Inna praca domowa

Prace domowe zawsze budziły dużo emocji, część nauczycieli i nauczycielek jest ich zwolennikami, są też tacy, którzy ich nie zadają. Różnorodne podejście mają też rodzice, dla niektórych zadanie pracy domowej to bardzo ważny aspekt działania szkoły, gdyż w ich mniemaniu dziecko się nie nudzi, jest poza internetem i może osiągać wyższe wyniki w nauce. Jest też grupa rodziców, dla których praca domowa to praca ich a nie dziecka. Sami poświęcają czas, by wykonać ją razem z dzieckiem, za nie lub dokonać sprawdzenia poprawności tego co dziecko zrobiło. W tym wszystkim głos uczennicy i ucznia jest chyba najmniej słyszalny, z moich rozmów z nimi wynika, że większość prac domowych nie ma sensu, zadawanie do wykonania wszystkich zadań z zeszytu ćwiczeń uczy ich tylko wyszukiwania odpowiedzi w internecie, a czasem drenuje kieszeń, bo jest wiele portali, które umożliwiają „obejście systemu”, ale nie za darmo.

Jaki sens, gdy nikt nie sprawdza

 Praca domowa ma czemuś służyć, jeśli jest uzupełnieniem tego na co zabrakło czasu na lekcji to nie możemy powiedzieć, że jest to dobra praca domowa. Zadaniem ucznia i uczennicy nie jest samodzielne realizowanie treści programowych, bo zabrakło na to czasu na lekcji, a kolejne tematy nas gonią. Zadanie, które ma rozwijać, nie może ograniczać się tylko do wykonania ćwiczeniówek na zasadzie przepisania treści z podręcznika do zeszytu. Nie kwestionuję, że przy okazji uczeń zapoznaje się z tekstem podręcznika, ale można to zrobić w zupełnie inny sposób. Jeśli wiemy, że nie uda nam się sprawdzić pracy domowej na kolejnej lekcji, to nie ma sensu jej zadawać. Za chwilę pojawi się u podopiecznych odruch Pawłowa, czyli jeśli pracy nikt nie sprawdza, to jaki jest sens jej wykonywania. Praca domowa może pogłębić różnice pomiędzy uczniami osiągającymi wysokie i niskie wyniki w nauce. Bywają też szkoły, gdzie przez prace domowe tworzą się konflikty pomiędzy nauczycielami, uczniami i rodzicami. Osobną kwestią jest ocena pracy domowej. Wystawienie stopnia za pracę, którą nie wiemy czy uczeń wykonał samodzielnie bywa kłopotliwe. Zdarzyć się może, że komuś na lekcji nie idą zupełnie krzyżówki genetyczne, za to w domu wykonuje je idealnie. Jak więc to się ma do reszty klasy, która na lekcji solidnie pracuje?

Sprawdzalna, nieobowiązkowa, kreatywna

Dobra praca domowa jest przemyślana, nie obciążająca, sprawdzalna, poszerzająca lub utrwalająca wiedzę. Najlepiej, gdyby to były zadania do wyboru o zróżnicowanym poziomie trudności, nieobowiązkowe. Dobrze zaplanowana praca domowa rozwija nawyki związane z nauką i samodzielnym uczeniem się. Zachęca również uczniów i uczennice do korzystania z zasobów, takich jak encyklopedie, nagrania i słowniki. Wpływa korzystnie na wiedzę faktograficzną, samodyscyplinę, nastawienie do nauki i umiejętności rozwiązywania problemów. Zadania domowe dają możliwość ćwiczenia umiejętności, na które może nie być czasu w klasie. W wielu przypadkach prace domowe zapewniają ciągłość między lekcjami lub umożliwiają przygotowanie się do kolejnej lekcji.

Praca domowa to nie tylko wykonywanie zadań w zeszycie ćwiczeń z wykorzystaniem podręcznika. Czasem to przygotowanie do lekcji, czyli zapoznanie się z treścią podręcznika, wskazanego przez nauczyciela materiału, to także przeczytanie lektury, bez znajomości której nie sposób rzetelnie pracować. Zadanie edukacyjne bazujące na materiale dostępnym w internecie może kształtować wiele kompetencji. Obejrzenie filmu, wysłuchanie podcastu, audycji, wirtualna wędrówka po muzeum – to tylko przykłady materiałów wzbogacających pracę domową. Nauczyciel może wykorzystać potencjał wzajemnego uczenia się na lekcji, dzięki uczniom przygotowującym się w domu do kolejnych zajęć. Można tak zaplanować prace domowe, aby dawały możliwość tworzenia uczniowskiego portfolio dokumentującego proces uczenia się. Jest to podobne do OK zeszytu z tym, że to uczeń w domu analizuje zrealizowaną lekcję i tworzy lub modyfikuje notatkę, gromadzi materiały potrzebne mu do uczenia się. Wielu moich uczniów i uczennic w domu tworzy własne notatki np. w postaci mapy myśli. Na lekcji nie ma na to czasu, a ta forma dokumentacji jest dla nich szczególnie przydatna w dalszym uczeniu się i dodatkowo pozwala na powtórzenie i utrwalenie wiedzy z lekcji.

Projekty i mini projekty

Osobną kwestią są projekty oraz mini projektach. W odróżnieniu od projektów są one działaniami trwającymi krócej, wymagającymi mniejszego przygotowania i nie muszą być realizowane w grupie, która sama opracowuje harmonogram, stawia sobie cel i go realizuje. Mini projekty mogą dotyczyć jednej lub kilku lekcji, czasem może to być dział, lektura i każde inne zagadnienie, którego celem jest osiągnięcie celu, ale poza szkołą. Przygotowując mini projekt określamy jego cel, kryteria po których uczeń pozna, że jego praca jest wykonana prawidłowo. Warto też od razu zastanowić się jak będzie wyglądała ocena pracy, czy będzie to wystawienie stopnia czy może lepiej z tego zrezygnować na rzecz przekazania informacji zwrotnej.

W mojej praktyce szkolnej wykorzystuję zarówno projekty jak i mini projekty, tych drugich jest zazwyczaj więcej. Podstawą dobrego projektu jest instrukcja, opisująca to co ma wykonać uczeń. Trzeba też zwrócić uwagę na kwestie bezpieczeństwa oraz określić, czy jest to praca indywidualna czy grupowa (jak liczna może być to grupa). Bywa tak, że nauczyciel daje dużą przestrzeń na działanie, ale z uwagi na to, że coś może pójść nie tak, prosi uczniów o wcześniejsze przedstawienie planu na wykonanie pracy. Tak jest w przypadku mini projektu z edukacji dla bezpieczeństwa. Przykładowym zadaniem jest nakręcenie filmu związanego z udzielaniem pierwszej pomocy. Każda osoba ucząca tego przedmiotu wie, że niektórych czynności nie można przeprowadzać na osobie nie wymagającej udzielenia jej pomocy np. uciskanie klatki piersiowej. Uczennice i uczniowie mogą mieć naprawdę dużą fantazję i zaplanować nakręcenie filmu z udzielanie pierwszej pomocy przy upadku z wysokości, odgrywając taką scenę. Oprócz wskazania w instrukcji czego nie wolno robić, warto dodać, że nagrywanie filmu może być realizowane tylko w obecności osoby dorosłej. Dodatkowo proszę, aby wysłać mi wcześniej scenariusz nagrania.

Klasówki od uczniów

 Jeszcze jedną formą pracy domowej, którą z powodzeniem stosuję od wielu lat są testy próbne. Zadaniem ucznia jest opracowanie własnej klasówki z zakresu, z którego tę pracę będzie pisać. Pytania mają dotyczyć każdego tematu, nie może być ich mniej niż 10 i jest jeszcze jedna bardzo ważna zasada – nie mogą być one w tej samej formie, czyli test ABCD odpada. Na lekcji podaję przykłady pytań: z luką, krótkiej i długiej odpowiedzi, na wykreślanie, na dobieranie, z grafiką, z analizą tekstu, z wykresem itp. Nie każdy musi potrafić rysować, więc dozwolone są grafiki z internetu. Taki test może być napisany ręcznie lub komputerowo, do niego przygotowane są odpowiedzi. Uczę w trzech szkołach i wyjaśniam, że dobrze skonstruowane pytania wykorzystam w drugiej i trzeciej szkole przygotowując sprawdzian, co rzeczywiście ma miejsce. Taki test uczeń może tworzyć przez tygodnie nauki po każdej lekcji lub usiąść do niego bezpośrednio przed sprawdzianem. W opinii moich uczennic i uczniów jest to bardzo dobra metoda na powtórzenie materiału oraz na uczenie się budowania pytań.

Zachęcam uczennice i uczniów do wykonywania komiksów, infografik. Nie chodzi tutaj o jak najładniejsze wykonanie rysunków, liczy się przede wszystkim pomysł i treść merytoryczna. Komiksy idealnie nadają się do tematów z biologii o profilaktyce zdrowia. Infografiki przy omawianiu zagadnień związanych z zagrożeniami na lekcjach edukacji dla bezpieczeństwa.

Obojętnie jaką formę pracy domowej zastosujemy, warto pytać uczennice i uczniów na ile jest im potrzebna. Być może odpowiedzą, że jest zbędna, wtedy dobrze jest drążyć temat i dopytać skąd taka opinia, czy można by tę pracę zastąpić inną formą, jeśli tak to jaką. Praca domowa jak każde narzędzie może być użyta dobrze i źle. To od nas zależy którą drogę obierzemy i czy w tym wszystkim będziemy uważni na swoich uczniów.

 

Cały tekst z przykładami dobrych praktyk i scenariuszami prac domowych znajdziesz w pliku pdf do pobrania.

Inne aktualności

Aktualności

09/08/2023
Prezentacja do warsztatów dla nauczycieli ,,Budując mosty”
Projekt „Młodzi Przedsiębiorczy. Program rozwoju kompetencji społecznych i obywatelskich w szkołach branżowych’’ korzysta z dofinansowania o wartości 110 187,00 EUR otrzymanego od Islandii, Liechtensteinu i Norwegii w ramach Funduszy EOG....
czytaj więcej»
29/09/2022
Wyniki konkursu dziennikarskiego „Budujemy społeczeństwo otwarte”
Znamy już zwycięzców V edycji konkursu na projekt materiału dziennikarskiego pt. "Budujemy społeczeństwo otwarte", zorganizowanego w ramach programu „I am European: Historie i fakty o migracjach na XXI wiek” finansowanego...
czytaj więcej»

Zobacz inne obszary naszych działań

Nauczycielom (też) nie jest łatwo z tymi ocenami

Ocena pracy ucznia wyrażona stopniem – od obezwładniającej jedynki po uskrzydlającą szóstkę – wydaje się nierozerwalnie związana ze szkołą. Wielu rodzicom, nauczycielom i dzieciom wręcz trudno jest wyobrazić sobie szkołę bez stopni, a sama ocena w powszechnej świadomości – „coś jest na piątkę, coś jest na trójkę z plusem” wyrażona stopniem wydaje się istotą szkoły. 

Dlaczego jesteśmy tak związani ze stopniami? I czy ocena rzeczywiście w czymś pomaga? A przede wszystkim czy sami nauczyciele lubią stawiać stopnie? 

Na te pytania odpowiada Edyta Wąsik, nauczycielka historii w Międzynarodowej Szkole Podstawowej PADEREWSKI w Lublinie, trenerka w Programie „Szkoła ucząca się” prowadzonym przez Centrum Edukacji Obywatelskiej.

Zacznijmy od tego, że świat nie jest uporządkowany. Także – ku zaskoczeniu wielu – w szkole. Co oznacza, że i my, nauczyciele w szkole mamy czasem podzielone zdania. Część z nas przywykło do tego, że oceny, a przede wszystkim stopnie są zrośnięte ze szkołą, część przygląda się ich wadom (które świadomie lub nie odczuwają wszyscy nauczyciele) i powoli zaczyna odkrywać możliwość zmiany – że… stopnie nie są potrzebne. Niektórzy nauczyciele wręcz jawnie mówią o bezsensie „stopniowania” i konieczności zmian w tym obszarze pracy szkoły. Ba! Postrzegają oni oceny jako pewnego rodzaju „relikt”, który nie pomaga w uczeniu się. Czy maja rację? Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Jakie trudności widzą w stopniach nauczyciele? Oto kilka z nich:

– ocena nie oddaje obiektywnego poziomu wiedzy i umiejętności uczniów, jest bowiem wypadkową wielu różnych czynników: zrozumienia, zapamiętywania, odporności na stres, umiejętności skupienia się, sympatii nauczyciela wobec ucznia, a nawet pogody i humoru nauczyciela danego dnia. Czy zatem na pewno oceniamy to, co chcemy?

– stopień pozbawia ucznia (i rodziców) najważniejszego elementu oceny – wskazówek, jak poprawić zadanie, uzupełnić braki, nadrobić zaległości. Nie służy zatem temu, na czym nam nauczycielom i rodzicom najbardziej zależy – poprawie i rozwojowi umiejętności ucznia. 

– ocena nie oddaje wielu składowych pracy dziecka. Zdarza się, że dla ucznia otrzymanie trójki to sukces. Ale trójka w rozumieniu rodzica to „średnio”. Nie widać w niej pracy, zaangażowania i rozwoju. Trudno wyjaśnić rodzicom, że nie powinna ich niepokoić, bo często oznacza postęp. Oczekują piątki od dziecka i często (wiemy o tym, znosimy to!) od nauczyciela. 

ocena ocenie nierówna. Ta sama ocena w różnych szkołach, czy nawet klasach oddawać może różny poziom wiedzy. Rodzi to wyścig do tzw. „dobrych” (czytaj: wymagających) nauczycieli, lub do szkół, które mają „wysoki poziom”. 

– w edukacji najważniejsza jest relacja, którą trudno zbudować, jeśli wiemy, że od oceny nauczyciela zależy zadowolenie rodziców. Oceny przeszkadzają również budować relacje oparte na zaufaniu pomiędzy nauczycielami a rodzicami. Czy lubimy ludzi, którzy „źle” nas oceniają?

–  oceny rodzą „wyścig szczurów” i porównywanie się do innych. Jedna z moich koleżanek opowiedziała mi historię, z którą dzielę się z nauczycielami i rodzicami podczas spotkań w szkołach: 

„Kiedyś mój syn wrócił do domu z informacją, że dostał trójkę ze sprawdzianu z chemii. Na moje pytanie Dlaczego tak słabo? odpowiedział: Słabo? Była jedna, reszta to dwójki i pały!”. Ta historia nie jest rzadka, a gdyby popytać, okazałoby się, że przeżywaliśmy ją wszyscy (albo jako dwójkowicze albo jedynkowicze). I jeśli wywołuje śmiech, to raczej gorzki. To śmiech, który pokazuje bezsens oceny. 

– wielu nauczycielom trudno jest emocjonalnie unieść pretensje rodziców czy oskarżenia o „skrzywdzenie dziecka” czasem wręcz „złamanie życia”.  Często dyskusje o niesprawiedliwej ocenie toczą się w gabinetach dyrektorów, którzy również muszą udźwignąć maile, telefony od części rodziców z prośbami o „wpłynięcie” na nauczyciela.

najtrudniejszą jednak dla mnie (i wielu znanych mi nauczycieli) jest uniesienie emocji dzieci i łez kryjących się za czwórką z plusem, czy nawet piątką. Od wielu lat zadaję sobie pytanie, czy na pewno jest to nam w szkołach potrzebne…

Co może temu zaradzić? 

Możemy poczekać na zmiany systemowe, one kiedyś przyjdą. Jestem o tym przekonana. Ale ważne jest też to, co możemy zrobić teraz bez oczekiwania na „system”.  Widzę tu zadanie dla nauczycieli, ale i dla rodziców.

– to jak najczęstsze określanie uczniowi po jego pracy elementów dobrych, błędów oraz wskazanie dróg rozwoju, czyli tak zwanej informacji zwrotnej zamiast oceny wyrażonej stopniem. 

– ze strony rodziców to docenienie tych nauczycieli, którzy stosują  informację zwrotną w swojej pracy, a przede wszystkim rozmowa z dzieckiem o tym, czego się nauczyło, nie co dostało i co dostała koleżanka z ławki. 

– i dalej ze strony nauczycieli: dawanie uczniowi komentarza do oceny, ze wskazówką co wymaga poprawy. Omawianie z dziećmi sukcesów i błędów. Szukanie tego, co pomoże dziecku uniknąć tego błędu ponownie.

– i razem, dorośli: otwarta i bieżąca rozmowa na linii nauczyciele- rodzice o postępach i rozwoju u dziecka  konkretnych umiejętności. Wskazanie drogi, którą uczeń już pokonał, a jaka jeszcze przed nim. Świadomość, że uczenie się to proces. 

– nauczyciele: ustalanie kryteriów do zadań. Jak najbardziej precyzyjne danie uczniowi wskazówek, jak ma wyglądać dobrze wykonana praca. Pozwoli uniknąć pytań i „pretensji” wszystkich stron procesu.

– wszyscy: częstsze rozmawianie z dziećmi o  ich postępach. Podkreślanie postępu (nie wiedziałeś/ nie umiałeś a już potrafisz!) pozwala również na wzrost poczucia sprawczości i motywacji.

– wszyscy: rozmowy z dziećmi co jest celem nauki (po co się uczymy) i kto ma wpływ na moje wyniki.

– wszyscy: ZAUFANIE SOBIE WZAJEMNIE. Wszak gramy w jednej drużynie.

 

Bo wiecie co, tak na koniec. To największa tajemnica stopni w szkole. One nie są najważniejsze. Stopień jest tylko skrótem w edukacji. Dobre oceny zapewniają nam spokój – złe są powodem do niepokoju, dobre przynoszą spokój. Ale to skrót, który często wiedzie na manowce, bo niczego po drodze nie tłumaczy. Sama wierzę, że można inaczej – w rozmowie, zaufaniu i słuchaniu siebie nawzajem. Dlatego też jestem wśród tych nauczycieli, którzy uważają, że da się żyć bez ocen. A wy, jak sądzicie? 

 

Artykuł powstał we współpracy z Polska Press w cyklu: “To nie jest na ocenę?”

Inne aktualności

Aktualności

09/08/2023
Prezentacja do warsztatów dla nauczycieli ,,Budując mosty”
Projekt „Młodzi Przedsiębiorczy. Program rozwoju kompetencji społecznych i obywatelskich w szkołach branżowych’’ korzysta z dofinansowania o wartości 110 187,00 EUR otrzymanego od Islandii, Liechtensteinu i Norwegii w ramach Funduszy EOG....
czytaj więcej»
29/09/2022
Wyniki konkursu dziennikarskiego „Budujemy społeczeństwo otwarte”
Znamy już zwycięzców V edycji konkursu na projekt materiału dziennikarskiego pt. "Budujemy społeczeństwo otwarte", zorganizowanego w ramach programu „I am European: Historie i fakty o migracjach na XXI wiek” finansowanego...
czytaj więcej»

Zobacz inne obszary naszych działań

Rodzic na odwyku od szkoły

Temat prac domowych i uczenia się w domu wywołuje od lat dyskusje. Ujawniają się różne poglądy, pojawiają różne propozycje – od całkowitego zakazu np. prac domowych po określenie jednostki czasu, jaki dziecko może spędzić nad lekcjami w domu. Głos zabierają uczniowie, nauczyciele i rodzice. To moment, w którym ci ostatni balansują między rolą natarczywego kontrolera i wyrozumiałego rodzica, a troska o przyszły sukces edukacyjny dziecka walczy ze zdrowym rozsądkiem.

Powstało wiele artykułów o liczbie godzin spędzanych nad lekcjami. W sieci szerzą się rodzicielskie anegdoty o poszukiwaniu dyni na poniedziałkowe zajęcia czy rodzinnym malowaniu plakatu na lepszą ocenę. Z rozmów ze znajomymi matkami i ojcami wiem, że rodzice sprawdzają zeszyty, piszą za dziecko wypracowania lub mocno ingerują w ich treść. Sami biorą się do prac domowych, obawiając się, że dziecko sobie nie poradzi lub że wyniki (oceny?) będą niezadowalające.

Temat szkoły w domu obecny jest do ostatnich godzin dnia: “Spakowałeś się?”, “Masz jutro jakiś sprawdzian?”, “Czy na pewno wszystko odrobiłeś?”, “Co z tym dodatkowym zadaniem…”. To już nie anegdoty i zasłyszane z rozmów sytuacje – to także moje pytania sprzed kilku lat. 

[Sylwia i Tomasz, rodzice trojga dzieci]: Mamy dwoje dzieci w wieku szkolnym (obecnie 4 i 1 klasa szkoły ponadpodstawowej). Starszy syn nas szybko ustawił do pionu, mówiąc “Jak mam się nauczyć, skoro chcecie to zrobić po swojemu”. Tu było łatwo odpuścić – dobra pamięć, koncentracja na lekcji, umiejętność szybkiego i trwałego uczenia się dawała jemu i nam poczucie bezpieczeństwa, że sam wszystko ogarnie. 

Z młodszą było inaczej – wydawało nam się, że wymaga od nas ciągłego sprawdzania, motywowania, przekonywania, tłumaczenia. W czasie edukacji zdalnej już nie tylko kontrolowaliśmy aktywności edukacyjne po szkole, ale też te na onlajnie (czy ma dostęp do kamery, czy ma przygotowane podręczniki, czy nie siedzi w telefonie itp). Okazało się, że nawet w sprawach, w których doskonale dałaby sobie radę, córka zaczęła prosić nas o pomoc, weryfikowała z nami, czy coś zrobiła dobrze. Chcieliśmy dobrze, a wyszło…gorzej. Mimowolnie odebraliśmy naszemu dziecku poczucie sprawczości i wiary we własne możliwości. I wtedy powiedzieliśmy STOP. Przede wszystkim sobie. Trwa to już kilka lat i objęło newralgiczne momenty edukacji naszych dzieci – ósmą klasę obojga, a teraz czas przedmaturalny jednego z nich i pierwszą klasę nowej szkoły. 

Co przestaliśmy robić:

  • Nie sprawdzamy codziennie dziennika elektronicznego. Nie instalujemy aplikacji mobilnej. Nie zaglądamy do sekcji z ocenami. 
  • Wchodzimy do dziennika elektronicznego tylko wtedy, gdy dostajemy powiadomienie o wiadomości od nauczyciela oraz sygnał od dziecka o konieczności usprawiedliwienia nieobecności. Robi to tylko jedno z nas.
  • Nie pytamy o planowane sprawdziany, oceny czy prace domowe. Wiemy o nich tyle, ile nam powiedzą. Bywa to miłą lub niemiłą niespodzianką.
  • Nie pytamy o oceny kolegów. Nie porównujemy naszych dzieci. Każde z nich musi włożyć zupełnie inny wysiłek, ma inne możliwości, w inny sposób się uczy.
  • Nie namawiamy dzieci do poprawiania ocen – zostawiamy to ich decyzji. 
  • Nie oglądamy ich zeszytów – starszy ich nie prowadzi, notuje gdzie popadnie; młodsza dba o ich wygląd, porządkuje notatki po swojemu.
  • Jeśli proszą nas o sprawdzenie zadania nie poprawiamy błędów, tylko zadajemy pytania, które pomagają im lepiej zrozumieć, gdzie i dlaczego się pojawia błąd.
  • Nie nagradzamy za wyniki, ale zawsze świętujemy koniec roku (niezależnie od świadectwa) i początek roku.

…nie przestając wspierać naszych dzieci.

Organizujemy bezpieczne warunki do uczenia się w domu

  • Tak organizujemy naszą przestrzeń i życie rodzinne, by uwzględniać w nich potrzebne dzieciom czas i przestrzeń na czytanie, uczenie się (jeśli chcą i to planują), odpoczynek. 
  • Dbamy o to, by miały spokojne warunki, dobre oświetlenie, ciszę. Pracują bez rozpraszaczy. 
  • Z rzadka pytamy, czy są jakieś obszary, w których potrzebują wsparcia. Wiedzą, że w każdej chwili mogą poprosić o pomoc. Po ich stronie jest wyłuskanie tego, czego naprawdę od nas potrzebują. 

Pomagamy im rozwijać kompetencję uczenia się 

  • Podpowiadamy różne techniki uczenia się – czasem z nich korzystają, czasem nie. 
  • Proponujemy, by skupili się na tym, co jest dla nich ważne. Przy pozostałych przedmiotach mogą ograniczyć się do minimum.
  • Zachęcamy do samooceny, pytając: Z czego jesteś zadowolony…Nad czym chciałabyś popracować
  • Jeśli coś im niespecjalnie pójdzie i się tym z nami podzielą (nie zawsze to robią), to zachęcamy je do wyciągnięcia własnych wniosków.  Zastanawiamy się wspólnie, co sprawiło największą trudność i dlaczego.
  • Gdy o czymś zapomną, pozwalamy im  ponieść tego konsekwencje. Nie donosimy zeszytów, kanapek, nie piszemy meili usprawiedliwiających do nauczycieli. 

Doceniamy i wspieramy ich potencjał

  • Doceniamy najmniejszy sukces, w tym ten nie edukacyjny (zachowanie na lekcji, postawę wobec koleżanki, zaangażowanie w życie szkoły). 
  • W małym stopniu koncentrujemy się na wynikach, choć je zauważamy. 
  • Rozmawiamy o ich celach (krótkoterminowych) i planach. Mamy zgodę (choć to jest trudne) na to, że czasem ich sobie nie stawiają lub że są one odmienne od naszych wyobrażeń. 
  • Piszemy (np. na koniec roku) do nauczycieli chwaląc nasze dzieci za wysiłek, jaki wkładają w pracę. 

Słuchamy z ciekawością tego, co przeżywają w szkole

  • Ze szkolnych anegdot, opowieści o lekcjach oraz sposobu, w jaki to wyrażają dużo więcej wiemy o wyzwaniach edukacyjnych czy emocjonalnych naszych dzieci niż z oceny na sprawdzianie.
  • Podejmujemy kontakty ze szkołą, kiedy od dziecka słyszymy, że jest jakaś trudność. Zawsze wcześniej sprawdzamy, czy nasze dziecko nie chce tego spróbować rozwiązać samodzielnie. 
  • Inicjujemy lub bierzemy udział w szkolnych rozmowach (z racji pracy w obszarze edukacji), np. wokół oceniania czy ilości sprawdzianów, jeśli widzimy, że to jest zbytnim obciążeniem dla dzieci.

Dlaczego to robimy?

Takie podejście pozwala dzieciom wierzyć we własne możliwości, ćwiczyć się w samodzielności i odpowiedzialności, doświadczać konsekwencji własnych decyzji i w sobie lokalizować źródło sukcesów i niepowodzeń. Ostatnio usłyszałam, jak moje dziecko mówiło do koleżanki “Mama mnie nie sprawdza. Ma do mnie zaufanie…”.

W nas rodzicach wyzwala to odporność na sukcesy i niepowodzenia szkolne naszych dzieci. Nie próbujemy już zaspokajać własnych ambicji i planów, tylko jesteśmy uważni na ich potrzeby i emocje. Przestaliśmy też brać udział w niepisanym konkursie na “najlepiej zorganizowanego rodzica roku”. I jest nam wszystkim łatwiej. 

I w końcu znów jesteśmy rodzicami, a nie nauczycielami. A w domu zajmujemy się przede wszystkim sprawami rodzinnymi, nie szkolnymi. 

To nie znaczy, że nie mamy wątpliwości i że nie włącza się w nas rodzic troszczący się nadmiernie o niepewną wszak przyszłość własnego dziecka. Wtedy nasze dzieci przywołują nas do porządku, wprost mówiąc: „Pozwólcie nam samym decydować”, ” Nie wracajcie się”, „Spokojnie, nie martwcie się, ogarniamy…”.

 

 

Artykuł powstał we współpracy z Polska Press w cyklu: “To nie jest na ocenę?

Inne aktualności

Aktualności

09/08/2023
Prezentacja do warsztatów dla nauczycieli ,,Budując mosty”
Projekt „Młodzi Przedsiębiorczy. Program rozwoju kompetencji społecznych i obywatelskich w szkołach branżowych’’ korzysta z dofinansowania o wartości 110 187,00 EUR otrzymanego od Islandii, Liechtensteinu i Norwegii w ramach Funduszy EOG....
czytaj więcej»
29/09/2022
Wyniki konkursu dziennikarskiego „Budujemy społeczeństwo otwarte”
Znamy już zwycięzców V edycji konkursu na projekt materiału dziennikarskiego pt. "Budujemy społeczeństwo otwarte", zorganizowanego w ramach programu „I am European: Historie i fakty o migracjach na XXI wiek” finansowanego...
czytaj więcej»

Zobacz inne obszary naszych działań

Jak oceniać kompetencje językowe dzieci z doświadczeniem migracji?

Artykuł pt. Jak oceniać kompetencje językowe dzieci z doświadczeniem migracji?
Przybliża nauczycielom złożoność procesu nabywania języka polskiego jako obcego. W materiale Czytelnicy znajdą istotne informacje dotyczące procesu nabywania języka kraju osiedlenia jako języka drugiego. Autorka daje wskazówki, w jaki sposób odwoływać się do etapów nabywania języka w oceniając kompetencji językowych ucznia. Podpowiada również w jaki sposób proces akulturacji wpływa na naukę języka. Artykuł zawiera również przegląd przykładowych narzędzi do badania poziomu umiejętności językowych w języku kraju osiedlenia dzieci z doświadczeniem migracji.

Inne aktualności

Aktualności

09/08/2023
Prezentacja do warsztatów dla nauczycieli ,,Budując mosty”
Projekt „Młodzi Przedsiębiorczy. Program rozwoju kompetencji społecznych i obywatelskich w szkołach branżowych’’ korzysta z dofinansowania o wartości 110 187,00 EUR otrzymanego od Islandii, Liechtensteinu i Norwegii w ramach Funduszy EOG....
czytaj więcej»
29/09/2022
Wyniki konkursu dziennikarskiego „Budujemy społeczeństwo otwarte”
Znamy już zwycięzców V edycji konkursu na projekt materiału dziennikarskiego pt. "Budujemy społeczeństwo otwarte", zorganizowanego w ramach programu „I am European: Historie i fakty o migracjach na XXI wiek” finansowanego...
czytaj więcej»

Zobacz inne obszary naszych działań

Język komunikacji a język edukacji oraz specyfika uczenia języka edukacji

Artykuł pt. „Język komunikacji a język edukacji oraz specyfika uczenia języka edukacji” ma na celu uświadomienie kadrze, która wspiera uczniów przybywających z Ukrainy (lub innych krajów), że tzw. język komunikacji, który jest niezbędny do nawiązywania kontaktów, budowania relacji z innymi, czy też radzenia sobie w codziennych sytuacjach, jest pierwszym koniecznym krokiem w nauce języka polskiego. Jednak nie jest wystarczający do pełnego uczestniczenia w procesie edukacji. Do tego koniecznie jest opanowanie tzw. języka edukacji szkolonej, który pozwoli na korzystanie z podręczników, wypowiadanie się z użyciem właściwej terminologii, pisanie prac itp. W materiale Czytelnicy znajdą cenne wskazówki czym różni się język komunikacji od języka edukacji oraz czym różni się proces nabywania biegłości w posługiwaniu się obydwoma. Dowiedzą się również jak można ułatwić naukę uczniom, którzy dopiero zaczynają uczyć się języka edukacji.

Inne aktualności

Aktualności

09/08/2023
Prezentacja do warsztatów dla nauczycieli ,,Budując mosty”
Projekt „Młodzi Przedsiębiorczy. Program rozwoju kompetencji społecznych i obywatelskich w szkołach branżowych’’ korzysta z dofinansowania o wartości 110 187,00 EUR otrzymanego od Islandii, Liechtensteinu i Norwegii w ramach Funduszy EOG....
czytaj więcej»
29/09/2022
Wyniki konkursu dziennikarskiego „Budujemy społeczeństwo otwarte”
Znamy już zwycięzców V edycji konkursu na projekt materiału dziennikarskiego pt. "Budujemy społeczeństwo otwarte", zorganizowanego w ramach programu „I am European: Historie i fakty o migracjach na XXI wiek” finansowanego...
czytaj więcej»

Zobacz inne obszary naszych działań

Jak rozmawiać o uchodźcach? Materiały metodyczne

Prezentujemy zestaw materiałów metodycznych, które pomogą Ci przygotować się do rozmowy z uczniami i uczennicami na temat uchodźców i uchodźczyń oraz migracji.

Rozmowa o osobach uchodźczych w szkole nie jest łatwa. Wysoki poziom emocjonalny sporu, istniejące stereotypy i lęk utrudniają przeprowadzenie dobrej i empatycznej dyskusji. Jednocześnie obecnie temat migracji obecny jest w życiu niemal każdego z nas, zatem również w życiu szkoły. Tym bardziej zatem potrzebne jest wsparcie nauczycieli i nauczycielek w rozmawianiu na tematy uchodźcze.

 

 

W poniższych materiałach znajdziesz:

 

  • 4 komentarze metodyczne do scenariusza lekcji “Rozmawiajmy o uchodźcach w Polsce” opracowanego przez CEO. Scenariusze poruszają tematy: 1) przyczyn potencjalnych konfliktów i wskazówek do prowadzenia zajęć 2) języka, 3) emocji towarzyszących rozmowie o uchodźcach, 4) stereotypów i refleksyjności

 

  • komentarz nauczycielski do scenariusza lekcji “Rozmawiajmy o uchodźcach w Polsce” zawierający garść dobrych praktyk

 

  • materiał metodyczny proponujący kilka sposobów reakcji na powtarzające się sytuacje i zdania wypowiadane przez młodych ludzi w kontekście uchodźczym

 

  • materiał metodyczny pozwalający wykorzystać film ZOZO (2005) Josefa Faresa jako tekst kultury do pracy na lekcji języka polskiego lub etyki

 

  • materiał proponujący 10 porad jak prowadzić dobrą rozmowę oraz informacje o programie “Rozmawiajmy o uchodźcach”

 

  • materiał wprowadzający do metody Deep Democracy (“głęboka demokracja”), inaczej CoResolve, która pozwala na podejmowanie decyzji przez grupę w sposób włączający głosy mniejszości

 

  • relację z warsztatów „About migration without prejudice” i zbiór dobrych praktyk wypracowanych na warsztatach

 

  • relację oraz doświadczenia uczniów z projektu włączającego „Budujemy Mosty: Europa”

 

  • publikację pokazującą jak przygotować uczniów na przyjęcie w szkole dzieci uchodźców

 

  • materiał dotyczący Jana Pawła II i migracji

 

  • materiały wskazujące sposoby wprowadzenia tematu migracji na lekcje biologii, języka polskiego, historii, etyki, plastyka i zajęć artystycznych, języka obcego, godziny wychowawczej, wosu, geografii i edukacji medialnej

 

Mamy nadzieję, że powyższe materiały pomogą Ci prowadzić w szkole dobrą rozmowę na tematy migracji, uchodźców i uchodźczyń.

Inne aktualności

Aktualności

09/08/2023
Prezentacja do warsztatów dla nauczycieli ,,Budując mosty”
Projekt „Młodzi Przedsiębiorczy. Program rozwoju kompetencji społecznych i obywatelskich w szkołach branżowych’’ korzysta z dofinansowania o wartości 110 187,00 EUR otrzymanego od Islandii, Liechtensteinu i Norwegii w ramach Funduszy EOG....
czytaj więcej»
29/09/2022
Wyniki konkursu dziennikarskiego „Budujemy społeczeństwo otwarte”
Znamy już zwycięzców V edycji konkursu na projekt materiału dziennikarskiego pt. "Budujemy społeczeństwo otwarte", zorganizowanego w ramach programu „I am European: Historie i fakty o migracjach na XXI wiek” finansowanego...
czytaj więcej»

Zobacz inne obszary naszych działań