Destylacja wody, czyli jak uczynić wodę słoną zdatną do picia

Jak Słońce może zmienić słoną wodę w wodę zdatną do picia

Dla nadmorskich miejscowości dostęp do czystej wody pitnej jest prawdziwym problemem. Chociaż wokół jest mnóstwo wody, to woda morska nie nadaje się do picia. Opady deszczu występują rzadko, a woda w otwartych studniach szybko ulega zasoleniu.

Aby rozwiązać ten problem, wystarczy zbudować prosty destylator wody, który wykorzystuje jedno niewyczerpalne źródło energii: energię słoneczną.

Jak to działa?

Do budowy destylatora wystarczy taca ze stali ocynkowanej i szklane, nachylone pod kątem przykrycie. Woda paruje, skrapla się na pokrywie i spływa do rury zbiorczej. Taki destylator produkuje dziennie od 8 do 10 litrów wody o niezwykle wysokiej jakości. Badania naukowe wykazały, że woda ta jest pozbawiona soli, drobnoustrojów i związków azotu. Destylator sprawdza się przy każdym rodzaju wody.

  1. Płytom ze stali ocynkowanej nadaje się kształt prostokątnych zbiorników, które wykłada się blachą falistą i przykrywa szklanymi pokrywami. Stalowe płyty należy pomalować na czarno, aby pochłaniały promienie słoneczne i promieniowanie. Następnie zbiorniki mocuje się na słupach w najbardziej i najdłużej nasłonecznionym miejscu.
  2. Każdy zbiornik napełnia się wodą brakiczną, przy czym powinien on posiadać niewielki kanał przy podstawie służący do odpływu wody. Kanały łączą się z rurą prowadzącą do pojemnika lub naczynia, w którym zbiera się oczyszczona woda.
  3. Słupy należy ustawić tak, aby cała konstrukcja była pochylona pod kątem 15 stopni, z nachyleniem w stronę kanału. Gdy stalowa płyta nagrzeje się, woda w zbiorniku zacznie parować, a na szklanej pokrywie pojawią się krople wody, które będą kapać do kanału. Tak oczyszczona woda będzie stopniowo spływać przez rurę do pojemnika/naczynia.

Pan Jayaratne z Andaragasyaya na Sri Lance

Pan Jayaratne mieszka w miejscowości Andaragasyaya i zawodowo zajmuje się rolnictwem. Ze skromnego miesięcznego wynagrodzenia w wysokości 12.000 rupii utrzymuje siedmioosobową rodzinę. Tak jak dla wielu innych rodzin zamieszkujących wioskę Kirinda, jego poważnym zmartwieniem jest zapewnienie źródła wody pitnej. Gospodynie domowe są zmuszone nosić wodę z otwartej studni kopanej położonej dwa kilometry od ich domów.

Pan Jayaratne usłyszał o metodzie destylacji wody na spotkaniu organizacji Practical Action, na którym opisywano technologie oczyszczania wody. Po naradzie z rodziną, zbudował w swoim gospodarstwie destylator, dzięki któremu jego rodzina codziennie uzyskuje od 8 do 10 litrów wysokiej jakości wody.

Wcześniej spędzałam wiele godzin na noszeniu wody z daleka, a teraz mogę wykorzystać ten czas na dokończenie codziennych prac i zajęcie się bydłem, co znacznie zwiększyło dochody całej rodziny – opowiada żona pana Jayaratne.

http://practicalaction.org/water-distillation-1

Inne aktualności

Aktualności

09/08/2023
Prezentacja do warsztatów dla nauczycieli ,,Budując mosty”
Projekt „Młodzi Przedsiębiorczy. Program rozwoju kompetencji społecznych i obywatelskich w szkołach branżowych’’ korzysta z dofinansowania o wartości 110 187,00 EUR otrzymanego od Islandii, Liechtensteinu i Norwegii w ramach Funduszy EOG....
czytaj więcej»
29/09/2022
Wyniki konkursu dziennikarskiego „Budujemy społeczeństwo otwarte”
Znamy już zwycięzców V edycji konkursu na projekt materiału dziennikarskiego pt. "Budujemy społeczeństwo otwarte", zorganizowanego w ramach programu „I am European: Historie i fakty o migracjach na XXI wiek” finansowanego...
czytaj więcej»

Zobacz inne obszary naszych działań

Plony mimo powodzi – pływające ogrody

Jak ludzie dostosowują się do zmian klimatu i walczą o bezpieczeństwo żywnościowe?

Dla osób, które mieszkają w regionach zalewanych podczas pory deszczowej, takich jak okolice nadrzeczy w Bangladeszu, uprawa roślin jest niemożliwa.

Pływający ogród to pomysłowe rozwiązanie wykorzystujące hiacynty wodne, które zbiera się do budowy tratwy. Na tratwę wysypuje się ziemię połączoną z nawozem krowim, a następnie sadzi warzywa. Co roku trzeba zbudować nową tratwę, ale stara może posłużyć jako nawóz w czasie pory suchej.

Jak to działa?

Tratwy, o długości ośmiu metrów i szerokości jednego metra, są zbudowane z hiacyntów, które nic nie kosztują i są dostępne w okolicy. Na powierzchnię tratwy sypie się ziemię, w której sadzi się nasiona. Tak hoduje się warzywa wiosenne i zimowe takie jak tykwa, okra i warzywa liściaste.

Pływające ogrody zapewniają niezbędne pożywienie nawet podczas corocznej mongi (okresu niedoboru żywności). Mogą one również stanowić alternatywne źródło dochodu, dzięki sprzedaży nadwyżek żywności na targu. Tratwy można przenosić w różne miejsca, więc z tego rozwiązania mogą korzystać także osoby, które tymczasowo lub definitywnie straciły dom i ziemię.

Rodziny uczą się metody uprawiania warzyw w specjalnych dołach o wymiarach 30 cm na 30 cm, w których sadzi się nasiona. Każde gospodarstwo domowe dysponuje dziesięcioma takimi dołami do sadzenia warzyw i otrzymuje dziesięć różnych odmian szybko rosnącego i przynoszącego wysokie plony warzywa, a także nasiona orzechów ziemnych.

Odbywają się szkolenia w zakresie nowych metod stwarzania odpowiednich warunków upraw, w celu zapewnienia wyższych i lepszych plonów przez cały rok. Prezentowane są sposoby przeciwdziałania chorobom roślin i atakom szkodników za pomocą organicznych metod kontroli (np. domowej roboty botanicznych środków owadobójczych). Można dowiedzieć się, jak przygotować rozsadniki, kompost i wzbogacić piaszczystą glebę kompostem i obornikiem.

Rahima z Bangladeszu

Rahima ma 31 lat, jest żoną Oziara i mieszka w Kutir Para, Dokhin Balapara, unia Mohishkhocha, poddystrukt Aditmari, dystrykt Lalmonirhat. Jest najstarsza z pięciorga rodzeństwa.

Od dzieciństwa odczuwała niedogodności związane z niedoborem żywności, ubrań i odpowiedniego mieszkania. Dzisiaj, gdy mieszka w domu męża z córką i synem, niewiele się zmieniło. Niepewność, czy będzie w stanie zapewnić opiekę medyczną i wykształcenie swoim dzieciom jest jej dużym zmartwieniem.

Rahima wraz z rodziną mieszka w małej chacie położonej na ziemi należącej do kogoś innego, w pokoju o powierzchni około 300 stóp kwadratowych (około 28 m2). Odczuła skutki erozji i zmieniała miejsce zamieszkania dwanaście razy w życiu.

Jej mąż zatrudnia się do pomocy przy uprawie ziemi. Musi podróżować w poszukiwaniu pracy i co najmniej pięć miesięcy w roku przebywa poza domem. Zarabia od 150 do 200 tak dziennie, jeżeli pracuje z dala od domu. Za pracę w pobliżu domu dostaje od 100 do 120 tak dziennie. Jednak o pracę nie jest łatwo i są okresy, kiedy nie jest nigdzie zatrudniony.

Rahima ma teraz pływający ogród

– Jedzenie i mieszkanie jest dla nas dużym problemem. Gotujemy raz dziennie i jemy dwa razy dziennie. Kiedy nie mogłam sobie poradzić sama, pożyczałam i prosiłam innych o pomoc.

– Wiem już, jak to się robi i nie przerwę pracy, gdy projekt się skończy.

Rahima jest zadowolona z poznanej technologii, ponieważ zapewnia jej stałe źródło żywności w okresach nieurodzaju i daje możliwość pozyskania innych dóbr za przychody ze sprzedaży nadwyżki wyhodowanych warzyw. To są jej pierwsze doświadczenia związane z tą technologią.

Zbierając plony 7 razy, zebrała 270 kg szpinaku wodnego i 6 kg okry. Z 270 kg szpinaku, 210 kg sprzedała po cenie 5 tak za kilogram, czyli zarobiła 1050 tak. Te pieniądze bardzo przydają się jej rodzinie w okresie nieurodzaju, który panuje od sierpnia do października.

– Nie ucinam szpinaku u nasady, co sprawia, że młode liście rosną szybciej. Dzięki temu mogłam go przyciąć 7 razy i udało mi się zebrać go więcej.

– Kiedyś musiałam kupować 1 kg warzyw dziennie, a teraz codziennie mam świeże i organiczne warzywa prosto z mojego ogródka. To mi bardzo pomaga w okresach nieurodzaju.

Rahima wydała 350 tak na ryż, 150 tak – na przyprawy (sól i olej) i podarowała 350 tak swojemu mężowi, żeby w miejscowym sklepie kupił sobie herbatę i papierosy. Kupiła też kaczkę za 200 tak, która teraz znosi jaja.

Wyhodowane warzywa sprzedaje okolicznym mieszkańcom. Nie musi ich zanosić na rynek, ponieważ ma wystarczająco dużo klientów wśród sąsiadów.

– Ludzie i krewni z innych miejscowości przyjeżdżają i widzą moje ogrody. Są nimi zainteresowani i też chcą takie założyć. Proszą, żebym im pomogła w przyszłym sezonie.

– W tym sezonie wykorzystam zbutwiałe hiacynty do produkcji dyń i mam nadzieję, że będę miała ich więcej. Jestem pod wrażeniem tego, jak ogólnie dostępny i nieużywany hiacynt może być wykorzystywany do uprawy warzyw.

– Mój mąż mi pomoże albo nie. Następnym razem przygotuję 3-4 rozsadniki i zacznę 2 miesiące wcześniej niż w tym roku.

http://practicalaction.org/floating-gardens

Inne aktualności

Aktualności

09/08/2023
Prezentacja do warsztatów dla nauczycieli ,,Budując mosty”
Projekt „Młodzi Przedsiębiorczy. Program rozwoju kompetencji społecznych i obywatelskich w szkołach branżowych’’ korzysta z dofinansowania o wartości 110 187,00 EUR otrzymanego od Islandii, Liechtensteinu i Norwegii w ramach Funduszy EOG....
czytaj więcej»
29/09/2022
Wyniki konkursu dziennikarskiego „Budujemy społeczeństwo otwarte”
Znamy już zwycięzców V edycji konkursu na projekt materiału dziennikarskiego pt. "Budujemy społeczeństwo otwarte", zorganizowanego w ramach programu „I am European: Historie i fakty o migracjach na XXI wiek” finansowanego...
czytaj więcej»

Zobacz inne obszary naszych działań

Moc kultur w szkole

Moc kultur w szkole

Wbrew obiegowej opinii, że Polska jest państwem homogenicznym kulturowo, liczba uczniów cudzoziemskich stale wzrasta. Tendencja ta oznacza, że nasze szkoły stopniowo będą się zmieniać w placówki wielokulturowe. Przedstawiamy praktyczny poradnik, jak wesprzeć społeczność szkolną w tym procesie.

 

Według danych Ministerstwa Edukacji Narodowej w roku szkolnym 2017/2018 w przedszkolach i szkołach uczyło się prawie 30 tys. dzieci niebędących obywatelami polskimi (rok wcześniej 21 tys.). W ciągu pięciu lat liczba ta wzrosła czterokrotnie. Wszystko wskazuje na to, że trend migracyjny będzie się utrzymywał. Jak przekłada się to na potrzeby różnych osób w szkole?

Zmiana obejmuje wszystkich

Gdy w szkole lub klasie pojawia się uczeń cudzoziemski, zarówno on sam, jak i cała społeczność szkolna stają w obliczu nowej sytuacji, która rodzi specyficzne potrzeby.

Dla uczniów cudzoziemskich migracja jest doświadczeniem, któremu zwykle towarzyszą silne emocje. Z jednej strony przeprowadzka do nowego kraju obniża poczucie bezpieczeństwa oraz rodzi stres związany z nieznanym kontekstem kulturowym, obcym językiem, niepewnością zasad panujących w nowym środowisku, brakiem przyjaciół. Z drugiej – nowe miejsce budzi często ciekawość i chęć poznania, nawiązywania relacji z rówieśnikami, odkrywania okolicy.

Dla opiekunów dzieci cudzoziemskich nowa szkoła jest tylko jedną z wielu stresujących zmian wynikających z migracji do innego kraju. Rodzice stają w obliczu konieczności zrozumienia realiów organizacyjnych, prawnych i społecznych związanych z edukacją. Często chodzi o codzienne funkcjonowanie szkoły. Algorytmy, według których funkcjonuje szkoła, oparte są z jednej strony na zwyczajach i niepisanych ustaleniach, z drugiej – na regulaminach, programach i innych dokumentach. W obu przypadkach dla rodziców dzieci cudzoziemskich mechanizmy te są trudno dostępne, co rodzi poczucie zagubienia.

Dla społeczności szkolnej i polskich uczniów pojawienie się dzieci cudzoziemskich również stanowi nową sytuację.

Szkoła wielokulturowa to system naczyń połączonych. Od nastawienia – systemowych rozwiązań, ale też podejścia kadry pedagogicznej oraz rówieśników – zależy sukces integracji dzieci cudzoziemskich i powracających do kraju, z kolei kompetencje międzykulturowe stają się coraz bardziej istotne w życiu społecznym i zawodowym, a różnorodność społeczna jest szansą na poszerzenie repertuaru doświadczeń oraz poznanie innych sposobów rozumienia świata.
(…)

Wsparcie dzieci…

Jest ono kluczowe zwłaszcza w pierwszym okresie pobytu ucznia w nowej szkole. Powinna ona dostarczać mu narzędzi pozwalających – w realistycznej perspektywie czasowej – dorównać dzieciom polskim. Jednym ze sposobów jest tu rozpoznanie i docenienie talentów oraz umiejętności, które rozwinął w kraju pochodzenia. A inne to:

1. Komunikacja i dobre poznanie ucznia.

Kluczowa jest komunikacja zarówno z dzieckiem, jak i jego rodziną. Rozmowa buduje zaufanie i daje wiedzę o tym, czego uczeń potrzebuje i jak można go wesprzeć. Jeśli barierą jest nieznajomość języka, poprośmy o pomoc w tłumaczeniu nauczycieli języków obcych lub studentów filologii obcych.

2. Nauka języka.

Dzieci nieznające języka polskiego są w szczególnie trudnej sytuacji, ponieważ podczas lekcji nie mogą uczestniczyć ani w nauce, ani w wielu aktywnościach społecznych. Niestety, prawo oświatowe nie umożliwia tworzenia klas przygotowawczych, które byłyby poświęcone wyłącznie nauce języka polskiego. Co zatem pozostaje? Możliwe jest zorganizowanie dodatkowych lekcji języka polskiego jako obcego (koszty ponosi organ prowadzący) lub zaangażowanie wolontariuszy – studentów glottodydaktyki, bibliotekarzy, chętnych rodziców.

3. Asystent kulturowy.

Nawet przy intensywnej nauce języka proces ten będzie trwał miesiącami. W tym czasie szkoła może zatrudnić tzw. asystenta kulturowego, czyli pomoc nauczyciela władającą językiem pochodzenia ucznia [art. 165 ustawy z 7.09.1991 r. o systemie oświaty (Dz.U. z 2018 r. poz. 1457)]). Dla dzieci cudzoziemskich otoczonych całkowicie nową rzeczywistością obecność kogoś rozumiejącego ich język i realia kulturowe może być nieocenionym wsparciem.

4. Indywidualne podejście.

Niezależnie od wsparcia w nauce polskiego i nadrabianiu różnic programowych pierwszy okres obecności ucznia w szkole wymaga indywidualnego podejścia. Ważne jest m.in. zbudowanie indywidualnego planu kształcenia oraz całościowa ewaluacja (przy współpracy z rodzicami) potencjału dziecka.

5. Przydzielenie ucznia opiekuna.

Sprawdzony sposób włączania każdego dziecka, w tym także cudzoziemskiego, do społeczności klasowej i szkolnej proponuje dr Jacek Pyżalski: – Poproszenie lubianego ucznia/uczennicy w klasie (zawsze tej samej płci co dochodzący uczeń), aby pierwszy zaczął rozmawiać z tym dochodzącym uczniem/uczennicą, opowiedział mu o szkole. Przy okazji osoba taka będzie stanowić wzór dla innych – w kontekście kontaktowania się z nową osobą – mówi.

…i rodziców

Rodzice dzieci migranckich potrzebują przede wszystkim wsparcia w zrozumieniu realiów polskiej szkoły. Dobrą praktyką z tego zakresu jest opracowanie tzw. pakietu powitalnego. Jest to broszura w języku zrozumiałym dla rodziców, w której zawarte są wszelkie ważne informacje, np. mapa dojazdu do szkoły, schemat systemu edukacji w Polsce, kalendarz roku szkolnego z zaznaczonymi dniami wolnymi, rozkład lekcji i przerw, rzeczy potrzebne w szkole, porady, co zrobić w typowych sytuacjach (złe samopoczucie, brak pracy domowej, nawiązywanie nowych znajomości itp.).
(…)

To tylko fragment artykułu Maliny Baranowskiej-Janusz i Małgorzaty Leszko pt. Moc kultur w szkole. Cały artykuł zostanie opublikowany w miesięczniku „Dyrektor Szkoły” 1/2019, zobacz: www.czasopisma.wolterskluwer.pl/dyrektor-szkoly

 

Malina Baranowska-Janusz jest psycholożką międzykulturową, trenerką i koordynatorką projektów antydyskryminacyjnych i wielokulturowych w CEO.

Małgorzata Leszko jest trenerką i koordynatorką programów edukacji antydyskryminacyjnej w CEO.

Inne aktualności

Aktualności

09/08/2023
Prezentacja do warsztatów dla nauczycieli ,,Budując mosty”
Projekt „Młodzi Przedsiębiorczy. Program rozwoju kompetencji społecznych i obywatelskich w szkołach branżowych’’ korzysta z dofinansowania o wartości 110 187,00 EUR otrzymanego od Islandii, Liechtensteinu i Norwegii w ramach Funduszy EOG....
czytaj więcej»
29/09/2022
Wyniki konkursu dziennikarskiego „Budujemy społeczeństwo otwarte”
Znamy już zwycięzców V edycji konkursu na projekt materiału dziennikarskiego pt. "Budujemy społeczeństwo otwarte", zorganizowanego w ramach programu „I am European: Historie i fakty o migracjach na XXI wiek” finansowanego...
czytaj więcej»

Zobacz inne obszary naszych działań

Co wiemy, a czego nie o kanadyjskich lasach

Nie tylko czerwone klony

Kanada niezaprzeczalnie kojarzy się nam jako kraina z charakterystycznym czerwonym liściem klonu na narodowej fladze oraz ze smakiem bursztynowego, słodkiego syropu klonowego. Czy klon cukrowy, srebrzysty i czerwony to jedyne leśne atuty tego państwa? Odpowiedź brzmi: z pewnością nie.

Otóż Kanada, drugi co do wielkości zajmowanej powierzchni kraj na świecie, prawie w połowie (45%) pokryty jest lasami. Zalesiony obszar odpowiada powierzchni 4 489 263 km2, czyli terenowi 14 razy większemu od Polski. Pozwala to Kanadzie uplasować się na trzecim miejscu w rankingu największych obszarów leśnych na świecie, zaraz po Rosji i Brazylii. W drzewostanie dominują gatunki iglaste, jak: modrzewie, białe i czarne świerki, jodły oraz sosny. Nie brakuje jednak wyżej wspomnianych już klonów, brzóz, topoli, wierzb i ols.

Kto lasami zarządza

Większość lasów Kanady jest własnością publiczną (lasy publiczne stanowią 93%, lasy na terenach prywatnych stanowią jedynie 7%), którą zarządzają prowincje, terytoria i rząd federalny w imieniu wszystkich Kanadyjczyków. Każda prowincja (z dziesięciu) oraz terytorium (z trzech) spełniają kluczową rolę w zarządzaniu zasobami leśnymi oraz w ich ochronie na swoich terenach. To prowincje i terytoria kontrolują wyrąb drzew na swoich terenach i przydzielają licencje na pozyskiwanie drewna. Prawo ustawodawcze oraz przepisy wykonawcze dotyczące gospodarki leśnej na terenach Kanady, słyną z najbardziej rygorystycznych zapisów na świecie. Wniosek z tego, że Kanadyjczycy są świadomi swojego bogactwa naturalnego, jaki stanowią ich obszary leśne. Choć przepisy ustawowe mogą różnić się nieco w każdej prowincji czy terytorium, na wszystkich terenach obowiązuje zarządzanie lasami w sposób zrównoważony, nie wykluczając przy tym ochrony dzikiej przyrody, rybołówstwa, gleb oraz różnorodności biologicznej. Kanadyjskie lasy stanowią dom dla 140000 gatunków zwierząt, m.in. niedźwiedzia czarnego (Baribal), niedźwiedzia szarego (Grizli), karibu (renifera) czy szarego wilka.

Kanada posiada 280 000 km2 lasów certyfikowanych przez Forest Stewardship Council (FSC, Rada Dobrej Gospodarki Leśnej), najwięcej niż jakikolwiek inny kraj (statystyki światowe oraz Polskie można podejrzeć tu: http://pl.fsc.org/2011/11/najnowsze-statystyki-fsc-w-polsce-i-na-swiecie/). Forest Stewardship Council to międzynarodowa organizacja, certyfikująca odpowiedzialną i zrównoważoną gospodarkę leśną. W Kanadzie z certyfikatem FSC dostępne są (oprócz lasów) produkty takie jak: drewno, drewniane materiały budowlane, drewniane meble, papier, materiały papiernicze, materiały higieniczne (chusteczki, papier toaletowy) oraz masa papierowa (pulpa). Dla wygody konsumentów na kanadyjskiej stronie http://findfsc.com/ można je wyszukać w dowolnej prowincji czy mieście. W Polsce aż 631 firm posiada certyfikat FSC. Znaleźć je można za pomocą ogólnoświatowej wyszukiwarki FSC: http://info.fsc.org/ wpisując nazwę naszego kraju.

Decyzje w rękach społeczeństwa

Kanadyjczykom los lasów nie jest obojętny i chętnie angażują się oni w decyzje, które zapadają w związku z rozwojem polityki leśnej. Plany dotyczące sposobu zarządzania kanadyjskimi lasami muszą być przejrzyste i udostępniane do publicznych konsultacji. Dlatego wszelkie decyzje zapadające w sprawie lasów obejmują szerokie spektrum użytkowników lasów, czyli: społeczeństwo (w tym rdzenni mieszkańcy Kanady), przemysł leśny, organizacje ochrony środowiska etc. W Polsce 82% lasów to także lasy publiczne (18% stanowią lasy prywatne), których los nie jest nam obojętny. Czy my także mamy wpływ na zarządzanie nimi? Niektóre Nadleśnictwa np. Lubichowo zachęcają społeczności lokalne do wzięcia udziału w projektach, w których mogliby zgłosić swoje uwagi dotyczące planowania ochrony rezerwatów. Mam jednak poczucie, jako mieszkanka dużego miasta, że tego typu informacje nie są odpowiednio wystarczająco szeroko nagłaśniane i ich znalezienie graniczy z cudem.

First nations – rdzenni mieszkańcy Kanady

Ważną kwestią w gospodarowaniu lasami kanadyjskimi jest planowanie gospodarki leśnej tak, aby respektowała prawa Indian i Inuitów (Eskimosów), rdzennej ludności tych terenów. Około 80% tych społeczności zamieszkuje rezerwaty ulokowane w lasach. Kanadyjskie lasy przez wieki stanowiły dla indiańskich plemion dom, pełniąc ważną rolę kulturową, duchową, a także materialną. Dostarczały bowiem drewna, ryb, zwierzyny leśnej, ziół oraz roślin wykorzystywanych w medycynie. Indianie doskonale potrafią żyć w harmonii ze swoim otoczeniem i rozumieją, jak bardzo ekosystem leśny jest połączony z życiem człowieka oraz środowiskiem naturalnym. Programy kanadyjskiego rządu federalnego, jak np. First Nations Forestry Program, pomagają rdzennym mieszkańcom zwiększyć ich zaangażowanie w sektorze leśnym i czerpać z niego ekonomiczne zyski.

Las borealny i las deszczowy strefy umiarkowanej 

Lasy borealne, czyli kanadyjska tajga, zajmują 82% wszystkich obszarów leśnych Kanady. Stanowią one niepowtarzalny ekosystem, który tworzy obszerny magazyn dla atmosferycznego węgla, którego las borealny jest w stanie zakumulować w ilości ponad 70 miliardów ton. Jeden hektar lasów borealnych jest w stanie związać prawie dwa razy więcej czystego chemicznie węgla niż hektar lasów tropikalnych.

Las borealny – Lyell Island, British Columbia, Canada. Photo: Sam Beeb, Ecotrust (flickr/cc-by)

Charakterystyczne dla lasów tego regionu jest to, że jest on jednym z największych na świecie odnawialnym zbiornikiem słodkiej wody. Szacuje się, że jeziora i rzeki w kanadyjskich lasach borealnych zajmują łącznie 800 tys. km2. W związku z tym kanadyjskie lasy nie tylko odgrywają ważną rolę w globalnych zmianach klimatycznych, ale też odgrywają kluczową rolę w światowej ochronie wód.

Część północnego lasu borealnego nie została jak dotąd naruszona przez człowieka i jest chroniona. Mimo to każdego roku powierzchnia kanadyjskich lasów borealnych maleje o 4000 km2. Dzieje się tak, gdyż las borealny stanowi ponad 80% kanadyjskiej lesistości, która z kolei jest główną gałęzią kanadyjskiej gospodarki. Ale o tym za chwilę.

Oprócz lasu borealnego na terenach Kanady występują również wilgotne lasy strefy umiarkowanej (nazywane też lasami deszczowymi lub wiecznie zielonymi lasami strefy umiarkowanej). W Ameryce Północnej takim lasem poszczycić się może zachodnie wybrzeże od Alaski po północna Kalifornię. W Kanadzie, na terenie Kolumbii Brytyjskiej (od strony Pacyfiku), rozciąga się największy na świecie obszar nienaruszonego umiarkowanego lasu deszczowego. Ponieważ klimat jest bardzo korzystny (stale wilgotny, z równomiernymi opadami w ciągu roku), drzewa w tych lasach są zielone przez cały rok i niektóre z nich osiągają olbrzymie rozmiary.

Czerwony cedr – Meares Island, British Columbia, Canada. Photo: hern42 (flickr/cc-by-sa)

Haida Gwaii, British Columbia, Canada. Photo: Sam Beeb, Ecotrust (flickr/cc-by)

Kanadyjski las wilgotny tej strefy zajmuje powierzchnię 6,4 milionów hektarów. Dzięki porozumieniu ekologów i przedstawicieli przemysłu drzewnego w sprawie ochrony lasów deszczowych na zachodnim wybrzeżu Kanady, ¼ tej powierzchni została objęta ochroną. Na obszarze 2 milionów hektarów zaniechano całkowitego pozyskiwania drewna. Na pozostałej powierzchni drzewa są wycinane, ale z zachowaniem wysokich, ekologicznych standardów (m.in. z zasadami FSC). Zanim do tego doszło, eksploatacja tych niezwykle malowniczych i cennych przyrodniczo lasów była powodem międzynarodowego bojkotu produktów leśnych z Brytyjskiej Kolumbii w latach 90. XX wieku. Szacuje się, że zanim wprowadzono jakiekolwiek przepisy regulujące ochronę kanadyjskich lasów deszczowych, zdążono wyciąć 50% z nich.

Lasy, które pozostają w formie dziewiczej na terenie Kanady, koncentrują się na północy i zachodzie. Brak ich niemal zupełnie w południowej i południowo-wschodniej części kraju. W prowincjach od strony Atlantyku: Nowej Szkocji, Nowym Brunszwiku, na Wyspie Księcia Edwarda czy we wschodniej części Nowej Funlandii i Labradoru, niemal cała powierzchnia leśna przeznaczona została na cele gospodarcze.

Las i ropa – potężna gałąź kanadyjskiej gospodarki

Warto zaznaczyć, że Kanada jest drugim największym na świecie (po USA) eksporterem wyrobów z drewna. Sektor leśny to integralna część gospodarki kanadyjskiej, która daje zatrudnienie ponad 850 tysiącom Kanadyjczyków. Oprócz sektora leśnego Kanadę wyróżnia też wysoko rozwinięty przemysł naftowy. Olbrzymie złoża ropy, skoncentrowane pod ziemią w formie piasków roponośnych (bitumicznych), zlokalizowane na terenie prowincji Alberta, to drugie po Arabii Saudyjskiej największe złoża ropy na świecie. Tereny tych złóż w większości pokryte są lasem borealnym, a piaski bitumiczne wydobywa się m.in. metodą odkrywkową. Cały proces pozyskania ropy naftowej wymaga najpierw wykarczowania borealnego lasu, usunięcia sporej warstwy torfu i gleby, które przykrywają roponośne piaski, a na końcu wydobycia samych piasków. To niezwykle obciążający środowisko naturalne proces, który niszczy okoliczną przyrodę, w tym lasy, rzeki oraz jeziora.

Bardzo niewielka ilość terenów leśnych w Kanadzie jest przeznaczana na urbanizację i/lub rolnictwo (mniej niż 1% rocznie). Za to spora część kanadyjskich lasów wykorzystywana jest do celów gospodarczych, takich jak pozyskiwanie drewna, lub przy procesach wydobycia ropy i gazu oraz metali (cynku, złota, niklu, aluminium, ołowiu i uranu). Lasy w południowej części Kanady są eksploatowane przez wielkie koncerny przemysłowe na podstawie licencji uzyskanej w poszczególnych prowincjach. Część ekosystemów leśnych przecinają w związku z tym liczne drogi dojazdowe, wybudowane, by dotrzeć do miejsc wydobywczych. W przypadku piasków roponośnych w grę wchodzą ponadto dodatkowe tereny, potrzebne w miejscu wydobycia bituminu na kopalnie, fabryki i sztuczne jeziora wypełnione dużą ilością wody z metalami ciężkimi, wykorzystywaną do wydobycia ropy metodą in-situ.

To, jak wyglądają tereny kanadyjskiej Alberty, na której tuż obok borealnych lasów (także tych, w których są rezerwaty Indian) rozciągają się tereny przypominające rodzimy Bełchatów, można zobaczyć w filmie dokumentalnym „Petropolis” Petera Mettlera (https://streamingmoviesright.com/us/movie/petropolis-aerial-perspectives-on-the-alberta-tar-sands/), który zarejestrował te widoki z lotu ptaka.

Teren wydobywczy piasków roponośnych – Alberta, Canada. Photo: jasonwoodhead23 (flickr/cc-by)

Reforestacja – odbudowa lasu

Pomimo tego Kanada ma prawie zerowy współczynnik wylesiania (deforestacji). Powód tego jest dość prosty: tak jest skonstruowane prawo. Przepisy we wszystkich prowincjach wymagają, aby wszystkie obszary, na których odbywa się wycinka drewna, były niezwłocznie zalesiane. Kanadyjskie firmy leśne są więc prawnie zobowiązane do regeneracji wykarczowanych terenów. Jeśli nowo zasadzony las nie przyjmie się, spółka eksploatująca dany teren musi wznawiać sadzenie drzew do skutku, aż teren zostanie zalesiony, inaczej ponosi finansową odpowiedzialność. Sadzone są różnorodne gatunki rodzimych drzew, przystosowanych do lokalnych warunków ekologicznych. Brana jest pod uwagę bioróżnorodność, aby nie doprowadzić do powstania monokultury (w Polsce na skutek błędów przy realizacji Programów Zwiększania Lesistości Kraju po wojnie niestety doprowadzono do powstania licznych monokultur sosnowych i świerkowych).

Odbudowa kanadyjskich lasów poprzez sadzenie nowych drzew utrzymuje się na wysokości 650 milionów sadzonek rocznie. W Kanadzie praca zwana „tree planting” jest bardzo popularna, szczególnie jako praca sezonowa wśród studentów (zarówno kobiet jak i mężczyzn). Niektórzy podejmują się tej pracy w pełnym wymiarze godzin, przemierzając Kanadę wzdłuż i wszerz. Wiele osób traktuje tę pracę jak wyjazd na letni obóz, śpi się bowiem w namiotach, żyje bez elektryczności, w samym środku dzikiej natury lub tym co po niej pozostało. Praca przy sadzeniu drzew nie należy jednak do najłatwiejszych i uchodzi za jedną z najcięższych prac fizycznych w kraju. Jest za to pracą dobrze płatną, więc chętnych do niej nie brakuje. Najmniej zarabiają nowicjusze, którzy jadą na taki sezonowy (dwumiesięczny) obóz po raz pierwszy, ale z każdym rokiem doświadczony już „planter” zarabia znacznie więcej. Mało kto wie jednak, że ci, którzy zdecydują się jechać sadzić drzewa właśnie na tereny Alberty, gdzie odbywa się intensywne wydobycie ropy naftowej z piasków roponośnych, muszą podpisać zgodę na dwuletnią karencję posiadania dzieci, która obowiązuje po skończeniu prac na niebezpiecznych, skażonych terenach. Warto wziąć to pod uwagę szczególnie, gdy jest się młodym człowiekiem na studiach.

Lasy modelowe i rezerwaty ciemności

Wiemy już, co takiego posiada Kanada, czego nie ma Polska – piaski roponośne, lasy borealne i wilgotne lasy strefy umiarkowanej. A czy wiemy, co takiego posiadamy my, co już ma Kanada, i z czego możemy być dumni? Są to lasy modelowe oraz polsko-czeski park ciemnego nieba w Górach Izerskich.

Pierwszy kanadyjski park ciemnego nieba (Torrance Barrens) powstał w 1999 w prowincji Ontario. Aktualnie takich obiektów jest w Kanadzie szesnaście. Celem takich parków jest zabezpieczenie środowiska naturalnego (przyrody, zwierząt) przed negatywnymi skutkami działalności człowieka – nadmiernym stosowaniem sztucznego światła. Transgraniczny Izerski Park Ciemnego Nieba powstał w 2009 roku i zajmuje obszar 7500 hektarów. Naturalne ciemności traktuje jako jeden z ekologicznych zasobów, potrzebujących ochrony we współczesnym świecie.

Choć to w Kanadzie w latach 90. zapoczątkowano pomysł Lasów Modelowych (http://www.modelforest.net/), z powodzeniem powstają one w Polsce, m.in. w Wielkopolsce czy w okolicach Olsztyna. Las Modelowy opiera się na elementach zrównoważonego rozwoju i zupełnie nowej koncepcji powszechnego korzystania z lasu. Przewiduje działania polegające na wspólnym tworzeniu lasu, z którego korzysta wiele środowisk społecznych. Ma łączyć potrzeby gospodarcze, turystyczne, rekreacyjne czy ekologiczne, w oparciu o stosowanie przyjaznych dla środowiska technik pozyskiwania drewna oraz współpracę ze społeczeństwem w zarządzaniu lasem. Brzmi to niezwykle entuzjastycznie. Jeśli Was to zainteresowało, poszukajcie Lasów Modelowych w swoim regionie i przekonajcie się, jak działają.

Inne aktualności

Aktualności

09/08/2023
Prezentacja do warsztatów dla nauczycieli ,,Budując mosty”
Projekt „Młodzi Przedsiębiorczy. Program rozwoju kompetencji społecznych i obywatelskich w szkołach branżowych’’ korzysta z dofinansowania o wartości 110 187,00 EUR otrzymanego od Islandii, Liechtensteinu i Norwegii w ramach Funduszy EOG....
czytaj więcej»
29/09/2022
Wyniki konkursu dziennikarskiego „Budujemy społeczeństwo otwarte”
Znamy już zwycięzców V edycji konkursu na projekt materiału dziennikarskiego pt. "Budujemy społeczeństwo otwarte", zorganizowanego w ramach programu „I am European: Historie i fakty o migracjach na XXI wiek” finansowanego...
czytaj więcej»

Zobacz inne obszary naszych działań

Gromadzenie deszczówki, czyli jak radzić sobie z niedoborem odpadów

Jak sobie radzić ze zmianą klimatu

Zmiana klimatu zaburza poziom opadów atmosferycznych, co oznacza, że niektóre obszary krajów rozwijających się cierpią na drastyczny niedobór deszczy prowadzący do spadku poziomu wód w wielu zbiornikach wodnych i rzekach. W Afryce Subsaharyjskiej 90% upraw rolnych jest zależnych od opadów deszczu, co czyni je jeszcze mniej odpornymi na zmieniające się cykle pogodowe.

Rozwiązaniem jest gromadzenie deszczówki, gdy pada, utrzymywanie jej w glebie lub przechowywanie w zbiornikach podziemnych i wykorzystywanie później jako źródła czystej wody.

Deszczówka jako metoda nawadniania

Jeżeli zaoramy ziemię wokół pola, w powstałych bruzdach zgromadzi się deszczówka, co powstrzyma jej zbyt szybki odpływ z wysuszonej gleby i tym samym zapewni odpowiednią ilość wody do rozwoju upraw. Nawet gdy poziom opadów jest niski, można zebrać wystarczające plony.

Drogocenną deszczówkę można również gromadzić i przechowywać w zbiornikach, tak aby nawet w najsuchsze dni zawsze było źródło wody do nawadniania upraw.

Zainstalowana infrastruktura obejmowała nadziemne i podziemne zbiorniki do gromadzenia deszczówki, przy czym woda do nawadniania zbierana była z dachów budynków, tam i kanałów, a także modernizację stawów służących do przechowywania wody.

Oddziaływanie

Tias Sibanda dowodzi grupą koordynatorów propagujących wykorzystywanie deszczówki do nawadniania w 17. gminie, w prowincji Matabeleland Południowy, w Zimbabwe. Jest również jednym ze 100 instruktorów organizujących szkolenia dla rolników.

Uprawia 4,5 hektara kukurydzy, a w swoim gospodarstwie ma również pole sorgo o powierzchni 2 hektarów. Zanim poznał metody gromadzenia wody, sadził 4,5 hektara kukurydzy, ale często nie zbierał plonów z powodu suszy. Mógł uprawiać sorgo w gospodarstwie, ponieważ roślina ta nie potrzebuje dużo wody. Niestety to nie wystarczyło i za pieniądze ze sprzedaży bydła musiał kupować żywność dla siebie i rodziny.

Tias Sibanda był jednym z pierwszych rolników w gminie, który przygotował pole do zatrzymania deszczówki. To znacznie zwiększyło wydajność jego pola: w zeszłym roku dwa razy zebrał kukurydzę. Za pierwszym razem było to 1,5 tony, a za drugim – 0,75 tony. Zatrzymał wszystko i nic nie sprzedał, dzięki czemu nie musiał już kupować żywności, a w domu ma zapasy, które wystarczą mu do następnego sezonu. Obliczył, że zaoszczędził równowartość 12 kóz. Biorąc pod uwagę, że koza kosztuje jakieś 300.000 dolarów Zimbabwe (około 17 funtów), oznacza to, że zaoszczędził ponad 200 funtów.

– Dzięki metodom gromadzenia wody, które poznałem, i odpowiedniego przygotowania pola, nie musimy już martwić się o żywność ani erozję gleby – mówi Tias. – Jestem pewien, że będzie coraz lepiej, a jeżeli susza zelżeje, będę niedługo mógł sprzedawać część zebranej kukurydzy.

http://practicalaction.org/rainwater-harvesting-9

Inne aktualności

Aktualności

09/08/2023
Prezentacja do warsztatów dla nauczycieli ,,Budując mosty”
Projekt „Młodzi Przedsiębiorczy. Program rozwoju kompetencji społecznych i obywatelskich w szkołach branżowych’’ korzysta z dofinansowania o wartości 110 187,00 EUR otrzymanego od Islandii, Liechtensteinu i Norwegii w ramach Funduszy EOG....
czytaj więcej»
29/09/2022
Wyniki konkursu dziennikarskiego „Budujemy społeczeństwo otwarte”
Znamy już zwycięzców V edycji konkursu na projekt materiału dziennikarskiego pt. "Budujemy społeczeństwo otwarte", zorganizowanego w ramach programu „I am European: Historie i fakty o migracjach na XXI wiek” finansowanego...
czytaj więcej»

Zobacz inne obszary naszych działań

Nawadnianie kropelkowe – prosty sposób na wysuszoną ziemię

Prosty system nawadniania tchnął życie w jałową ziemię

Dla rolników w najuboższych krajach świata deszcz jest niczym płynne złoto. Mimo to, gdy zaczyna padać – a w wielu miejscach zdarza się to nieregularnie i coraz rzadziej – większość drogocennej wody spływa niewykorzystana. Ziemia jest tak odwodniona, że rolnicy nie są w stanie zebrać plonów wystarczających na utrzymanie ich rodzin. Wydaje się, że to sytuacja bez wyjścia.

Teraz w miejsce wyschniętych, zakurzonych pól co roku pojawiają się życiodajne ogrody obfitujące w owoce i warzywa lub okazałe łany kukurydzy.

 

Nawadnianie kropelkowe – jak to działa?

Nawet jeżeli pada niewiele lub nieregularnie, system nawadniania kropelkowego pozwala rolnikom odżywiać i uprawiać potrzebne rośliny.

A działa to tak:

  • W wiosce instaluje się duży zbiornik, w którym zbiera się i przechowuje deszczówkę.
  • 20-litrowe wiadro napełnia się wodą i umieszcza metr nad ziemią na słupach.
  • Do wiadra podłącza się długi wąż, który przecina pole wzdłuż i wszerz.
  • Grawitacja zapewnia wystarczające ciśnienie, aby woda zaczęła płynąć w wężu.
  • Woda wycieka przez otwory w wężu, bezpośrednio na korzenie roślin.
  • Zaledwie jeden taki system nawadniania pozwala wyhodować od 100 do 200 roślin.

Jak Mahima Gharti uratowała swoją społeczność dzięki rolnictwu

Zmuszona do ucieczki przed konfliktem, który wybuchł w jej rodzinnej wiosce, Mahima Gharti wraz z rodziną zamieszkała w osadzie Shanti-tole w Kathmandu, gdzie mieli zacząć wszystko od nowa. Jednak ich marzenia szybko legły w gruzach. 1,6 hektara ziemi, którą kupili, uległo wyjałowieniu się ze względu na sól. Stając przed trudnym wyborem, mąż Mahimy był zmuszony opuścić rodzinę i wyemigrować do Indii w poszukiwaniu pracy. Mahima zajęła się pracą fizyczna i sama wychowywała piątkę dzieci.

Po spotkaniu z pracownikami organizacji Practical Action, Mahima postanowiła odwrócić swój los. Po tym jak w Shanti-tole założyła grupę kobiet zainteresowanych rolnictwem, wraz z innymi pięcioma rodzinami znalazła odpowiednią ziemię i wzięła się do pracy.

Dzisiaj kobiety te znają się na uprawie warzyw i nasionach. – Dawniej rozrzucałyśmy nasiona, ale teraz wiemy, jak zakładać szkółki i przesadzać rośliny na pole – opowiada Mahima. Ku uciesze całej rodziny, mąż Mahimy mógł wrócić do domu, gdzie teraz uprawia ziemię za pomocą pompy pedałowej. Członkowie założonej przez Mahimę grupy wdrożyli plan oszczędnościowy i obecnie są w stanie zbierać plony trzy razy w roku. Mahima zakłada, że dzięki ciężkiej pracy będzie zarabiać około 10.000 rupii rocznie (około 75 funtów). To oznacza, że jej rodzina będzie mogła zostać razem.

http://practicalaction.org

Inne aktualności

Aktualności

09/08/2023
Prezentacja do warsztatów dla nauczycieli ,,Budując mosty”
Projekt „Młodzi Przedsiębiorczy. Program rozwoju kompetencji społecznych i obywatelskich w szkołach branżowych’’ korzysta z dofinansowania o wartości 110 187,00 EUR otrzymanego od Islandii, Liechtensteinu i Norwegii w ramach Funduszy EOG....
czytaj więcej»
29/09/2022
Wyniki konkursu dziennikarskiego „Budujemy społeczeństwo otwarte”
Znamy już zwycięzców V edycji konkursu na projekt materiału dziennikarskiego pt. "Budujemy społeczeństwo otwarte", zorganizowanego w ramach programu „I am European: Historie i fakty o migracjach na XXI wiek” finansowanego...
czytaj więcej»

Zobacz inne obszary naszych działań