieckim. Biorąc pod uwagę światową cenę złota oraz popyt, zyski z surowca mogłyby w znacznym stopniu przyczynić się do rozwoju kraju i podniesienia poziomu życia obywateli. Tak się jednak nie dzieje.

Największą kopalnią złota w kraju jest Kumtor położona w górach Tien Szan na wysokości ponad 4000 m (jedna z wyżej położonych kopalni na świecie). Kopalnia produkuje większość kirgiskiego kruszcu i przynosi olbrzymie zyski (rocznie ok. 15-23 ton złota), jej zapasy oceniane są na 288 ton. Mimo bogactwa jakie przynosi, jej działalność jest obiektem krytyki ze strony opozycji politycznej, niektórych organizacji pozarządowych oraz części społeczeństwa.

Złoże Kumtor zostało odkryte w 1978 roku przez ekipę radzieckich naukowców. Po rozpadzie ZSRR, w roku 1992, nowy rząd kirgiski podpisał umowę z kanadyjską firmą Cameco Corporation na mocy której duża część udziałów kopalni Kumtor została przekazana Kanadyjczykom w zamian za inwestycje w modernizacje kopalni. Udziałowcami Kumtor Gold Company (KGC) zostało Cameco oraz przedsiębiorstwo państwowe Kyrgyzaltyn. Właściwa produkcja zaczęła się w 1997 roku. W 2004 roku, Cameco i rząd kirgiski zdecydowali, że KGC zostanie przekształcona w nową firmę z siedzibą w Kanadzie nazwaną: Centerra Gold Inc. Państwo kirgiskie miało otrzymać tylko 16% udziałów w Centerra. Porozumienie zostało podpisane przez pierwszego prezydenta kraju Askara Akajewa i od razu zostało poddane krytyce, przede wszystkim ze względu na mały udział Kirgizów w zyskach z kopalni. Opozycja polityczna oskarżyła ówczesny rząd o otrzymanie olbrzymiej łapówki od firmy kanadyjskiej w zamian za korzystne dla Kanadyjczyków warunki kontraktu. Zyski z Kumtoru głównie zasilały kieszenie osób związanych z ówczesnych rządem, w bardzo niewielkim stopniu docierając do skarbu państwa.

Po zmianie władzy w 2005 roku, nowa administracja prezydenta Kurmanbeka Bakijewa, postanowiła renegocjować warunki umowy grożąc uchyleniem koncesji. Nowe porozumienie zostało podpisane w kwietniu 2009 roku dając Kirgistanowi 33% udziału w akcjach kopalni. Zgodnie z informacjami podanymi przez prasę lokalną firma Centerra została zobowiązana do zapłacenia około 22,4 milionów dolarów zaległych podatków. Uzgodniono również, że Cameco zlikwiduje swoje udziały w Centerra, przekazując 25 milionów akcji kirgiskiej spółce holdingowej KyrgyzAltyn JSC, pozostałe 88,6 milionów akcji miało zostać udostępnione do sprzedaży publicznej. Podobnie jednak jak poprzednio, ówczesny rząd był podejrzany o czerpanie nielegalnych zysków ze sprzedaży złota.

Po kolejnej zmianie władzy i obaleniu prezydenta Bakijewa w 2010 roku, nowa władza podjęła kroki mające na celu uporządkowanie zasad dotyczących wydawania koncesji firmom zagranicznym wydobywającym surowce naturalne. Powróciło pytanie o upaństwowienie Kumtoru. Mimo podjętych działań, produkcja złota nadal jest przedmiotem dyskusji oraz publicznych protestów podsycanych oraz wykorzystywanych do własnych celów przez opozycję polityczną. Otwarcie mówi się o tym, że „władza w Kirgistanie trzyma w garści cały złoty biznes”.

Na początku 2012 roku mieszkańcy prowincji Issyk-Kul, gdzie znajduje się Kumtor zorganizowali serię protestów blokując drogę do kopalni. Protestujący skarżyli się, że działalność Kumtor jest szkodliwa dla środowiska naturalnego, a dyrekcja mimo obietnic nie inwestuje w rozwój regionu.

Opinie o negatywnym wpływie kopalni na środowisko naturalne są obecne praktycznie od początku jej powstania. Według raportu CEE Bank Watch Network, w 1998 dwie tony niebezpiecznych odpadów (cyjanku i podchlorynu sodu) dostały się do pobliskiej rzeki, kilka osób poniosło śmierć, a setki zmuszonych było szukać pomocy medycznej. W tym samym roku wylano jeszcze do rzeki 70 litrów kwasu azotowego. W styczniu 2000 roku, w wyniku wypadku, do wody przedostało się 1,65 ton azotanu amonu (saletry amonowej). Jednak w kontekście tych wydarzeń, najbardziej zadziwia postępowanie władz. Mimo iż w 1998 roku powołano specjalną komisje, która miała przeprowadzić dochodzenie w sprawie incydentów, protestujący ekolodzy oraz część ofiar było regularnie zastraszanych przez władze lokalne. Ponadto, sprawy sądowe dotyczące odszkodowania dla ofiar wypadku ciągną się do dzisiejszego dnia (początkowo wypłacono rekompensatę w wysokości 25 USD, co nie wystarczyło nawet na pokrycie kosztów podstawowego leczenia). W rzeczywistości, duża część środków przeznaczonych na rekompensatę nigdy nie dotarła do poszkodowanych.

W sierpniu 2006 roku, państwowy inspektorat Gosgortechnadzor przeprowadził dokładne śledztwo dotyczące działalności kopalni Kumtor. Rezultaty śledztwa ujawniły kilkadziesiąt różnych przypadków nieprzestrzegania zasad bezpieczeństwa. Okazało się, że praca kopalni stanowi stałe zagrożenie dla środowiska naturalnego. W pierwszej kolejności, poddano krytyce składowanie odpadów pochodzących z kopalni w okolicach lodowców Dawidowa i Lysyi, co zdaniem ekspertów przyczynia się do przyspieszenia procesu ich topnienia.

Dopiero w 2007 roku podjęto zdecydowane działania mające na celu zlikwidowanie składu odpadów niedaleko lodowców. Kolejnym problemem wskazywanym przez ekologów, jest gwałtowne zwiększanie się objętość jeziora Pietrowa (znajdującego się niedaleko kopalni), które zasilane jest przez topniejące lodowce. Naturalna tama na jeziorze jest coraz mniej stabilna i chociaż obecnie nie ma bezpośredniego zagrożenia, katastrofa może nastąpić w przyszłości. Wody jeziora ponadto, są wykorzystywane przez kopalnie w procesie produkcji, następnie już zanieczyszczone różnymi odpadami toksycznymi wylewane są do pobliskiej rzeki Kumtor, co z kolei ma katastrofalny wpływ na istniejący ekosystem, nie tylko rzeki ale pobliskich lasów i pastwisk. Warto zwróć uwagę na fakt, że mimo tak wielkich kontrowersji dotyczących pracy kopalni, Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOiR) nadal udziela pożyczek na rozwój przedsięwzięcia. Należy podkreślić, że w założeniu działalność EBOiR ma wspierać rozwój w krajach przeprowadzających transformację (czyli również w Kirgistanie) oraz ochronę środowiska.

Kumtor jednakże nie jest jedyną kopalnią złota w Kirgistanie, której działalność jest poddawana krytyce. Podstawowym zarzutem wysuwanym w kierunku ekipy rządzącej jest to, że bierze ogromne łapówki od firm zagranicznych za wystawianie licencji na działalność związaną z wydobyciem surowców naturalnych, które powinny pozostać w rękach kirgiskich. Drugą często poruszaną kwestią jest brak dbałości zagranicznych inwestorów o środowisko naturalne.

Niedawno, jedna z afer miała miejsce w małej kopalni złota w Emgerchil w obwodzie Naryn, która jest obsługiwana przez firmę chińską. W okresie poprzedzającym obecność Chińczyków, mieszkańcy okolicznych wsi wydobywali złoto na własną rękę. Po przekazaniu kopalni firmie chińskiej, wiele osób straciło źródło dochodów. Chińskie firmy przywożą ze sobą siłę roboczą, tak więc Kirgizi nie mogą nawet liczyć na pracę w kopalni. Dlatego właśnie wybuchają awantury, czasami zdarzają się pobicia chińskich pracowników przez miejscowych.

Działalność innej kopalni – Kumbel położonej w obwodzie naryńskim, do której prawa posiadają również Chińczycy, ale operatorem jest firma rosyjska, wzbudza nie mniej wątpliwości i jest przyczyną licznych protestów miejscowej ludności ze względu na niszczący wpływ kopalni na środowisko naturalne. Pozostałe kopalnie również są obiektem żywych polemik a protesty skierowane przeciwko działalności firm wydobywczych stały się stałym elementem przekazów medialnych w Kirgistanie.

Wydobycie złota to nie tylko wielki biznes ale też źródło zysków dla najbiedniejszych. Drobni wydobywcy złota, pozyskują drogocenny kruszec tradycyjnymi metodami. Złoto znoszone razem z mułem rzecznym, z wyższych partii gór, wydobywane jest w dolnych częściach potoków górskich. Pozyskiwanie złota wymaga długich godzin stania w zimnej wodzie rzeki i mozolnym przesiewaniu piasku rzecznego przez specjalne sito. Średnio można zdobyć ok. 1,5 grama kruszcu dziennie. Ludzie pracujący w ten sposób, działają nieformalnie, bez żadnej licencji, sprzedając zebrane złoto pośrednikom na ogół pod koniec lata. Zysk z całego sezonu, to nie więcej niż kilkaset dolarów na rodzinę; starcza na pokrycie podstawowych potrzeb: zakup mąki, cukru czy ubrań na zimę. Pośrednicy skupujący złoto, zarabiają oczywiście dużo więcej. Przedstawiciele lokalnej władzy przymykają oko na cały proceder czerpiąc z niego profity. Złoto skupywane przez pośredników jest oczyszczane w małych, „domowych” laboratoriach a następnie sprzedawane na giełdach w Kirgistanie lub przemycane do innych krajów: Uzbekistanu, Iranu, Emiratów Arabskich etc..

W rzeczywistości, niestabilna sytuacja na rynku kirgiskiego złota jest na rękę wielu osobom. Dopóki wydobycie i sprzedaż złota jest nieuregulowane, można czerpać ogromne zyski, nie płacąc podatków czy nie dbając o środowisko naturalne. Pytanie czy społeczeństwu Kirgistanu będzie dana możliwość korzystania z bogactw swojego kraju dalej pozostaje bez odpowiedzi.

Co możemy zrobić aby naszymi działaniami zwrócić uwagę na zagadnienia związane z wydobyciem surowców naturalnych, w tym przypadku złota w Kirgistanie? Przede wszystkim, możemy przy różnych okazjach poruszać temat działalności firm wydobywczych w krajach rozwijających się i ich wpływu na środowisko naturalne. Zwracać uwagę na to, w jaki sposób spełniają międzynarodowe standardy dotyczące ekologii i również te związane z prawami pracowników. Warto, angażować się w prace organizacji pozarządowych lub ruchów społecznych dążących do poprawy warunków życia mieszkańców krajów rozwijających się oraz zajmujących się wpływami działalności człowieka na środowisko naturalne. Dobrym pomysłem jest również założenie gazetki szkolnej dotyczącej ekologii i globalnych współzależności. Zebrane informacje można później drukować w lokalnej prasie lub nawet organizować audycje w lokalnym radiu.

Polecana literatura:

materiał filmowy:

 

Inne aktualności

Aktualności

09/08/2023
Prezentacja do warsztatów dla nauczycieli ,,Budując mosty”
Projekt „Młodzi Przedsiębiorczy. Program rozwoju kompetencji społecznych i obywatelskich w szkołach branżowych’’ korzysta z dofinansowania o wartości 110 187,00 EUR otrzymanego od Islandii, Liechtensteinu i Norwegii w ramach Funduszy EOG....
czytaj więcej»
29/09/2022
Wyniki konkursu dziennikarskiego „Budujemy społeczeństwo otwarte”
Znamy już zwycięzców V edycji konkursu na projekt materiału dziennikarskiego pt. "Budujemy społeczeństwo otwarte", zorganizowanego w ramach programu „I am European: Historie i fakty o migracjach na XXI wiek” finansowanego...
czytaj więcej»
18/10/2021
Wielkanoc z CEO
Wiosna i odbywająca się w jej trakcie Wielkanoc, Dzień wody, Dzień lasów i dzień Ziemi to wspaniały moment na refleksję na temat środowiska naturalnego i naszego wpływu na nie. W...
czytaj więcej»

Zobacz inne obszary naszych działań

Chiny – kraj wyzwań i konrastów w skali mega

„Chiny zostawią w tyle całą resztę świata – mówił w 1964 roku słynny angielski historyk Arnold Toynbee, w czasach intensywnej zimnej wojny pomiędzy obozem zachodnim, któremu przewodziła USA i wschodnim pod wodzą ZSRR – W 2000 roku będą stanowić ponad połowę świata.

Chińczycy są sprawiedliwi, utalentowani i trochę bardziej pracowici niż my. (…) Generalnie w przeszłości Chiny dokonywały ekspansji metodami pokojowymi, a nie za pomocą sił wojskowych. W 2000 roku Chiny będą jedyną i największą światową potęgą. Ale nie sądzę by Chiny próbowały podbić świat. W sumie to bardzo umiarkowani i rozważni ludzie, nie zaślepieni krwią”. Choć Toynbee pomylił się co do liczby populacji Chin, a także daty ich absolutnego panowania w świecie to wyraził coś istotnego: Zachód spogląda na Chiny z fascynacją i lękiem, przeczuwając, że to za ich sprawą centrum świata przeniesie się z Zachodu na Wschód. Dominacja gospodarcza Chin pomału staje się faktem, kraj ten dawno przestał być montownią prostych urządzeń elektronicznych, a stał się producentem zaawansowanych technologii, mającym własny program kosmiczny. Coraz częstsze są głosy obawiające się chińskiej dominacji politycznej i wojskowej, gdyż w kraju tym najszybciej na świecie rosną wydatki na zbrojenia (z 30 mld dolarów w 1990 roku do 120 mld dolarów w 2010 czyli 4-krotny wzrost w ciągu 20 lat). Warto tu jednak przytoczyć głosy sinologów, mówiących jak Giovanni Arrighi, że świat w którym rolę centrum pełnią Chiny, może być bardziej bezpieczny niż świat, w którym karty rozdają Stany Zjednoczone. Wiąże się to z tym, zdaniem Arrighiego, że Chiny dążą raczej do symbolicznego podporządkowania innych krajów, mają upodobanie do łagodnej dyplomacji i nie mają potrzeby lokowania swego wojska na ich terenie (kwestia Tybetu miałaby, zdaniem zwolenników teorii o pokojowym charakterze dominacji Chin, być innej natury, gdyż kraj ten chińskie władze traktują jako problem wewnętrzny). Chińczykom raczej zależy na zabezpieczaniu swoich interesów niż ugruntowaniu swej dominacji w imperialnym stylu. Niemniej, w świecie kurczących się zasobów, kraj, w którym najszybciej przybywa samochodów, samolotów, nieruchomości i elektrowni, będzie coraz bardziej uzależniony od coraz bardziej ograniczonej globalnej puli zasobów takich jak ropa, przez co może być postawiony przed trudnymi sytuacjami konfliktu interesów.

Chiny mają ogromne wpływy gospodarcze i polityczne, gdyż ten kraj skupując od lat amerykańskie i europejskie obligacje, posiada największe rezerwy walutowe na świecie i gdyby Chiny zdecydowały się sprzedać posiadane dolary mogłyby doprowadzić do upadku tej waluty i najpoważniejszego w historii kryzysu amerykańskiej gospodarki. Chiny jednak mają interes w utrzymaniu symbiotycznej relacji z USA, podobnie jak z Europą, gdyż większość produkcji przeznaczają na zachodnie rynki i dzięki temu, że znacznie więcej eksportując niż importują, mogą gromadzić kapitał i inwestować w rozwój swego kraju, a także coraz chętniej inwestując poza nim np. w Afryce. Czołowi amerykańscy ekonomiści uważają, że Chiny wprowadzając odgórnie ustrój kapitalistyczny kierowały się dużą rozwagą, dzięki czemu ominęły je globalne i regionalne kryzysy, które dotknęły pod koniec lat 1990-ych państwa Azji Południowo-Wschodniej jak Malezja czy Tajlandia. Związane jest to z polityka ekonomiczną Chin, faktem, że państwo zachowało kontrolę nad przepływami kapitału, a także 98% własności banków, państwo też przyjmuje wyłącznie długoterminowe inwestycje, unikając kapitału krótkoterminowego (spekulacyjnego), który dąży do szybkiego zysku nie zważając na koszt społeczny swej działalności. Wreszcie, Chiny dbają o pozyskiwanie zaawansowanych technologii, np. godzą się na inwestycje zagranicznych korporacji, w zamian za przekazanie technologii chińskim koncernom. Chiny stanowią nie lada zagadkę dla socjologów i politologów. Największe państwo świata, odgórnie sterowane przez Komunistyczną Partię Chin, które drogą ewolucji i stopniowych reform przeszło z systemu komunistycznego do kapitalistycznego, zachowując jednocześnie cenzurę i silną kontrolę nad społeczeństwo.

Jednocześnie sukces Chin pokazuje, że wbrew temu co głosiło wielu politologów, za kapitalizmem nie muszą wcale podążać demokracja i prawa obywatelskie. Chiński rząd zdaje się liczyć autentycznym dużym poparciem większości społeczeństwa, które przede wszystkim oczekuje od niego sprawnego zarządzania i dobrych warunków do bogacenia się i konsumpcji. Niemniej, sytuacja społeczna w Chinach wydaje się drastyczna, szacuje się, że 700 mln ludzi nie ma żadnych ubezpieczeń zdrowotnych czy emerytalnych, rzesze wyzyskiwanych chłopów, bezrobotnych i pracujących na czarno, również powszechne przypadki pracy dzieci. Muszą ciężko pracować często w urągających zdrowiu i godności warunkach, bo ich oszczędności są jedynym zabezpieczeniem na wypadek starości lub choroby.

Jeszcze nie tak dawno zachodni intelektualiści spekulowali, kiedy chiński reżim upadnie i kraj ten wkroczy na drogę demokracji. Dziś coraz więcej jest głosów pokazujących zalety pewnych chińskich rozwiązań, takich jak 5-letnie plany rozwojowo-inwestycyjne, które opracowują dla rządu eksperci z wielu dziedzin. Chińskie władze mają również większy komfort działania długofalowego, nie musząc poświęcać celów długofalowych dla krótkoterminowych, co dzieje się w demokracjach, gdzie rządzący dbają o to by dobrze wypaść w wyborach za 4 lata, nawet kosztem zapewnienia podstaw do trwałego, zrównoważonego rozwoju. Chińskie władze zdają się mieć świadomość wielu problemów społecznych i ekologicznych, na przykład dbając o to by postępująca urbanizacja czy rozwój biopaliw nie zabrały ziemi rolnej, zadekretowali, iż minimum 122 milionów hektarów ziemi ma być przeznaczonych na produkcję zbóż w 2020 roku – tego typu uchwał nie podjęły inne, demokratyczne państwa Południa. Jednak, brak społeczeństwa obywatelskiego w Chinach ma swoje ciemne strony. O ile w Europie, Australii czy Ameryce, przemysł musi się liczyć z etycznym zdaniem obywateli, które może przybrać formę uchwał parlamentu, to w Chinach rozwój technologiczny jest tylko kwestią pozyskiwania odpowiedniego kapitału i technologii. Co to oznacza w praktyce? W krajach demokratycznych toczą się debaty na temat GMO, inżynierii genetycznej, klonowania, genetycznego programowania urodzeń dzieci, w Chinach tych debat nie ma, a rządzą technokraci, którzy sprzyjają rozwojowi nowoczesnych gałęzi technologii. Czyli nawet jeśli wskutek presji obywateli, dojdzie do zakazu klonowania ludzi w UE i USA, Chiny mogą tego dokonać, jeśli zauważą w tym okazję do intratnego biznesu (tu może mieć również znaczenie uwarunkowany kulturą inny stosunek do jednostki ludzkiej, która w Chinach nie jest taką świętością). Brak niezawisłych sądów i obywatelskiej kontroli sprawia, że mankamentem chińskiego systemu jest silna korupcja i przemoc, szczególnie silna we władzach regionalnych, które mają stosunkowo wysokie kompetencje decyzyjne i tworzą lokalne układy korupcyjne.

Szacunek i poparcie dla władz ma być ugruntowany w chińskiej mentalności, przez co Chiny są fascynującym obszarem badań kulturowych. Współczesne Chiny pozostają pod wpływem liczącego kilka tysięcy lat konfucjanizmu – doktryny, która za pomocą cnót umiarkowania, dyplomacji proponowała chroniony przez światłego cesarza niebiański porządek na ziemi i podkreślała znaczenie etykiety i zachowania dobrej twarzy wobec innych. Z czasem cesarza zastąpiła partia komunistyczna, ale konfucjanizm płynnie dostosował się do tej zmiany. Chińskie mity o stworzeniu świata nigdy nie mówiły o jednym, pierwszym człowieku, lecz o powstającej jednocześnie grupie ludzi. Nie powinno więc dziwić nikogo, że orientacja na rodzinę i państwo jest w tej kulturze dużo większa niż na opartym o indywidualistyczne mity Zachodzie, podkreśla się chętniej obowiązki niż prawa człowieka. Jednakże, Chiny zmieniają się wskutek rosnącej konsumpcji i importu globalnych konsumpcyjnych wzorów, które nie są wcale przyjmowane bezrefleksyjnie, lecz podawane są w dostosowanej do lokalnych realiów wersji.

Nas najbardziej będzie interesować to co w Chinach uniwersalne, wspólne dla wszystkich państw funkcjonujących w ramach globalnej gospodarki, której celem jest pobudzanie konsumpcji. Chiny są obecnie drugim na świecie konsumentem ropy, a w 2020 roku przy utrzymaniu dotychczasowych trendów potrzebować 150% energii, którą potrzebowały w 2010 roku. Połowa nowych budynków na świecie powstaje w Państwie Środka, a sprzedaż samochodów rośnie w tempie 19% rocznie. Wreszcie, Chiny pozostają największym na świecie producentem i konsumentem węgla. Państwo Środka doświadcza największego w historii świata wzrostu gospodarczego, przez ostatnich 30 lat wzrost Produktu Krajowego Brutto co roku była dwucyfrowy, a w chwilach „kryzysu” sięga 8% rocznie, dzięki czemu gospodarka ta średnio co 8 lat podwajała swoją wielkość. Jak pokazuje Marcin Popkiewicz w książce „Świat na rozdrożu”, wzrost gospodarczy jest funkcją wykładniczą, a wraz za nim podąża w skali niemal 1 do 1 wzrost emisji CO2, przyspieszenie deforestacji i konsumpcji zasobów. Chiny są więc z takiej perspektywy, największym eksperymentem gospodarki, która nie liczy się z limitami biosfery i tutaj pojawiają się największe wyzwania wytrzymałości środowiska naturalnego, takie same jak w innych krajach, ale rażące wielkością skali. Co prawda, jak pokażemy w tym artykule, Chiny należą do globalnych liderów produkcji Odnawialnych Źródeł Energii (OZE) czy zielonych technologii, jednak nie zmienia to ogólnego kierunku na wzrost produkcji i konsumpcji. Oprócz tego budują dalej ogromne tamy i elektrownie wodne (w trakcie budowy jednej Zapory Trzech Przełomów na rzece Jangcy w latach 1993-2006 przesiedlili 1,4 miliona ludzi), elektrownie węglowe i atomowe. O ile jeszcze 20 lat mogliśmy mówić, że Chiny głównie obsługują konsumpcję USA i Unii Europejskiej, dziś zgodnie z planami rządu rośnie tam coraz większy rynek wewnętrzny na który trafia coraz więcej z wytwarzanej przez Chiny 50% światowej produkcji aparatów fotograficznych, 30% rynku urządzeń do klimatyzacji czy 25% pralek i telewizorów.

Niestety wzrost zamożności Chińczyków nie postępuje równomiernie, trend ten jest obecny w Polsce, USA czy Wielkiej Brytanii, lecz chińska skala jest jeszcze większa – 1% gospodarstw domowych posiada 40% bogactwa kraju. O istnieniu nierówności świadczy wzrost rynku dóbr luksusowych (takich jak ekskluzywne ultra-drogie samochody, zegarki, gadżety), który w tej chwili stanowi 15% rynku światowego, a w 2020 roku ma obejmować 40% światowego rynku. I chociaż rządowi udało się wyprowadzić miliony ludzi ze skrajnej biedy, to wciąż 250 milionów ludzi żyje poniżej granicy ubóstwa, a setki milionów ludzi pracuje w warunkach odbiegających od światowych standardów bezpieczeństwa, higieny i godnej płacy. Średnia cena domu w Chinach jest dziś 10 razy wyższa niż roczny dochód przeciętnego gospodarstwa domowego, czyniąc własny dom czymś poza zasięgiem większości społeczeństwa. Na dodatek, pomimo postępującego wzrostu gospodarczego, procentowo coraz mniej pieniędzy trafia do kieszeni zwykłych pracowników, a większe sumy wędrują do bogatych udziałowców spółek (w 1983 roku udział płac w PKB wynosił 56,5%, a w 2007 jedynie 36,7%). Na dysproporcje majątkowe nakładają się dysproporcje regionalne, które są w Chinach olbrzymie – bogactwo koncentruje się głównie w Pekinie, Szanghaju i innych metropoliach wybrzeża, podczas gdy interior kraju jest znacznie uboższy.

Podsumowując, Chiny są po prostu krajem w skali MEGA, który ze względu na MEGA skalę rozwoju, dostarcza nam najbardziej drastycznych przykładów współczesnych problemów i wyzwań w wersji MEGA. Urbanizacja? To tutaj 200 milionów ludzi w ciągu ostatnich 30 lat opuściło wsie i koncentruje się w metropoliach. Tutaj jest najwięcej na świecie, bo aż 160, miast powyżej miliona mieszkańców. Urbanizacja przynosi naturalnie konsekwencje dla środowiska, jak i społeczne (zanik tradycyjnego stylu życia, zagubienie), prowadzi też do rosnących podziałów społecznych, które wzmaga trudny obowiązek meldunkowy, którego brak w miejscu zamieszkania wiąże się z utratą podstawowych praw. Chiny są też krajem, gdzie system kapitalistyczny i autorytarny reżim może mierzyć się z własnymi limitami. Jednym z nich jest wytrzymałość siły roboczej, której aspiracje konsumpcyjne rosną – jest to kraj, gdzie liczba różnych protestów pracowniczych jest największa na świecie (wedle szacunków cytowanych przez ekonomistkę Jane Hardy chińskich ekspertów w samym 2010 roku miało miejsce 180 tysięcy różnych strajków i protestów, co daje 483 akty protestu dziennie). Wygląda na to, że gdy zajrzy się pod powierzchnię umiarkowania, zdrowego rozsądku i fachowości, które zgodnie z konfucjańską tradycją chińskie władzy prezentują wobec świata, dostrzeżemy, iż w kraju tym już wrze. Prawdziwy obraz Państwa Środka jest na pewno złożony i wydaje się lokować gdzieś pośrodku pomiędzy opiniami o dyplomatycznych, światłych elitach i posłusznym, konfucjańskim społeczeństwie a skrajnie odmiennymi doniesieniami o wyzysku, nierównościach, buntach i imperialnych aspiracjach oderwanych od społeczeństwa władz sięgających kosmosu.

Rozwój „alternatywnych” źródeł energii po chińsku

Chiny są największym globalnym emitorem CO2 (jako całe społeczeństwo, a nie w przeliczeniu na mieszkańca), emitując 25% światowych emisji CO2, o 48% więcej niż plasujące się na drugiej pozycji Stany Zjednoczone. Efektem rozwoju chińskiej gospodarki i dążeniem państw Unii Europejskiej do przestawienia się na „niskoemisyjną” gospodarkę jest, że w 2011 roku średnie emisje CO2 na mieszkańca Chin zrównały się ze średnimi emisjami mieszkańca UE (wynosiły 7,2 tony na osobę wobec 7,5 dla UE i 17,3 ton dla USA). Trzeba co prawda tu wspomnieć, że ten stosunek wypadłby lepiej na korzyść Chin, gdyby z kwoty azjatyckiego kraju odjąć emisje związane z produkcją na eksport do UE i USA i dodać je do klimatycznego śladu tych państw, niemniej dane te pokazują, że problem jest poważny.

Aby przeciwdziałać dalszemu wzrostowi emisji, Chińska Narodowa Agencja Administracji Energią (NEA) w 2010 roku ogłosiła „Plan inwestycji w alternatywne źródła energii do 2020 roku” opiewający na imponującą kwotę 5 bilionów juanów (około 800 miliardów dolarów). Plan ma zredukować uzależnienie Chin od węgla, zmniejszając emisje CO2 o 1,2 miliardów ton rocznie i emisje dwutlenku siarki o 7,8 milionów ton rocznie. Ponadto, zapowiedziano utworzenie 15 milionów nowych miejsc pracy w sektorze energetycznym. Kontrowersyjnym aspektem planu jest inwestowanie w energię nuklearne, duże elektrownie wodne oraz gaz łupkowy, które chińskie władze stawiają w jednym rzędzie pod hasłem „alternatywnych źródeł energii” z energetyka wiatrową, słoneczną, biomasą i geotermalną. Udział energetyki wiatrowej, słonecznej i biomasy w całościowej produkcji prądu ma wzrosnąć z obecnych 1% do 3% w 2020 roku. Udział hydroelektrowni i elektrowni nuklearnych ma jednocześnie wzrosnąć z 7% do 9%, co będzie jednak dyskusyjnym osiągnięciem ze względu na wpływ wielkich tam na przesiedlane społeczności wsi i małych miast i straty w rolnictwie czy problem bezpieczeństwa energetyki jądrowej i utylizacji jej odpadów. W ramach planu mówi się też o rozwoju samochodów elektrycznych i energetyki rozproszonej, a także potrzebie zwiększania efektywności energetycznej (określono cel: do 2020 redukcji ilości energii potrzebnej do produkcji o 40% w stosunku do stanu z 2005 roku mierzoną za pomocą zależności energia/ jednostka PKB).

Na terenie Tybetu, przodującego w rozwoju OZE wśród chińskich prowincji, zainstalowano już w tej chwili 330 tysięcy urządzeń energii słonecznej (kolektory ciepła i panele), a do 2015 regionalne władze planują osiągnięcie sumy 600 tysięcy o łączne mocy 150 tysięcy kw. Chińska oficjalna prasa donosi, że rozwój energetyki solarnej jest wysoce pożądany, gdyż z każda kilowato-godziną elektryczności uzyskanej dzięki fotowoltaice oszczędzą się 0,38 kg węgla, co ma do 2015 roku przynieść oszczędność rzędu 162 tysięcy ton.

Choć trudno uznać chińskie plany energetyczne za wzorowy przykład zrównoważonego rozwoju, to trudno odmówić Chinom bycia światowym liderem produkcji infrastruktury OZE – paneli słonecznych, kolektorów ciepła czy turbin wiatrowych. Jest faktem, że w żadnym innym kraju w ostatnich latach nie przybyło tyle turbin wiatrowych, co w Chinach, lecz rozwój OZE przy aktualnym tempie ciągle czyni z tej energetyki obiecujące, lecz w całościowym ujęciu chińskiej gospodarki marginalne zjawisko. Największy problem dotyczy bowiem rozwoju konsumpcji, zużycia energii, ropy i innych zasobów nieodnawialnych, a także galopującego w ślad za wzrostem gospodarczym, wzrostu emisji CO2. W Chinach widać już pewne starania władz, aby jak to sformułowano w planie energetycznym „odłączyć ekonomiczny dobrobyt od niezrównoważonej konsumpcji energii” takie jak rozwój transportu publicznego czy wyznaczanie dopuszczalnych limitów spalania benzyny dla samochodowych silników. Można powiedzieć, że chińskie władze są świadome energooszczędnego kierunku w jakim należy iść, ale tempo zmian jakie dyktują wobec samoistnego przyspieszania konsumpcji jest niewystarczające

Smok na czterech kółkach 

Jeden na cztery produkowane obecnie na świecie samochody osobowe, powstał w Chinach, dając temu państwu 1 miejsce na świecie, z łącznym wynikiem 14,5 mln aut rocznie, co stanowi 25% światowej produkcji. Chiny w 2011 roku były zdecydowanym liderem, plasująca się na drugim miejscu Japonia wytwarza 7,2 milionów aut (11,9%), a trzecie Niemcy 5,7 milionów (7,9%), a Polska plasuje się na 16 miejscu produkując 722 tysiące aut co stanowi 1,2% światowej produkcji. Jeszcze w 2006 roku Chiny były trzecim największym rynkiem sprzedaży aut, ale w 2010 roku zajęły pierwsze miejsce. „Nigdzie w historii nie kupiono tak wielu samochodów w tak krótkim czasie jak w Chinach” – pisał w 2011 zdumiony „Financial Times”. Ten niespotykany postęp sprzedaży był możliwy dzięki upowszechnieniu relatywnie tanich, małych samochodów, ogólnemu wzrostowi dochodów, większej dostępności kredytów i spadkowi cen aut. Rozwojowi motoryzacji w Chinach służyła też odpowiednia polityka, na przykład dzięki korzystnym dla tego kraju negocacjom z zagranicznymi korporacjami, chiński koncern samochodowy Guangzhou Automotive mógł zawrzeć jednocześnie umowy joint venture z Hondą i Toyotą, mając dostęp do technologii wzajemnie ze sobą konkurujących japońskich korporacji. Również marki luksusowe coraz chętniej sprzedają w Chinach, przykładowo BMW w 2010 roku czerpało 37% globalnych zysków ze sprzedaży swych aut w Chinach.

Firmy motoryzacyjne wiążą duże nadzieje z rozwojem chińskim rynku, wszak w tym liczącym 1,2 miliarda mieszkańców kraju ciągle przypada jedynie 40 aut na 1000 mieszkańców, podczas gdy w najbogatszych krajach G7 współczynnik ten wynosi ok 700 aut. Oczywiście rozwój motoryzacji w tym kraju musi mierzyć się z globalnymi ograniczeniami, jakie wyznaczają z jednej strony kurcząca się pula zasobów (głównie paliw jak ropa i gaz ziemny), a z drugiej możliwości absorpcyjne dwutlenku węgla przez biosferę. Motoryzacja zwiększa rosnące uzależnienie Chin od ropy, co może skłaniać ten kraj to bardziej stanowczej i agresywnej polityki międzynarodowej, aby zabezpieczyć sobie źródła tego surowca (ponad 60% ropy Chiny importują z państw Zatoki Perskiej). Aby mieć dostęp do ropy Chiny zawierają układy z Iranem, Arabią Saudyjską czy Sudanem, w ramach których w zamian za ropę sprzedają tym państwom zaawansowany technologicznie sprzęt wojskowy. Dziś konsumpcja ropy rośnie w Chinach w tempie 7,5% rocznie, co jest 7 razy szybciej niż w USA. Dzięki tempu wzrostu sprzedaży aut w wysokości 19% rocznie, w 2010 Chiny miały 90 razy więcej aut niż w 1990 roku. W tej chwili, Chiny są drugim po USA konsumentem ropy na świecie, a prognozy wskazują, że Chiny mogą przewyższyć liczbę samochodów w USA w 2030 roku.

Choć marnym, to jednak pewnym ekologicznym pocieszeniem jest, fakt, że wciąż po chińskich drogach porusza się prawie połowa istniejących na Ziemi rowerów (450 milionów z 1 miliarda). Rower, który w Chinach był od lat tradycyjnym środkiem transportu, za sprawą zajmujących się modą czasopism w dużych miastach coraz częściej na wzór zachodni pełni funkcję hobby i sprzętu na turystyczne wypady w weekend.

Chińczyk w kosmosie

W 2003 roku 38-letni chiński astronauta, podpułkownik Yang, 14-krotnie okrążył Ziemię i po 21 godzinach lotu wylądował na Ziemi. Od tego momentu Chiny są trzecim po USA i Rosji krajem, któremu udało się wyprawić człowieka w podróż kosmiczną i zapewnić mu bezpieczny powrót. Chiny mają bardzo ambitny plan rozwoju programu kosmicznego, który zakłada, że około 2025 roku ich obywatele postawią stopę na księżycu i Marsie. W 2020 roku Chiny chcą uruchomić własną stację orbitalną, która być może będzie wówczas jedyna stacją, jako, że międzynarodowa ma ulec do tego czasu likwidacji. Ale już dotychczasowe osiągnięcia chińskiego przemysłu kosmicznego mogą wydać się imponujące. W 2005 roku dwaj chińscy taikonauci (tak się nazywa chińskich przedstawicieli tej profesji, co rosyjscy kosmonauci czy amerykańscy astronauci) okrążyli Ziemie 76 razy, a w 2011 roku na orbitę dotarł pierwszy chiński moduł orbitalny, do którego mogą cumować statki kosmiczne. Chińska Agencja Kosmiczna umieściła też na orbicie 17 satelitów obserwacyjnych Yaogan, które mogą robić zdjęcia z rozdzielczością do 1 metra i mogą perfekcyjnie służyć celom szpiegowskim. Chiny opracowują też własny satelitarny system komunikacji i nawigacji Beidou, który ma stanowić konkurencję dla kontrolowanego przez amerykańską armię GPS. Chińskie działania w kosmosie pokazują też możliwości militarne tego kraju – w 2007 roku zestrzelili rakietą swego zepsutego satelita, co pokazało Amerykanom, iż technicznie byliby w stanie zestrzelić ich satelity, które zapewniają sprawne funkcjonowanie telefonom, telewizji, GPS-owi czy celom wojskowym, jak sterowaniu ich dronów (bezzałogowych samolotów wojennych) w Afganistanie. Pod względem wystrzelonych rakiet, Chińczycy zrównali się z Amerykanami, choć ciągle ustępują im technicznie produkując np. krócej działające satelity. Jako, że USA ze względu na kryzys i „ziemskie” problemy tną wydatki na program kosmiczny, a Chiny mają dużo młodszą kadrę specjalistów i nie skąpią środków, perspektywa chińskiej dominacji w kosmosie wydaje się coraz bardziej realna. W ślad za Chinami podążają Indie, które na razie wystrzeliły rakiety z satelitami, a na 2016 rok zapowiadają pierwszy lot załogowy. Własne satelity również próbują umieścić na orbicie inne państwa Południa, jak dotknięty ubóstwem i zmianami klimatycznymi Bangladesz, który chce w ten sposób zaoszczędzić na wynajmowaniu satelit od innych państw, z których potrzebuje informacji aby np. móc przewidywać pogodę. Oprócz symbolicznej dominacji w świecie, którą może zapewnić Chinom program kosmiczny i ukrytym celom wojskowym, może on pełnić różne cele praktyczne, pozwalając oszczędzać dzięki własnym satelitom i zarabiać dzięki ich wynajmowaniu.

Społeczeństwo jedynaków

W 1979 roku przywódca Chin, Deng Xiaoping wprowadził program kontroli urodzeń, zakładający, iż mieszkający w chińskich miastach obywatele stanowiącej w Chinach 91% mieszkańców narodowości Han mogą mieć jedynie jedno dziecko. Wyjątek uczyniono dla przedstawicieli mniejszości etnicznych, a także mieszkańców wsi, którzy mogą zdobyć pozwolenie na drugie dziecko, jeśli pierwsze okaże się dziewczynką. Szacuje się, iż wskutek programu przez pierwszych 20 lat jego działania liczba urodzeń zmalała o 300 milionów. W 1979 roku, momencie wprowadzenia programu, Chiny miały 972 miliony mieszkańców, obecnie mają 1 343 milionów czyli wzrost populacji dalej następował, lecz w wolniejszym tempie. Dla porównania, Indie które w 1979 roku miały 671 milionów mieszkańców i nie wprowadziły żadnego programu kontroli urodzeń, obecnie mają 1 205 milionów czyli w tym czasie niemal podwoiły ilość populacji, a przy utrzymaniu obecnych trendów w 2027 roku zrównają się pod względem populacji z Chinami przy wysokości 1,4 miliardów, po czym populacja Chin będzie spadać, a Indii rosnąć. Program kontroli urodzeń doprowadził jednak do częstych aborcji, a nawet przypadków zabijania niemowląt płci żeńskiej, a także zaburzenia równowagi płciowej. W tej chwili w grupie wiekowej 0-4 najmłodszych dzieci, przypada 114 chłopców na 100 dziewcząt, podczas gdy przy naturalnych warunkach urodzeń przypada najwyżej 105 chłopców na 100 dziewcząt. Coraz częściej młodzi Chińczycy udają się w poszukiwaniu żon do sąsiednich krajów jak Laos czy Wietnam (gdzie można nawet je kupić), a niektórzy futurolodzy mówią o perspektywie rebelii zbuntowanych Chińczyków, którzy nie mogą znaleźć sobie żon. Aby zapobiegać zbyt drastycznemu spadkowi populacji wprowadzono prawo, które pozwala małżeństwu dwojga jedynaków na posiadanie 2 dzieci, a także szanse na pozwolenie na drugie dziecko mają małżeństwa, którym urodził się potomek z poważnymi zaburzeniami zdrowia. Prawo jednego dziecka poparte jest rozbudowanym systemem nagród dla rodzin, które go przestrzegają (np. wyższe pensje, lepsze warunki w szkole, łatwość uzyskania pożyczek) i sankcji dla rodzin, które nie przestrzegają do (kary, trudność z uzyskaniem stałej umowy o pracy, trudność w otrzymaniu świadczeń socjalnych). W 2006 roku Ministerstwo Populacji i Kontroli Rodziny potwierdziło, że prawo jednego dziecka będzie obowiązywać dalej. Chińskie poradniki i kolorowe czasopisma pragmatycznie zaś doradzają klasie średniej, jak można obejść surowy zakaz, na przykład organizując poród zagranicą.

Nas interesuje problem populacji szczególnie pod kątem konsumpcji zasobów czyli śladu ekologicznego jaki dane państwo zostawia (jest on iloczynem ilości populacji i stopy konsumpcji), lecz jak pokazujemy w podrozdziale „Rozwój alternatywnych źródeł energii po chińsku”, średni ślad węglowy Chin niebezpiecznie zbliżył się do średniej Unii Europejskiej.

Zaangażowanie Chin w Afryce

Jedną z najbardziej kontrowersyjną inwestycją finansowaną przez Chiny w ostatnich latach jest budowa tamy na rzecz Omo i elektrowni wodnej na pograniczu Kenii, Etiopii i Południowego Sudanu, która niszcząc łowiska, tereny leśne i utrudniając irygację rolnictwa może zagrozić 500 tysiącom mieszkańców i doprowadzić do wojen plemiennych o zasoby. Obejmuje one tereny doliny rzeki Omo i jeziora Turkana w Północnej Kenii, które są znane z trudnego klimatu i wyjątkowych pod względem bioróżnorodności, lecz kruchych ekosystemów. Są to tereny zamieszkiwane przez 500 tysięcy ludzi z 12 plemion, które choć nieraz skrajnie ubogie, to często uzbrojone i przywykłe do konfliktów o wodę, łowiska czy ziemie do wypasu bydła. Tama zakłóci bieg rzeki Omo, która podtrzymuje rolnictwo, pastwiska i łowiska w tym regionie. Od 2006 rząd Etiopii starał się uzyskać pożyczkę na budowę tamy i elektrowni wodnej od międzynarodowych instytucji finansowych takich jak Bank Światowy czy Afrykański Bank Rozwoju, lecz wszystkie odmawiały ze względu na negatywną ocenę środowiskowych i społecznych konsekwencji inwestycji. W 2010 roku pożyczki o wartości 500 milionów dolarów zgodził się udzielić Industrial and Commercial Bank of China (ICBC). Jest to przykład chińskie zaangażowania w rozwój państw afrykańskich, gdzie proponuje się inwestycje, lecz liczenie się z ich kosztem społecznym i środowiskowym jest mniej istotne, stosuje się najtańsze rozwiązania, np. z użyciem w budownictwie azbestu. Często inwestycje te mają charakter barteru – w zamian za chińskie drogi, elektrownie i szpitale, państwa te przekazują na rzecz Chin zasoby ropy czy metali rzadkich. Faktem jest, że w tej chwili Chiny są głównym inwestorem w rozwój państw Afryki, poszerzając swe wpływy na tym kontynencie.

Bibliografia: 

Inne aktualności

Aktualności

09/08/2023
Prezentacja do warsztatów dla nauczycieli ,,Budując mosty”
Projekt „Młodzi Przedsiębiorczy. Program rozwoju kompetencji społecznych i obywatelskich w szkołach branżowych’’ korzysta z dofinansowania o wartości 110 187,00 EUR otrzymanego od Islandii, Liechtensteinu i Norwegii w ramach Funduszy EOG....
czytaj więcej»
29/09/2022
Wyniki konkursu dziennikarskiego „Budujemy społeczeństwo otwarte”
Znamy już zwycięzców V edycji konkursu na projekt materiału dziennikarskiego pt. "Budujemy społeczeństwo otwarte", zorganizowanego w ramach programu „I am European: Historie i fakty o migracjach na XXI wiek” finansowanego...
czytaj więcej»
18/10/2021
Wielkanoc z CEO
Wiosna i odbywająca się w jej trakcie Wielkanoc, Dzień wody, Dzień lasów i dzień Ziemi to wspaniały moment na refleksję na temat środowiska naturalnego i naszego wpływu na nie. W...
czytaj więcej»

Zobacz inne obszary naszych działań

Jak zwiększyć efektywność energetyczną piecyków?

W społecznościach z ograniczonym dostępem do energii zbieranie drewna na opał jest głównym zajęciem zapewniającym wystarczającą ilość paliwa, by przygotować posiłki.

Zajmują się tym głównie kobiety, przynajmniej parę godzin dziennie poświęcając na – czasami niebezpieczne – wycieczki do lasu. W pewnych regionach

zapotrzebowanie na paliwo powoduje znaczne wylesienie okolicy. To zjawisko z kolei jest przyczynkiem – w skali lokalnej – do wysuszania gleby i jej jałowienia. Co z kolei oddziałuje na kolejne obszary życia, utrudniając m.in. prowadzenie efektywnego rolnictwa.

Rozwiązaniem tej sytuacji stały się piece efektywnie energetycznie. Ich konstrukcja powoduje, że możliwe jest zmniejszenie zużycia drewna lub węgla drzewnego o 30, 50 a nawet 70%. Wszystko zależy bowiem od konstrukcji.

Czasami wykonuje się je z gliny, zamyka obieg ciepła i zabezpiecza przed jego ciekaniem „na boki”, czasami dla uzyskania jeszcze lepszego efektu otacza się je metalowym kołnierzem, który również zapobiega uciekaniu ciepła.

Niewielka zmiana w organizacji pracy w kuchni stanowi dużą zmianę dla społeczności. Kobiety zyskują czas, nie muszą bowiem godzin spędzać na poszukiwaniu drewna. Las nie jest wycinany w takim tempie, zwierzęta nie tracą swojego habitatu. Piecyk zwraca się nawet po miesiącu korzystania, więc w budżecie domowym zostają dodatkowe pieniądze. Popularność tego rozwiązania sprawia również, że staje się to podstawą dla tworzenia biznes planów i wzmacnia rozwój lokalnych przedsiębiorstw.

Inne aktualności

Aktualności

09/08/2023
Prezentacja do warsztatów dla nauczycieli ,,Budując mosty”
Projekt „Młodzi Przedsiębiorczy. Program rozwoju kompetencji społecznych i obywatelskich w szkołach branżowych’’ korzysta z dofinansowania o wartości 110 187,00 EUR otrzymanego od Islandii, Liechtensteinu i Norwegii w ramach Funduszy EOG....
czytaj więcej»
29/09/2022
Wyniki konkursu dziennikarskiego „Budujemy społeczeństwo otwarte”
Znamy już zwycięzców V edycji konkursu na projekt materiału dziennikarskiego pt. "Budujemy społeczeństwo otwarte", zorganizowanego w ramach programu „I am European: Historie i fakty o migracjach na XXI wiek” finansowanego...
czytaj więcej»
18/10/2021
Wielkanoc z CEO
Wiosna i odbywająca się w jej trakcie Wielkanoc, Dzień wody, Dzień lasów i dzień Ziemi to wspaniały moment na refleksję na temat środowiska naturalnego i naszego wpływu na nie. W...
czytaj więcej»

Zobacz inne obszary naszych działań

Małe elektrownie wodne jako narzędzie walki z ubóstwem

Walka z ubóstwem za pomocą wody

Energia pochodząca z małych elektrowni wodnych polega na otrzymywaniu energii ze spadającej wody, np. pochodzącej ze stromych górskich potoków. Korzystając z tego odnawialnego, lokalnego i niezanieczyszczającego środowiska zasobu małe elektrownie wodne mogą generować energię elektryczną dla gospodarstw domowych, szpitali, szkół i warsztatów.

Małe elektrownie wodne generują do 500 kilowatów energii. Takie stacje, zmieniające energię generowaną przez płynącą wodę w elektryczność, dostarczają ubogim społecznościom na terenach wiejskich przystępne cenowo, łatwe w utrzymaniu i długoterminowe rozwiązanie dla ich potrzeb związanych z energią.

Wprowadzenie do tematu małych elektrowni wodnych?

Aby zbudować przepływową elektrownię wodną nie ma potrzeby budowania tamy lub miejsca do zbierania wody. Konstrukcje te zmieniają kierunek wody w strumieniu lub rzece, przekierowują ją do doliny i poprzez rurociąg zwany rurociągiem derywacyjnym na turbinę.

Turbina napędza generator, który dostarcza energii elektrycznej lokalnej społeczności. Przepływowe elektrownie wodne, dzięki temu, że nie wymagają budowania drogich tam do zbierania wody, stanowią tani sposób produkcji energii. Przeciwdziałają również szkodliwym skutkom dla środowiska i społeczności, takim jak ryzyko powodzi, jakie wywołują większe projekty hydroelektryczne.

Woda kierowana jest przez osadnik, usuwający osady, które mogłyby zniszczyć turbinę. Następnie woda wpływa do zbiornika zasilającego, skąd przekierowywana jest w dół przez rurociąg zwany rurociągiem derywacyjnym. Gdy woda osiągnie swój cel porusza specjalnie zaprojektowaną turbiną i tym samym produkuje energię elektryczną.

Jaki jest wpływ takich konstrukcji na środowisko?

W przeciwieństwie do tradycyjnych elektrowni wykorzystujących paliwa kopalne, małe generatory energii wodnej nie mają praktycznie żadnego wpływu na środowisko. A jako że nie zależą również od tam, w których woda mogłaby być składowana i do których mogłaby być kierowana, są zdecydowanie bardziej korzystne dla środowiska w porównaniu do elektrowni wodnych dużych rozmiarów.

Zmniejszając potrzebę wycinki drzew na opał i zwiększając wydajność pracy rolników małe elektrownie wodne przynoszą pozytywne skutki dla środowiska lokalnego.

Energia dla społeczności

Energia elektryczna pochodząca z małych elektrowni wodnych może również być dostarczana do wiosek za pomocą przenośnych akumulatorów. Mieszkańcy mogą korzystać z tego wygodnego źródła energii w celu zasilania wszystkiego: od urządzeń w warsztacie po domowe źródła światła, i nie muszą ponosić z tego powodu żadnych wysokich kosztów podłączenia. Akumulatory ładuje się na specjalnym stanowisku w wiosce i w ten sposób dostarcza się lokalnej społeczności czystej, odnawialnej energii.

Do zastosowań przemysłowych moc wyjściowa z turbiny może być używana bezpośrednio w formie energii mechanicznej i nie trzeba zmieniać jej w energię elektryczną za pomocą generatora lub akumulatorów. Ta właściwość jest przydatna w działalności związanej z przetwórstwem rolniczym, takiej jak mielenie, wytłaczanie oleju czy stolarstwo.

Systemy małych elektrowni wodnych stanowią własność społeczności, którym służą i są przez nie obsługiwane. Wszelkie naprawy wykonywane są przez wprawnych mieszkańców wioski. Tym samym systemy te zapewniają również zatrudnienie oraz dostarczają energii dla całych społeczności.

Projekt małej elektrowni wodnej Tungu-Kabri w Kenii

Projekt małej elektrowni wodnej Tungu-Kabri w Kenii stanowi przykład taniej, zrównoważonej i niewielkiej technologii, która ujarzmia energię spadającej wody w celu wytwarzania energii elektrycznej.

Jest to pierwszy tego typu projekt w Kenii. Projekt finansowany jest z Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju i wdrażany przez Practical Action East Africa oraz Kenijskie Ministerstwo Energii. Korzysta z niego 200 gospodarstw domowych (około 1000 osób) w społeczności nadrzecznej wioski Mbuiru. Projekt ten stanowi przykład taniej, zrównoważonej i niewielkiej konstrukcji, która ujarzmia energię spadającej wody w celu wytwarzania energii elektrycznej. Rozwiązuje również problemy środowiskowe związane z wykorzystywaniem drewna i odchodów zwierząt do gotowania, paliwa diesla do mielenia ziarna oraz nafty do oświetlania pomieszczeń, oraz działa nieprzerwanie nawet podczas suszy.

Problem

Życie kobiet i mężczyzn na rolniczych terenach Kenii jest ciężkie, a potrzeba dostępu do „czystej” i przystępnej cenowo energii jest niezwykle istotna. Bez dostępu do sieci elektrycznej żyje około 96 procent Kenijczyków. W gospodarstwach wiejskich rodziny wydają co najmniej jedną trzecią swojego dochodu na kupno nafty do lamp i paliwa diesla do mielenia ziarna. Kenijki poświęcają również dużo swojego czasu na zbieranie, przetwarzanie i używanie drewna i odchodów zwierząt do gotowania. Ten czas mogłyby spożytkować na opiekę nad dziećmi, kształcenie się lub zarabianie pieniędzy.

Według ONZ, w kraju, gdzie niemal 80 procent ludności zajmuje się rolnictwem, ubodzy rolnicy muszą stawiać stale zmniejszającym się plonom i obniżającym się dochodom z rolnictwa w regionach tradycyjnie słynących z uprawy kawy i herbaty, co powoduje popadanie takich osób w ubóstwo. Aby przeżyć ludzie zmuszeni są do wycinania lasów na wyższych i chłodniejszych terenach. Przynosi to duże szkody dla środowiska i może powodować ubóstwo, głód i problemy ze zdrowiem.

Przekazywanie władze w ręce ludzi

Wioska Mbuiru, położona 200 kilometrów od Nairobi, to typowa rolnicza osada w Kenii. Ludzie żyją tu w ubóstwie, a szans na zmiany jest niewiele. Jednak mieszkańcy wioski Mbuiru postanowili pomóc sami sobie, by generować energię elektryczną i tym samym pokonać suszę i ubóstwo.

Krok 1: Miejsce realizacji projektu zostało wstępnie ocenione. Przez ten teren przepływa wiele rzek, niezależnie od tego, jak silna jest susza. Practical Action przeanalizowała dokumentację dotyczącą przepływów wody w ostatnich 40 latach, by upewnić się, że projekt związany z energią wodną ma tu szanse powodzenia. Rzeka Tubgu nieopodal Mbuiru okazała się idealna.

Krok 2: Practical Action wyjaśniła swoje plany podczas spotkania w wiosce. Mieszkańcy mieli wiele pytań – jedynym źródłem energii wodnej, jakie znali, były ogromne tamy na rzekach. Organizacja wyjaśniła, jak działają małe elektrownie i jak mogą im pomóc, oraz że taki system będzie należał do wszystkich mieszkańców. Wszyscy wyrazili aprobatę dla tego projektu.

Krok 3: Mieszkańcy wstrzymali rzekę i rozpoczęli budowanie jazu oraz kanału, poświęcając na pracę przy projekcie każdy czwartek przez wiele miesięcy. Rodziny pracowały wspólnie przy kopaniu, przesuwaniu kamieni i kładzeniu betonu. Na budowanie samego kanału musieli poświęcić kilka tygodni.

Krok 4: Zespoły mieszkańców ciężko pracowały przy konstrukcji zatok mających na celu oczyszczanie wody oraz zbiornika do zbierania wody zanim trafi ona przez rurociągi derywacyjne do turbiny. W trakcie budowy mieszkańcy uczyli się przeprowadzać naprawy, które w przyszłości mieli wykonywać sami.

Krok 5: Dwa lata później pojawiła się energia elektryczna! Zbudowano budynek elektrowni i zamontowano w nim urządzenia. Rzeka mogła zostać uwolniona. Mieszkańcy wioski wstrzymali oddech. Wszystko działało, a efekt okazał się wart wszelkich wysiłków.

Wpływ na przyszłość

– Ta energia elektryczna jest wspaniała – mówi mieszkanka wioski, pani Kaburu. – Wszyscy będziemy z niej korzystać przez wiele, wiele lat.

System generuje około 18 kilowatów energii elektrycznej. Energia ta wystarcza do oświetlenia 90 domów, jednak Practical Action szacuje, że z generowanej w ten sposób energii skorzystać będzie mogło około 200 gospodarstw domowych.

Dzięki tej energii w kolejnych miesiącach mieszkańcy będą mogli oświetlać swoje domostwa, oszczędzać czas i otwierać małe przedsiębiorstwa. Przyniesie im to dodatkowe dochody, za które będą mogli kupić ubrania, jedzenie, a nawet opłacić czesne za szkołę dzieci. Korzystanie z energii wodnej oznacza również ograniczenie zużywania drewna wycinanego w lasach, co przynosi korzyści dla środowiska, których nie da się przecenić.
http://practicalaction.org/micro-hydro-power

Inne aktualności

Aktualności

09/08/2023
Prezentacja do warsztatów dla nauczycieli ,,Budując mosty”
Projekt „Młodzi Przedsiębiorczy. Program rozwoju kompetencji społecznych i obywatelskich w szkołach branżowych’’ korzysta z dofinansowania o wartości 110 187,00 EUR otrzymanego od Islandii, Liechtensteinu i Norwegii w ramach Funduszy EOG....
czytaj więcej»
29/09/2022
Wyniki konkursu dziennikarskiego „Budujemy społeczeństwo otwarte”
Znamy już zwycięzców V edycji konkursu na projekt materiału dziennikarskiego pt. "Budujemy społeczeństwo otwarte", zorganizowanego w ramach programu „I am European: Historie i fakty o migracjach na XXI wiek” finansowanego...
czytaj więcej»
18/10/2021
Wielkanoc z CEO
Wiosna i odbywająca się w jej trakcie Wielkanoc, Dzień wody, Dzień lasów i dzień Ziemi to wspaniały moment na refleksję na temat środowiska naturalnego i naszego wpływu na nie. W...
czytaj więcej»

Zobacz inne obszary naszych działań

Kolejka grawitacyjna, czyli jak grawitacja pomaga ludziom

Inteligentne korzystanie z siły grawitacji może pomóc ludziom dostarczać ich produkty na rynek

Życie osób mieszkających na odległych terenach górskich nie należy do łatwych. Transportowanie plonów w celu ich sprzedaży może być wyczerpujące i niebezpieczne. Ładunek transportowany jest zazwyczaj przez muły, kobiety i dzieci, które znoszą go na swoich plecach po niebezpiecznych, krętych, nieutwardzonych drogach. Gdy pada deszcz lub ma miejsce osunięcie ziemi podróżowanie tymi drogami jest całkowicie niemożliwe.

Dwóm osobom przeniesienie 120 kg jabłek 1,3 km w dół stromej górskiej drogi zajmuje trzy godziny – a to dopiero pierwsza część tej wyczerpującej podróży na targ. Za pomocą kolejki grawitacyjnej przetransportowanie takiej ilości jabłek na tym samym dystansie zajmie pięć minut. Kolejki grawitacyjne, wykorzystujące jedynie siłę grawitacji, bez użycia energii z zewnątrz, są proste, niedrogie w eksploatacji i przyjazne dla środowiska.

Jak to działa?

Dwa połączone ze sobą wózki na blokach jadą na osobnych 10-milimetrowych stalowych przewodach, które są spuszczone w dół z wież. Gdy pełny wózek zjeżdża na dół, ściągany przez ciężar znajdującego się z nim ładunku, wciąga jednocześnie pusty wózek na górę, by był gotowy do przewiezienia kolejnego ładunku. Postęp wózków na trasie kontrolowany jest przez dodatkowy 8-milimetrowy przewód, zawinięty na kole zamachowym. Drewniany hamulec bębnowy, wyposażony w łożyska i wsporniki, kontroluje prędkość wózków.

Hira z Bishaltaru w Nepalu

Hira ma żonę i czworo dzieci. Mieszkają w górach, powyżej nowej stacji kolejki grawitacyjnej w Bishaltarze. Hira uprawia pomidory na swoim polu, położonym trzy godziny drogi od miejsca, w którym handlarze skupują plony od rolników.

Przed budową kolejki grawitacyjnej Hira musiał płacić tragarzowi 100 rupii za jeden ładunek pomidorów, który tragarz znosił w dół górskiego zbocza. Teraz znacznie cięższe ładunki może transportować korzystając z kolejki i płacąc za to tylko 15 rupii, czyli siedem razy mniej niż przy wynajęciu tragarza.

Ale Hira oszczędza nie tylko pieniądze. Ta nużąca droga, zajmująca wcześniej trzy godziny, została ograniczona do dwóch minut. Pomidory trafiają na dół świeże i nieuszkodzone i mniejsza liczba tragarzy musi podróżować w dół po niebezpiecznych szlakach. Za produkowane przez siebie pomidory Hira nie mógł wcześniej żądać dużych pieniędzy. Był również ograniczony ilością warzyw, jaką mógł uprawiać i nie chodziło o to, że miał zbyt małe pole, ale o to, że nie opłacało mu się transportować dużych ilości towaru w dół górskiego zbocza. Hira miał więc trudności w zaspokajaniu potrzeb swojej rodziny.

Obecnie Hira i współpracujący z nim rolnicy produkują plony o wyższej jakości i w większych ilościach. Wykorzystali również część z zarobionych pieniędzy na zakup nawozu i powiększenie swojego pola. Zarabiają o 5 rupii więcej za kilogram pomidorów i sprzedają swoje towary handlarzom oddalonym aż 500 kilometrów od ich miejsca zamieszkania.

W okresie wegetacyjnym kolejka grawitacyjna każdego dnia transportuje ponad 100 skrzyń plonów z samego czubka góry do jej stóp. – Teraz życie jest piękne. Nie tylko dla mnie, ale również dla innych rolników. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, jak wielką różnicę odczujemy po wybudowaniu tej kolejki. Oszczędzamy czas i pieniądze i nareszcie możemy wraz z rodziną z optymizmem patrzeć w przyszłość.

Z nowej kolejki grawitacyjnej korzysta cała społeczność, która uczestniczyła w realizacji projektu od chwili wyboru jego miejsca. Obecnie mieszkańcy założyli komitet reprezentujący interesy mieszkańców korzystających z kolejki grawitacyjnej, zatrudnili dwóch pracowników (jednego na górnej stacji kolejki, a drugiego – na stacji dolnej położonej przy drodze) oraz zebrali ponad 50 000 rupii oszczędności (prawie 400 funtów brytyjskich).

Kolejka umożliwia mieszkańcom przetransportowanie plonów na rynek z ich górskich wiosek. A ponieważ transport w dół zbocza trwa chwilę, produkty są świeższe i mogą na nich więcej zarobić. Mają też więcej czasu na dbanie o swoje plony, więcej pieniędzy, by kupować paliwo do gotowania i ogrzewania domów, a także mogą opłacić naukę i opiekę zdrowotną. Technologia naprawdę wiele zmieniła w ich życiu.

http://practicalaction.org/gravity-ropeways-8

Polecamy także film na ten temat: Kolejka grawitacyjna – liny, które dają nadzieję.

Inne aktualności

Aktualności

09/08/2023
Prezentacja do warsztatów dla nauczycieli ,,Budując mosty”
Projekt „Młodzi Przedsiębiorczy. Program rozwoju kompetencji społecznych i obywatelskich w szkołach branżowych’’ korzysta z dofinansowania o wartości 110 187,00 EUR otrzymanego od Islandii, Liechtensteinu i Norwegii w ramach Funduszy EOG....
czytaj więcej»
29/09/2022
Wyniki konkursu dziennikarskiego „Budujemy społeczeństwo otwarte”
Znamy już zwycięzców V edycji konkursu na projekt materiału dziennikarskiego pt. "Budujemy społeczeństwo otwarte", zorganizowanego w ramach programu „I am European: Historie i fakty o migracjach na XXI wiek” finansowanego...
czytaj więcej»
18/10/2021
Wielkanoc z CEO
Wiosna i odbywająca się w jej trakcie Wielkanoc, Dzień wody, Dzień lasów i dzień Ziemi to wspaniały moment na refleksję na temat środowiska naturalnego i naszego wpływu na nie. W...
czytaj więcej»

Zobacz inne obszary naszych działań

Energia słoneczna w Nepalu

Do wioski Chepang Gaun, położonej w rolniczej części Nepalu, można dotrzeć jedynie wąskimi ubitymi drogami. Aby oświetlić swoje domy miejscowe rodziny musiały kupować naftę na targu w dolinie. Było to czasochłonne i drogie, gdyż rodziny musiały wydawać na paliwo średnio 300 rupii miesięcznie. Dodatkowo lampy naftowe stanowią niebezpieczeństwo, szczególnie dla małych dzieci. W roku 2007 Practical Action pomogła tej społeczności zamontować 58 paneli solarnych, zasilających lampy w 29 gospodarstwach domowych.

Inne aktualności

Aktualności

09/08/2023
Prezentacja do warsztatów dla nauczycieli ,,Budując mosty”
Projekt „Młodzi Przedsiębiorczy. Program rozwoju kompetencji społecznych i obywatelskich w szkołach branżowych’’ korzysta z dofinansowania o wartości 110 187,00 EUR otrzymanego od Islandii, Liechtensteinu i Norwegii w ramach Funduszy EOG....
czytaj więcej»
29/09/2022
Wyniki konkursu dziennikarskiego „Budujemy społeczeństwo otwarte”
Znamy już zwycięzców V edycji konkursu na projekt materiału dziennikarskiego pt. "Budujemy społeczeństwo otwarte", zorganizowanego w ramach programu „I am European: Historie i fakty o migracjach na XXI wiek” finansowanego...
czytaj więcej»
18/10/2021
Wielkanoc z CEO
Wiosna i odbywająca się w jej trakcie Wielkanoc, Dzień wody, Dzień lasów i dzień Ziemi to wspaniały moment na refleksję na temat środowiska naturalnego i naszego wpływu na nie. W...
czytaj więcej»

Zobacz inne obszary naszych działań